Pisowska tuba propagandowa pod kierownictwem banderowca Sakiewicza, utrzymuje dziennikarza o którym pisze GF, że to agent służb specjalnych.

Szokujący artykuł o dziennikarzu Piotrze Nisztorze, którego przyjacielem jest Witold Gadomski czy Cenckiewicz. Nisztor ostatnio pisze u Sakiewicza, tego co banderowskie służby specjalne, odznaczyły specjalnym odznaczeniem agenturalnym. Artykuł red. Jakubowskiego pokazuje kawałek śmieciowego srodowiska dziennikarskiego związanego z pisuarem. zw

Aferę taśmową w 2014 r. ujawnił w mediach współpracownik CBA, dzisiejszy dziennikarz wpływowej „Gazety Polskiej”, Piotr Nisztor, w uzgodnieniu z ówczesnym szefem tej służby, Pawłem Wojtunikiem.

Dziennikarz „Gazety Polskiej” Piotr Nisztor w latach 2010–2014 współpracował z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym. Zarejestrowano go jako kontakt operacyjny „Jelinek” – ustaliła „Gazeta Finansowa”. W 2014 r. Nisztor, w uzgodnieniu z ówczesnym szefem biura Pawłem Wojtunikiem, ujawnił nagrania m.in. z podsłuchanej rozmowy szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem Narodowego Banku Polskiego. Operacja wbrew zamierzeniom inspiratorów, zamiast doprowadzić do małej zmiany w rządzie i awansu Wojtunika wymknęła się spod kontroli i przyniosła ostatecznie temu ostatniemu dymisję po dojściu PiS do władzy. Wyjaśniamy jedną z największych tajemnic polityki ostatnich lat.

Na własną prośbę

– Piotr Nisztor współpracę z kierowanym wówczas przez Pawła Wojtunika CBA podjął dobrowolnie. Prosił, wręcz nalegał, aby zorganizować mu spotkania z oficerami – opowiada człowiek, którego Nisztor zaatakował na łamach ostatniej „Gazety Polskiej” (przedstawiając jako „X”, „Tomka” lub „Borysa”). Nisztor bezpodstawnie pomówił go o współpracę z mafią pruszkowską, naraził na niebezpieczeństwo i zepsuł wiele operacji polskich służb. Działania blokujące funkcjonowanie mafii przedstawił jako współpracę z nią. – To ja wiozłem go na pierwsze spotkanie z Wojtunikiem w siedzibie biura – opowiada zaznaczając, że takie środki ostrożności były podyktowane obawami, aby Nisztor nie nagrał rozmowy.

W trakcie współpracy z CBA dziennikarz przyjął łącznie ok. 80 tys. złotych, plus okazjonalne prezenty rzeczowe np. na koniec roku. CBA Nisztor przekazywał nie tylko informacje, ale również nagrania rozmów osób z którymi się spotykał.

W 2008 roku Nisztor, jako dziennikarz „Rzeczpospolitej” wspólnie z Izabelą Kasprzak i Piotrem Kubiakiem przygotował tekst o rzekomej korupcji prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego. Nisztorem zainteresowali wówczas oficerowie gdańskiej delegatury CBA. Do pierwszych poważnych rozmów z dziennikarzem doszło pod koniec 2009 r., gdy Kamiński został zdymisjonowany, a jego miejsce zajął Paweł Wojtunik, wcześniej przez lata związany z Centralnym Biurem Śledczym Policji.

