Pan Pityński, od lat 70. żyjący i tworzący w USA, wykazuje stałą predylekcję do ołowianych żołnierzyków, żywiąc najwyraźniej przekonanie, że wielkość przechodzi w jakość. Ten w New Jersey waży 6 ton.

Ile waży mój żoliborski nie wiem, ale na pewno więcej, bo tak naprawdę to kilka żołnierzyków, koń i fala — co nieodmiennie przywodzi mi na myśl sugestię, że fala była także w armii Hallera.

Moje żoliborskie żołnierzyki są pokolorowane, a układ żył na brzuchu konia tworzy zarys polskich rzek.

Serio.

Za swoją niezłomną postawę artystyczną — wyrażoną między innymi samowolą budowlaną w postaci nielegalnego ustawienia popiersia JP2 z twarzą wybitnego westernowego aktora Jamesa Stewarda na rynku w Ulanowie — p. Pityński został odznaczony przez prezydenta Dudę orderem Orła Białego.

Batalia o wykonanego przez tego wybitego artystę dźgniętego ułana poruszyła zarówno Polonię, jak i polityków w ojczyźnie. Moim osobistym bohaterem tej kampanii, mało znanym w Polsce, jest jednak niejaki Sławek Platta, amerykański adwokat reprezentujący Polonię w tym fundamentalnym sporze.

Sławek skorzystał z okazji, żeby ogłosić w polskiej telewizji, iż „będzie to monitorował jako prawnik” bo „tak silna jest Polonia jak silni są jej prawnicy”.

Ale jeśli ktoś sądzi, że jest to prymitywna reklama kancelarii Sławka Platty, która specjalizuje się w zdobywaniu dla polskich robotników w stanie Nowy Jork odszkodowań za wypadki na budowach, to się głęboko myli.

Sławek jest człowiekiem idei, albowiem w Polsce ukończył  nie tylko prawo na UW, ale także prawo kanoniczne na UKSW, co „pozostawiło na całe życie wpływ na stronę etyczną jego pracy”.

— Różnica jest taka, że patrzymy bardziej na człowieka niż na przepisy i zysk. Pieniążki są ważne, ale jeśli się jest dobrym, to klientów nie brakuje — wyjaśniał parę lat temu polskiemu dziennikowi w USA.

Tak gwoli ścisłości: jeśli chodzi o „pieniążki” to Sławek pobiera od klientów 33,3 proc. wyprocesowanej sumy plus zwrot wszelkich kosztów.

Jak zawiadamia na swojej stronie internetowej, „w stanie Nowy Jork wszystkie kancelarie prawne prowadzące sprawy wypadkowe są zobowiązane do zastosowania powyższej formuły matematycznej w rozliczeniach z klientem”.

To akurat nie do końca prawda: 33,3 proc. to przewidziana prawem maksymalna wysokość honorarium adwokackiego — niepatrzący na zysk i nieskupiony na pieniążkach polonijny adwokat mógłby pobierać od swoich uszkodzonych w pracy ubogich klientów mniejsze honoraria, gdyby sobie tego życzył.

Prawo stanu Nowy Jork w żadnym stopniu mu tego nie zakazuje.

Abstrahując wszakże od Sławka i jakże zasłużonego wzmożenia jego kariery, które niewątpliwie będzie efektem prawniczego sukcesu jego kancelarii w opóźnieniu przerobienia skweru wokół pomnika  na służący wszystkim mieszkańcom New Jersey park w widokiem na rzekę Hudson — warto zwrócić uwagę na jednolity front polskich polityków w tej kwestii.

© Zdjęcie : Diliara Sedowa
Miejsce, w którym stał pomnik generała Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie

Posłowie z różnych frakcji, zazwyczaj dość podzieleni, wykazali niezwykłą jednomyślność na odcinku narzucania swojej woli samorządowi amerykańskiego miasta. Jak jeden mąż rzucili się bronić  upiornego monumentu, kompletnie lekceważąc słowa burmistrza Fulopa, która zapowiedział, iż o losie pomnika i jego ewentualnym przeniesieniu zdecydują mieszkańcy.  Ale skoro już jesteśmy przy usuwaniu pomników i życzeniach mieszkańców — może by obrońcy koszmarka z New Jersey przypomnieli nam wszystkim, co się stało z pomnikiem Braterstwa Broni?

Tym z wykonanymi ze zdobycznej niemieckiej amunicji figurami, do których pozowali żołnierze frontowi, autentyczni zdobywcy Berlina? Mam na myśli ten pomnik, który PiS do spółki z Platformą Obywatelską usunął z Pragi, wbrew woli Warszawiaków, wyrażonej w zrobionym na zamówienie ratusza sondażu, gdzie 72 procent ankietowanych opowiedziało się za pozostawieniem Śpiących na miejscu.

Ale w sumie jest w tym jakaś logika.

Jeśli warszawscy radni PiS i PO mają w głębokiej d…pie to, czego życzą sobie mieszkańcy Warszawy — zupełnie nie wiadomo, dlaczego mieliby się przejmować opinią mieszkańców New Jersey, którzy przecież na nich nie głosują.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *