Fetor i wielkie stado myszy – tak według „Gazety Wrocławskiej” wyglądało mieszkanie wynajmowane przez 30-letniego hodowcę. Według obrońców praw zwierząt myszy były dosłownie wszędzie – w klatkach, głośnikach komputerowych, w materacach tapczanu, miały nawet wygryzać dziury w ścianach. Kiedy 30-latek otworzył drzwi policji, zasłabł i trafił do szpitala na obserwację.

Dawid Karaś z Ekostraży powiedział „Gazecie Wrocławskiej”, że zaalarmowali ich właściciele mieszkania, którzy klika miesięcy temu wynajęli lokal 30-latkowi.

– Skontaktowali się z nimi sąsiedzi, że ze ścian wychodzą im myszy. Trzeba było wezwać policję, bo lokator nie chciał otworzyć drzwi. Kiedy już otworzył, zasłabł i trafił do szpitala na obserwację – dodał. Jak podkreślił, hodowla 30-latka wymsknęła się spod kontroli. 

Według relacji gazety, myszy rozsiane były po całym mieszkaniu – w klatkach, w dużych komputerowych głośnikach, w materacach tapczanu.

– Wygryzały nawet dziury w ścianach – powiedział Karaś. 

Obrońca praw zwierząt dodał, że zwierzęta były w różnym stadium rozwoju. – Były i martwe. Niektóre zniekształcone genetycznie – wskazał. 

Mężczyzna mieszkał z nimi i kupował im karmę. Na udostępnionym przez obrońców praw zwierząt nagraniu widać, że rozsypana jest po całym mieszkaniu.

Według gazety wyłapywanie całego stada zajęło działaczom dwa dni. Właściciel myszy zrzekł się ich na rzecz Ekostraży.

zdr/ml/ Gazeta Wrocławska

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!