Funkcjonariusze CBA chcieli przy jego pomocy uzyskać informacje, z których prokuratur i komend policji wyciekają materiały. Oficjalna współpraca Nisztora rozpoczęła się w 2010 roku. Wówczas doszło już do oficjalnego pozyskania ówczesnego dziennikarza „Rzeczpospolitej” do współpracy. Zgody na niejawne spotkania z publicystą wydał ówczesny minister nadzorujący służby – Jacek Cichocki. Aby uniknąć wymaganej prawem aprobaty premiera na pełny werbunek, Nisztor swoje wynagrodzenie otrzymywał pod pretekstem zwrotu kosztów. Po wręczeniu mu pierwszych pieniędzy operacyjnych został zarejestrowany jako kontakt operacyjny „Jelinek”. Pseudonim wziął się od nazwy ulicy, przy której znajdował się lokal wykorzystywany przez CBA, gdzie dochodziło do spotkań. Później pobierał wypłaty rzędu 5 tys. złotych, a także okazjonalne prezenty (z okazji świąt Bożego Narodzenia i końca roku), jak długopisy czy ozdobne części garderoby. Wkrótce po przyjęciu pieniędzy od funkcjonariuszy warszawskiej delegatury, jego prowadzenie przejął Maciej Klepacz, wiceszef CBA, a na końcu sam Wojtunik. Panowie przeszli na „ty” i wytworzyła się między nimi prawdziwa „chemia”. – Paweł go po prostu po ludzku polubił – mówi nam oficer CBA.

 

Pierwsze zadania, pierwsze pokusy

Nisztor wziął udział w serii operacji biura. Zaczął od przekazania w 2010 roku materiału dotyczącego Michała Dzięby, wpływowego młodego polityka Platformy Obywatelskiej. Materiały o ludziach Nisztor zbierał jako dziennikarz. Jednak CBA nie było jedynym beneficjentem pozyskiwanej wiedzy. Nisztor nie zdecydował się na publikację tekstu o Michale Dziębie i „złotej młodzieży” Platformy, w zamian za uzyskanie od niego zapewnienia, że jak jego ojciec Zdzisław Nisztor będzie miał kłopot z utrzymaniem pracy w grupie Lotos, to Michał pomoże. – To ja poznałem Dziębę z Nisztorem – opowiada Jan Piński, redaktor naczelny „Gazety Finansowej”. – Rzeczywiście taki układ trwał między nimi kilka lat – dodaje. Dodatkowym „gwarantem” umowy był zajmujący wysokie stanowisko w ABW pułkownik przyjaźniący się zarówno z Dziębą i Nisztorem. Na koszt pułkownika Nisztor odbywał wiele mocno zakrapianych spotkań, ale chociaż był traktowany jako źródło informacji, to do formalnego werbunku ze strony ABW nie doszło.

 

W 2012 roku Nisztor – już jako dziennikarz „Pulsu Biznesu” – po spotkaniu z Dziębą wysłał mu agresywne pytania o informacje… które wcześniej od niego uzyskał. – Dzięba był w szoku i zadzwonił do mnie – opowiada Piński. – Powiedziałem mu, że obecnie pilota do Nisztora ma już dr Jan Kulczyk i umówiłem go z doradcą Doktora. Tekst się nie ukazał – dodaje. Związki Nisztora z ludźmi Kulczyka datują się od sierpnia 2011 r. gdy pod wpływem serii rozmów z nimi odstąpił od opublikowania jego krytycznej biografii. Książka, którą w końcu wydał w 2015 r. była więcej niż pochlebna i napisana na dodatek „przy współpracy z Kulczykiem” (cytat za materiałami promocyjnymi wydawnictwa).

CBA przymykało jednak oczy na wybryki swojego człowieka, bo współpraca z nim i materiały, które dostarczał, były oceniane bardzo wysoko. Były to na przykład taśmy z rozmowami, które prowadził m.in. z innymi dziennikarzami czy ludźmi służb. – Według naszych informacji Nisztor nagrywał swoje okolicznościowe imprezy w mieszkaniu, na których gościli ludzie służb i dziennikarze – opowiada oficer ABW. Od 2016 r. ABW szukała, gdzie Nisztor przechowuje nagrania ze swoich przyjęć. Ustaliła, że przynajmniej jedno takie nagranie istnieje (Nisztor powoływał się na nie podczas jednej z prowadzonych przez siebie rozmów).

