I to zarówno tego polskiego, jak i korporacyjnego, zachodniego, wielkopowierzchniowego. Różnej maści „eksperci”, najczęściej powiązani z wielkim kapitałem czy organizacjami pracodawców, jeszcze miesiąc temu straszyli nas w nagłówkach gazet: „Eksperci ostrzegają: — Zakaz handlu w niedziele wpłynie na wynagrodzenia pracowników”, „Skutki zakazu handlu w niedzielę będą poważniejsze, niż myślisz. Pożałują nie tylko pracownicy sklepów”, „Zakaz handlu w niedziele przyniesie więcej szkody niż pożytku?”. Nic podobnego się nie stało. W naszym kraju, od początku lat 90., z gospodarką forsowaną na modłę XIX-wiecznych rozwiązań społecznych, powraca na nowo podstawowe pytanie — czy człowiek żyje po to, by pracować, czy pracuje po to, by żyć? Ludzie powinni pracować mniej i za większe pieniądze, a nie odwrotnie.

O ile w pierwszą wolną niedzielę zagubieni konsumenci mocno zawiedli się, gdy w swoich Biedronkach i Lidlach zastali zamknięte drzwi, to chyba już teraz zaczęli się do tego przyzwyczajać i uczyć na nowo spędzać niedzielny czas ze swoimi rodzinami. Ludzie uczą się też inaczej planować swe zakupy, by nie stać w niedzielę na stacjach benzynowych, bo zabrakło na stole chleba czy wódki, i za te towary słono przepłacać. Teraz już wiedzą, że zamiast jednego bochenka chleba należy kupić dwa. A zamiast pół litra, całego litra. A jak kto ma dzieci, to też szybko zrozumie, czego w sobotę powinien kupić na zapas.

Ankieta

Zakaz handlu w niedzielę. Co o tym sądzisz?
  • Świetna inicjatywa, pracownikom należy się wolne
    39.0% (471)
  • Pomysł bez sensu, gospodarka na tym straci
    24.0% (291)
  • Co za pomysł?! Niedziela to dla mnie dzień zakupów!
  • Centrum handlowe to nie tylko zakupy, ale i rozrywka. Odebrano nam to
    21.1% (255)
  • Nie mam zdania. I tak nie robię zakupów w niedzielę
    9.5% (115)

Nie sprawdziły się tez zapowiedzi przeciwników wolnych niedziel, że władza tworzy je, a raczej przywraca normalność w tym względzie, po to, by ludzie poszli do kościoła. Otóż nie odnotowano wzrostu udziału wiernych na niedzielnych mszach. Kto do tej pory chodził do kościoła, to i tak poszedł, a kto nie chodził, wypoczywał w inny sposób. Nikt na mszach obecności nie sprawdza i nie zagraża nam większa klerykalizacja życia.

W związku z wyśmienitą słoneczną pogodą tej niedzieli, prawdziwy najazd przeżywały parki, place zabaw, imprezy plenerowe, kina, muzea czy warszawskie ZOO. By dostać się w tę niedzielę do ZOO, trzeba było postać w długiej, ponad stumetrowej kolejce, przeszło godzinę.

Pod marketami i w galeriach handlowych nie spotkałem snujących się po korytarzach konsumentów zombie. Nieliczni ludzie pojawiali się w tych, w których mieszczą się kina czy restauracje. Ale i one świeciły pustkami. Mało kto przychodzi do galerii handlowej tylko po to, by zjeść tam mac’a. Kto lubi, jada go tam przy okazji zupełnie innych zakupów.

Nieprzebrane tłumy w warszawskich parkach, które dziś widziałem, świadczą chyba najlepiej o tym, co społeczeństwo myśli o zakazie handlu w niedzielę.