O tym korespondentka radia Sputnik Irina Czajko rozmawiała z profesorem Tadeuszem Iwińskim.

 — Panie profesorze, co Pan sądzi o ataku na Syrię ze strony połączonych sił Stanów Zjednoczonych Wielkiej Brytanii i Francji? Na ile międzynarodowa sytuacja polityczna jest teraz napięta i niebezpieczna?

— To jest ogromny problem. I to, co się stało, najpierw użycie, do końca nie wiadomo przez kogo, ale prawdopodobnie przez siły Baszara al Asada, broni chemicznej w Dumie pod Damaszkiem w części tzw. Wschodniej Guty, w wyniku czego zginęło co najmniej 60 osób. I ten atak lotniczy trzech państw —USA, Wielkiej Brytanii i Francji — bardzo zaostrzył sytuację międzynarodową. Ja jestem inżynierem chemikiem z pierwszego wykształcenia, więc jestem na to bardzo czuły. Mnie to zasmuciło, że ten atak lotniczy nastąpił na chwilę przed tym, zanim tzw. Organizacja do spraw zakazu broni chemicznej miała rozpocząć w sobotę śledztwo w sprawie, kto użył w Dumie tej okrutnej broni.

Najgorszym scenariuszem byłoby zaostrzenie sytuacji, które polegałoby na tym, że dojdzie do konfrontacji wojsk rosyjskich, oddziałów specjalnych, które są w Syrii z oddziałami amerykańskimi. Myślę, że jedynym rozwiązaniem są rozmowy, bo skupiły się różne sprzeczności. Są splecione wątki polityczne, strategiczne, ekonomiczne, ale też religijne, narodowe itd. To daje razem ogromną mieszankę wybuchową. Najważniejsze, żeby nie doszło do zaostrzenia tej sytuacji.

 — Prezydent Władimir Putin oskarżył USA i prezydenta Donalda Trumpa o łamanie prawa międzynarodowego. Czy można powiedzieć, że teraz świat jest na krawędzie nowego wielkiego konfliktu?

 — To nie jest konflikt, który może być rozwiązany przy użyciu siły. Pomogą tylko rozmowy pokojowe. I nie ma tam aniołów. Również Rosja jest bardzo zaangażowana w ten konflikt. Dzisiaj układ sił na Bliskim i Środkowym Wschodzie bardzo się zmienił. Z jednej strony są USA, Wielka Brytania, Francja i jest ten nowy sojusz Rosja- Iran-Turcja — przy czym Turcja to państwo NATO. Chińczycy wydają się, sądząc po głosowaniu w ONZ, być bliscy stanowisku Kremla. Ale to wszystko razem nie napawa optymizmem. Ta wojna w różnych aspektach trwa i to jest niepokojące.

 — Panie profesorze, Donald Trump chciał uderzyć w rosyjskie i irańskie pozycje w Syrii, ale nie zrobił tego. Dlaczego, Pana zdaniem?

 — To by groziło takim dramatycznym scenariuszem. Wydaje mi się, że doradcy Trumpa, których on zmienia jak rękawiczki, przekonali go, że trzeba jednak zrobić wszystko, żeby ataki nie dotknęły miejsc, w których stacjonują oddziały rosyjskie. To do tej pory się udało, ale czarny scenariusz, który może być, to jest konfrontacja oddziałów rosyjskich i amerykańskich. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.

 — Donald Trump oświadczył w niedzielę, że chciałby, żeby wojska amerykańskie w Syrii wróciły do domu tak szybko, jak to tylko jest możliwe. A prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział też w niedzielę, że przekonał Donalda Trumpa do utrzymania w Syrii sił amerykańskich. Jakie będzie stanowisko Polski, jeśli między Waszyngtonem a Paryżem nie będzie zgody?

— Bliższy jest nam sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Nota bene zarówno kanclerz Merkel, jak pani May i prezydent Macron oni konsultowali się z niektórymi sojusznikami. Z tego, co wiadomo konsultowali się z Polską. W czarnym scenariuszu jest możliwość, nie daj Boże, wybuchu nawet wojny nuklearnej. To jest groźniejsze niż to, co się dzieje na Półwyspie Koreańskim. Jest taki czarny dowcip. Dochodzi do wojny nuklearnej i jeden szympans mówi do drugiego: „Stary i znów wszystko musimy zaczynać od początku”. Ja wierzę jednak, że dojdzie do rozmów pokojowych na temat Syrii.