 

Wśród dziennikarzy, o których działaniach informował, znalazł m.in. się obecny reporter Polskiego Radia Łukasz Kurtz (wówczas Polsat). Do CBA Nisztor zaniósł też słynną rozmowę z Janem Pińskim i Romanem Giertychem z 2011 roku, na której rozmawiał o sprzedaży praw do krytycznej biografii Jana Kulczyka, które Giertych chciał kupić dla swojego mocodawcy Ryszarda Krauze. – Nisztor prosił, aby sprawdzić czy można Pińskiemu lub Giertychowi na bazie nagrania postawić zarzuty karne – opowiada oficer CBA. – Co ciekawe, Nisztor odrzucił ofertę Giertycha – 450 tys. zł, ale jak wspominałem, dogadał z przedstawicielami Kulczyka, zapewne na znacznie wyższą kwotę. Rozpracowywał także Krzysztofa Winiarskiego, przedsiębiorcę z południa Polski o szerokich kontaktach, podejrzewanego przez służby, że nagrał na początku 2008 r. kompromitującą dla Bronisława Komorowskiego (wówczas marszałka Sejmu) rozmowę.

Innymi sprawami, które Nisztor rozpracowywał dla CBA była afera SKOK Wołomin. Tu również szybko zaprzyjaźnił się z szefami instytucji (mający dziś poważne zarzuty prezes SKOK Wołomin Mariusz G. był z nim na „ty”, zatrudniał go w mediach przez siebie kontrolowanych i był na każdej uroczystości organizowanej przez dziennikarza). Gdy koledzy ze SKOK Wołomin zaczęli mieć kłopoty z prawem, Nisztor błyskawicznie wyplątał się z kłopotliwej wizerunkowo znajomości.

 

Nisztor biznesowo wykorzystał też materiały na temat wpływowego barona PSL Jana Burego i jego znajomych. Krytyczne teksty się nie ukazały, a on sam dostał dobrze płatną pracę w tygodniku, który ufundował syn biznesmena kojarzonego z ekipą Burego – Andrzeja W., wówczas prezesa i właściciela firmy z branży energetycznej Elektrix, obecnie oskarżonego o korumpowanie prokuratorów i wywieranie nacisków na sądy w jednym z wątków tzw. afery podkarpackiej. Nisztor konsekwentnie publicznie milczy o zarzutach współpracy z tym biznesmenem.

Nisztor pomagał również uszczelniać przecieki z wrocławskiej delegatury CBA, dotyczące Pawła Wojtunika i jego wiedzy na temat taśm. To właśnie ta delegatura była nazywana w CBA za rządów PO ostatnim bastionem Mariusza Kamińskiego. Działania Nisztora skutkowały zwolnieniami osób podejrzewanych o sympatyzowanie z poprzednim szefem.

 

W 2013 roku dziennikarz chciał przekonać doradcę biznesmena Sławomira Janowicza, aby ten zainwestował w wydawanie przygotowywanego, nowego czasopisma milion złotych. Pismo miało opisywać zagadnienia związane z dyplomacją, bezpieczeństwem, gospodarką i prawem międzynarodowym. Wcześniej polecał przedsiębiorcy zatrudnienie swojego ówczesnego kolegi Piotra Kubiaka, byłego dziennikarza „Rzeczpospolitej” za pensję 20 tys. zł miesięcznie, aby ten zajmował się jego wizerunkiem. – Propozycję od Piotra Nisztora otrzymałem w Złotych Tarasach w maju 2013 r. W spotkaniu wziął udział, oprócz Piotra Nisztora, szef tego projektu, Piotr Kubiak oraz dwoje dziennikarzy „Rzeczpospolitej” – opowiada doradca Janowicza. – Nisztor przekazał nam kosztorys tego projektu, zawierający wycenę „inwestycji” na 0,5–1 mln zł – dodaje. Gdy nie spełniono jego oczekiwań, w ciągu kilku miesięcy rozpoczął negatywną kampanię przeciwko biznesmenowi. Gdy sprawę opisaliśmy w „Gazecie Finansowej”, Nisztor użył „Gazety Polskiej”, by zaatakować Janowicza. Naczelnemu „Gazety Polskiej” nie przeszkadzało, że Nisztor wykorzystuje łamy pisma do ataku na przedsiębiorcę, który nie chciał dawać mu pieniędzy. Drugą opisywaną w tym tekście postacią, jest natomiast wspomniany „X” vel „Tomek” lub „Borys”, który w rzeczywistości jest osobą, która na prośbę Nisztora skontaktowała go z oficerami CBA, i której zawdzięcza werbunek. Nisztor utrzymywał z nim zażyłe kontakty, zapraszał do domu na imprezy, wspólnie bawili się na mieście.

