10 stycznia procedowano w Sejmie dwa obywatelskie projekty ustaw: jeden liberalizujący prawo aborcyjne, przygotowany przez Barbarę Nowacką i środowiska kobiece „Ratujmy Kobiety 2017″, oraz drugi, konserwatywny — zaostrzający prawo.

Reprezentanci środowisk pro-life po raz kolejny zamierzali zamachnąć się na obowiązujący w polskim prawie „kompromis aborcyjny”. I wygrali. Projekt ustawy wykluczający dokonanie legalnej aborcji w przypadku ciężkiej choroby lu uszkodzenia płodu — został skierowany do dalszych prac.

Tymczasem projekt środowisk liberalnych odrzucono w pierwszym czytaniu bo… zabrakło 9 głosów! Kiedy Barbara Nowacka prezentowała założenia „Ratujmy Kobiety”, sala plenarna świeciła pustkami. Dziennikarze portalu Oko.press doliczyli się na niej… całych 12 posłów! Na tak ważne głosowanie, które mogło ochronić polskie kobiety przed łamaniem ich praw, nie przyszło — uwaga! — 29 posłów Platformy i 10 posłów Nowoczesnej. Czy konieczne jest przypominanie im, z czyich podatków pobierają swoje wynagrodzenia?

Tymczasem za skierowaniem liberalnego projektu do dalszych prac zagłosowali ci, po których można się było tego najmniej spodziewać, mianowicie aż 58 posłów PiS. „Ratujmy Kobiety” poparli m.in. Krystyna Pawłowicz (to nie żart!), Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz, Joachim Brudziński, Ryszard Terlecki, Witold Waszczykowski oraz Mariusz Błaszczak!

Ryszard Petru oraz szef klubu PO Sławomir Neumann są zdruzgotani. Obaj zgodnie oświadczyli, że na zebraniach klubów wyjaśnią, „jak doszło do tego”, że na sali były wtedy pustki. Platforma będzie musiała również jakoś ukarać niepokorną trójkę posłów, która złamała dyscyplinę partyjną i zagłosowała za odrzuceniem projektu. Ci „śmiałkowie” to Joanna Fabisiak, Jacek Tomczyk i Marek Biernacki.

Internet już znienawidził posłankę Nowoczesnej Kornelię Wróblewską, której podczas głosowania nie było wprawdzie na sali, ale która w tym samym czasie opublikowała w mediach społecznościowych gniewny post wymierzony w środowiska pro-life. Internauci wypomnieli posłance, że wielokrotnie podkreślała, jak bardzo wspiera polskie kobiety. Demonstracyjnie przychodziła nawet na posiedzenia Sejmu ze swoim nowo narodzonym dzieckiem. Ale kiedy przyszło co do czego, uczyniła jedynie internetowy manifest. Barbara Nowacka jest rozżalona. Napisała na Twitterze, aby posłowie opozycji nie myśleli nawet o tym, by przychodzić na jakiekolwiek prodemokratyczne demonstracje, bo nie mają tam czego szukać.

Niestety, nie tylko frekwencja w Sejmie okazała się marna. Nie dopisali również uczestnicy protestu, który odbywał się przed budyniem parlamentu podczas głosowania, co jest zadziwiające, zważywszy na skalę Czarnego Protestu, który odbił się szerokim echem nawet za granicą.

Prawa polskich kobiet znów są zagrożone — przez bezmyślność, lenistwo i ignorancję naszych posłów. Z taką opozycją PiS porządzi jeszcze co najmniej dekadę.

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.