Rosyjska ambasada w Stanach Zjednoczonych uważa za niedopuszczalne i nieuzasadnione oświadczenia Waszyngtonu ws. nadchodzących wyborów prezydenckich w Rosji. A rzeczniczka prasowa rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa nazwała reakcję Departamentu Stanu na pracę Centralnej Komisji Wyborczej ingerencją zarówno w proces wyborczy, jak i sprawy wewnętrzne kraju. Strona amerykańska ponownie zademonstrowała zadziwiającą paradoksalność i podwójne standardy. Wcześniej rzecznik prasowy Departamentu Stanu USA Clay Noel wyraził zaniepokojenie w związku z zastosowaniem przez Moskwę rygorystycznych kroków w stosunku do „niezależnych głosów” (politycznych — red.) — jak się wyraził.

Europejska Służba Działań Zewnętrznych uznała też, że decyzja ws. niedopuszczenia kandydatury słynnego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego z powodu jego karalności, podjęta w oparciu o rosyjskie prawo, czyni wątpliwą demokratyczność wyborów w Federacji Rosyjskiej.

Co oczywiste, podobne wypowiedzi Departamentu Stanu nie mogą wpłynąć na sytuację wewnątrzpolityczną w Rosji, która jest stabilna i przewidywalna. I chociaż starania nie będą przynosić zamierzonego efektu, to Stany Zjednoczone z nich nie zrezygnują. Nie ulega wątpliwości, że niejednokrotnie będą padać słowa krytyki pod adresem rosyjskiej władzy i kampanii wyborczej. I właśnie to jest próba ingerencji w sprawy wewnętrzne suwerennego kraju. Bo tak naprawdę co może obchodzić inne państwo, kto będzie walczyć o fotel prezydencki w Rosji? Przecież nie są to wybory szefa jakiejś organizacji międzynarodowej. Ale to teoria. A w praktyce Waszyngton w swoich „najlepszych” tradycjach będzie wykorzystywać zbliżające się wybory w celach politycznych i stawiać na tych, którzy krytycznie oceniają Kreml i Władimira Putina.

Na tym tle szczególnie karykaturalnie wygląda trwające w dalszym ciągu w Stanach Zjednoczonych „polowanie na czarownice”, czyli nagonka na Donalda Trumpa z powodu jego rzekomych związków z Moskwą oraz na niektórych innych polityków i urzędników wysokiej rangi. Oprócz tego w czasie kampanii wyborczej w USA rosyjscy przedstawiciele nie udzielali żadnych oficjalnych komentarzy o krytycznym czy dyskredytującym charakterze na temat kandydatów czy procesu walki politycznej.

Na antenie radia Sputnik dyrektor Instytutu Planowania Strategicznego, doktor politologii, profesor Aleksander Gusiew wyraził opinię, że pomimo wszelkich starań Stanom Zjednoczonym nie uda się wpłynąć na proces wyborczy w Rosji.

Stany Zjednoczone cały czas mówiły o «ingerencji Rosji » w wybory, rusofobia w dalszym ciągu kwitnie. Teraz chodzi o tych kandydatów, którym odmówiono rejestracji. Jednak jest to nasza sprawa wewnętrzna, związana z ustawodawstwem Federacji Rosyjskiej — dopuszczać kogoś do wyborów czy nie. Dlatego wydaje mi się, że komentarze na ten temat, tym bardziej ze strony USA, które, mówiąc otwarcie, i tak już mają pełno «szkieletów w szafie», są po prostu nie na miejscu.

Wybory prezydenckie w Rosji odbędą się w ściśle wyznaczonym terminie, zgodnie z rosyjskim prawem. Wszelkie próby ingerencji, czy to ze strony Rady Europy, Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, czy jakiegokolwiek innego kraju — nie mają dla nas większego znaczenia, ponieważ wybory na prezydenta odbywają się zgodnie z prawem naszego kraju. Ani Stanom Zjednoczonym, ani ich satelitom w Europie nie uda się na nie w żaden sposób wpłynąć, nawet jeśli będą się bardzo starać” — powiedział Aleksander Gusiew.