Afera taśmowa, czyli vabank Wojtunika.

Osobą publicznie znaną Nisztor stał się w czerwcu 2014 r., za sprawą rozpoczęcia na łamach tygodnika „Wprost” afery taśmowej. Jak ustaliśmy, materiały dostarczył szef CBA. Pierwsze uderzenie zostało wymierzone w szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza (ujawniono jego rozmowę z prezesem NBP Markiem Belką) oraz w Andrzeja Parafianowicza, byłego wiceministra finansów i szefa Głównego Inspektoratu Informacji Finansowego, wówczas już w zarządzie PGNiG. Z obydwoma miał na pieńku Wojtunik. Były dwa powody podjętych działań. Po pierwsze Wojtunik marzył o funkcji koordynatora – szefa wszystkich służb. Drugą przyczyną był mocny konflikt z Sienkiewiczem i obawa, że PO odwoła go przed końcem kadencji.

Operację zaplanowano bardzo drobiazgowo. Miały ją osłonić działania Nisztora, który tuż przed publikacją „przykleił się” do zlecającego i mającego nagrania biznesmena Marka Falenty. W okresie od 2 czerwca 2014 roku do 24 czerwca 2014 roku doszło do ok. 279 e-maili i połączeń telefonicznych (w tym SMS) między telefonami tego przedsiębiorcy i Nisztora.

– Dzięki temu to Falenta (który był tylko jednym ze zlecających i płacących za nagrania), został uznany za winnego publikacji. Sam Falenta (zabezpieczając się przed ewentualnymi konsekwencjami), także współpracował z agentami CBA i informował swoich rozmówców, o trwającym przez wiele miesięcy procederze nagrywania.

Nisztor przestał pobierać pieniądze z CBA właśnie w 2014 roku. Powód jest prozaiczny: zaczęło się śledztwo w aferze podsłuchowej i związki Nisztora z CBA były widoczne gołym okiem. Wojtunik znalazł jednak sposób, aby pomóc podopiecznemu. Znając relacje Nisztora z otoczeniem dr. Kulczyka, pomógł mu otrzymać nagrania biznesmena. Nawet już po śmierci dr. Kulczyka Nisztor nie odważył się puścić taśm z jego rozmowami pod swoim nazwiskiem. Dlatego te materiały trafiły do innych dziennikarzy.

 

Informatorem Nisztora (a także CBA) był Krzysztof Baszniak, były wiceminister pracy w rządzie Leszka Miller, mający doskonałe relacje z menadżerami Łukoilu. Nisztor sam to napisał we wspomnianym tekście. A to właśnie rosyjscy biznesmeni związani z tym koncernem założyli restaurację Lemongrass znajdującą się w pobliżu Sejmu. Tam też pracował zespół kelnerów, którzy dokonywali nagrań. Tuż po wybuchu afery taśmowej „Rzeczpospolita” napisała, że jeden z kelnerów utrzymywał, iż to Nisztor dostarczył im sprzęt nagrywający. On sam zaprzeczył i nazwał tę informację pomówieniem. Nie wyjaśniono jednak, skąd renomowany dziennik miał taką informację. Artykuł nie był też przedmiotem sporu sądowego, ani nawet sprostowania. Podobnie jak informacja, że kelner Łukasz N. miał żądać po zatrzymaniu „przesłuchania w trybie tajemnicy państwowej”.

 

Jednak już w sobotę 14 czerwca, dzień po informacji w mediach o zbliżającej się publikacji taśm (tygodnik ukazał się 16 czerwca we „Wprost”), część funkcjonariuszy CBA zajmujących się sprawą zorientowała się, że intrydze maczał palce ich szef. Już po publikacji nagrań liczba spotkań Nisztora z Wojtunikiem spadła, panowie starali się spotykać nieoficjalnie, np. w okolicach stacji metra Warszawa Ursynów.

Co istotne – nagrania, które gromadziło CBA Wojtunika, nie pochodziły tylko od tych kelnerów, którzy zostali skazani za udział w tym procederze. Nagrywano w szeregu innych lokali, m.in. w okolicach Sejmu i placu Trzech Krzyży. Nie wiadomo, co się stało z tymi materiałami.

Sienkiewicz na tropie Wojtunika

Podejrzenia, że to szef CBA stoi za publikacją nagrań z afery taśmowej miał szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz. Powołana przez niego specjalna grupa operacyjno-śledcza inwigilowała Wojtunika i jego najbliższych współpracowników. Jeszcze za rządów PO w październiku 2014 r. Wojtunik ujawnił na posiedzeniu sejmowej komisji do spraw służb specjalnych, że był inwigilowany w sprawie afery podsłuchowej. Nie wspomniał jednak o podstawach działań Sienkiewicza. Tymczasem minister miał rozległą wiedzę operacyjną o roli Wojtunika, charakterze jego relacji z Nisztorem, ale brakowało mu przysłowiowego „dymiącego pistoletu”. Dodatkowo wszyscy się bali, jakie taśmy mógł jeszcze zachować dla siebie Wojtunik.

Ten zresztą zręcznie gmatwał sytuację. Na początku 2015 r. przekazał do prokuratury 11 nagrań polityków i biznesmenów zdobytych przez CBA „operacyjnie”, ale nie chciał wyjawić prokuraturze źródła ich pochodzenia. Do dziennikarzy puszczono zaś plotkę, że to efekt międzynarodowej operacji CBA. Było to ostrzeżenie dla wszystkich, którzy rozważali prowadzenie śledztwa w sprawie zbadania roli CBA w aferze podsłuchowej. Po tej akcji Wojtunik zaczął być nazywany przez podwładnych Hooverem. Było to nawiązanie do legendarnego szefa amerykańskiego FBI, J. Edgara Hoovera, który dzięki zebranym materiałom kompromitującym kolejne ekipy rządzące, piastował swoją funkcję niemal pół wieku, aż do śmierci w 1972 r.

 

Sienkiewiczowi nie udało się zdobyć dowodów przeciwko Wojtunikowi. Nie mógł liczyć nawet na wsparcie prokuratury, która nie próbowała wydostać z CBA informacji np. o statusie Nisztora. Po publikacji taśm Sienkiewicz był zbyt słaby, a podlegli mu funkcjonariusze bardziej obawiali się Wojtunika, niż wierzyli, że ich szef przetrwa publikację nagrań. Sienkiewicz proszony o komentarz do naszych informacji odpowiada krótko: bez komentarza.

Nisztor: ABC mnie mogło zarejestrować

21 sierpnia 2010 roku Nisztor w internetowym czacie z Janem Pińskim (obaj uchodzili wówczas za bliskich kolegów, by nie rzec przyjaciół) chwalił się, że dostał od wspomnianego X propozycję wysokiego stanowiska w ABW. Asekurował się także przed możliwą dekonspiracją współpracy z biurem, bo Piński uchodził za bardzo dobrze poinformowanego. – Po spotkaniu z misiem (X, Tomkiem, Borysem – red.) mam poważniejsze obawy, że ABC (chodzi o CBA – red.) mnie mogło zarejestrować, a ja o tym nawet nie wiem – pisał Nisztor asekuracyjnie w korespondencji prowadzonej na komunikatorze do Pińskiego, prosił go o sprawdzenie, czy jest zaliczany już w poczet agentów biura.

W innej rozmowie internetowej między nimi 30 stycznia 2012 r. Piński zarzuca Nisztorowi, że nagrał ich rozmowę z Giertychem w sierpniu 2011 r., na co ten – jako doświadczony już agent – wszystkiemu zaprzecza i tłumaczy, że musi spotkać się mecenasem i wytłumaczyć, że wszystko to tylko dezinformacja służb, „bo tylko ch…e nagrywają kolegów”. Taśmę z tego spotkania Nisztor, po dokonaniu manipulacji nagraniem (stwierdził ją biegły sądowy), opublikował ponad 2 lata później, gdy Giertych żądał pociągnięcia go do odpowiedzialności karnej za publikacje nielegalnych podsłuchów.

Pierwsze informacje o współpracy Nisztora z CBA podał już w czerwcu 2014 r. tygodnik „W sieci”. „Kim tak naprawdę jest Piotr Nisztor? Czy możliwe, że tajnym współpracownikiem CBA?” – pytał dziennikarz tygodnika Wojciech Surmacz. Według opublikowanych przez niego informacji, Nisztor miał podpisać zobowiązanie do współpracy na spotkaniu z wiceszefem CBA Maciejem Klepaczem w restauracji „Na rozdrożu” obok siedziby biura. Nisztor głośno wszystkiemu zaprzeczył i zapowiedział pozew przeciwko „W sieci”. Słowa jednak nie dotrzymał. Natomiast według naszych informatorów po tej publikacji nalegał, aby Wojtunik zniszczył wszystkie materiały dowodzące jego współpracy z biurem. – Takie zapewnienie otrzymał, ale nie rozumiał, że to jest niewykonalne – mówi nam oficer CBA.

Nisztor nie potrafił też kryć się ze swoimi nieproporcjonalnie wysokimi wpływami. Gdy w 2011 r. stracił pracę w „Rzeczpospolitej”, to pracownicy Kulczyka zabiegali o jego ponowne zatrudnienie. A gdy wyleciał z „Rzeczpospolitej” po raz drugi, to kolejną przystań znalazł w „Pulsie Biznesu”, gdzie naczelnym był przez lata kluczowy pracownik Doktora Jana – Jarosław Sroka. W „Pulsie Biznesu” jego miesięczne zarobki wynosiły – według naszych rozmówców – ok. 5–6 tys. złotych. Nie przeszkadzało mu to wydawać nawet i kilku tysięcy złotych jednego wieczoru w klubie.

 

Największym problemem – na pewno wizerunkowym – Nisztora jest kwestia posiadanego majątku, który nie pokrywa się z dochodami z działalności dziennikarskiej. Nisztor łączy bowiem pracę dziennikarza z przyjmowaniem zleceń, które de facto są działalnością public relations. Co ciekawe Główny Inspektor Informacji Finansowej zaczął obserwować Nisztora, co najmniej od lipca 2014 roku, w związku z podejrzeniem prania brudnych pieniędzy. Co faktycznie się wydarzyło? GIIF zaalarmował wysoki przelew na konto Nisztora. Przekroczył bowiem pewien próg – tj. ponad 40 tys. złotych. Sprawa była badana, ale nie dopatrzono się przestępstwa. W międzyczasie Nisztor zaatakował poprzedniego szefa GIIF Parafinowicza, ujawniając, że był on na niejawnym etacie w ABW.

Ciekawe jest to, że Piotr Nisztor znalazł w 2014 r. zatrudnienie w „Gazecie Polskiej”, gdzie przez lata był negatywnie oceniany za m.in. pozytywne publikacje o Wojskowych Służbach Informacyjnych i zblatowanie się ze środowiskiem oficerów peerelowskiej bezpieki. Dziś za jego głównego informatora i przyjaciela uchodzi szkolony przez KGB były oficer komunistycznej Wojskowej Służby Wewnętrznej i Wojskowych Służb Informacyjnych Wojciech Janas.

Nisztor wiedział, że pracujemy nad materiałem o nim od wielu miesięcy i atakując ludzi, którzy mają o nim ogromną wiedzę, zapewne liczył na to, że dzięki temu będzie mógł twierdzić, iż ujawnienie jego współpracy z CBA to zemsta służb, których interesy naruszył. Przeliczył się. Próby orwellowskich manipulacji, cyniczne kłamstwa i brak skrupułów nie wytrzymują bowiem próby czasu. Jak zauważył Abraham Lincoln: „Można oszukiwać wielu ludzi jakiś czas, a niektórych ludzi cały czas, ale nie można oszukiwać wszystkich ludzi cały czas”.

Piotr Nisztor i były szef CBA Paweł Wojtunik nie odpowiedzieli na wysłane im pytania.

 

Autor,zrodlo:

http://wrzodakz.neon24.pl/post/140741,dziennikarz-mafie-sluzby