http://www.ispeech.org

W ramach powyborczej wymiany ciosów jeden z cyniczniejszych działaczy lewicy poczynił na — jak mawiają w tv — „jednym z portali społecznościowych" błyskotliwe, acz wredne spostrzeżenie, iż „miarą porażki wyborczej SLD-Lewica Razem w Warszawie jest, że do Rady miasta z tej listy wybrano jedynie gen. Jaruzelskiego".

Wywołał tym ożywioną dyskusję, w której jedni żarliwie popierali jego złośliwość, a inni, z równym ogniem, ochrzaniali ich za protekcjonalne traktowanie Moniki Jaruzelskiej — jedynej radnej lewicy w nowo wybranej radzie — która wszak ma, poza nazwiskiem, także własny życiowy dorobek. Awantura, jakkolwiek zrozumiała, jest o tyle zbędna, że mamy do czynienia z tą rzadką okazją, kiedy wszyscy mają rację.

Mało tego: bardzo dobrze, że ją mają.

Bardzo dobrze, że Monika Jaruzelska jest mądrym, autonomicznym człowiekiem z własnymi osiągnięciami — co  wyróżnia ją na tle rozlicznych dzieci nieżywych polityków, widocznych w tych wyborach; począwszy od Barbary Nowackiej, poprzez Macieja Płażyńskiego i Małgorzatę Wassermann, skończywszy na Jarosławie Wałęsie, którego ojciec wprawdzie żyje, ale zalicza się do politycznych zombie.

Co więcej, uważam, że te opinie Moniki, które mocno drażnią wielu ludzi lewicy — jej powściągliwy stosunek do liberalizacji ustawy antyaborcyjnej, wyprowadzenia religii ze szkół, a ostatnio do „tęczowego piątku" — nie wynikają z bigoterii, tylko z nadmiaru dobrego wychowania.

Generał był człowiekiem nienagannych manier i tymi nienagannymi manierami skaził swoją córkę, która — odnoszę wrażenie — jest kulturowo niezdolna do werbalizowania radykalnych poglądów, bo radykalizm nie idzie w parze z tym rodzajem kindersztuby.

Wiem, co mówię — u mnie dobre wychowanie szczęśliwie się nie przyjęło, ale moja matka do dziś krzywi się na większość moich opinii, zwłaszcza w kwestiach obyczajowych.

Przy tym — warto odnotować — wbrew, zrozumiałym skądinąd złośliwościom wielu ludzi lewicy, Monika nie broniła „kompromisu aborcyjnego". Zadeklarowała jednoznacznie: „zagłosowałabym za tym, że jeżeli kobieta nie chce mieć dziecka, to ma możliwość usunięcia ciąży", dodając wszakże, że „czułaby się z tym niekomfortowo". Osobiście nie rozumiem jej dyskomfortu — ale doprawdy, każdy ma prawo czuć się jak chce, zwłaszcza, jeśli nie powstrzymuje go to od postąpienia słusznie.

Ale, z całym szacunkiem i sympatią dla Moniki Jaruzelskiej — oczywiście, że to nie ona wygrała te wybory. Wyborcy, głosujący na Monikę, dawali wyraz szacunku dla Generała, lojalności wobec własnych życiorysów, niezgody na pisowską nagonkę na Polskę Ludową. I bardzo dobrze.  W tych wyborach Wojciech Jaruzelski jest znacznie ważniejszy od swojej córki.

Od lat, z pijackim uporem postkomunistki z wyboru, wzywam Sojusz Lewicy Demokratycznej do tego, żeby wykazywał więcej jaj w temacie Polski Ludowej: żeby był twardszy w obronie, zaczepniejszy w ataku, żeby mówił rzeczy, od których nie tylko kaczystom, ale także mainstreamowi włos jeży się na głowie.

Mój ulubiony przykład takiej wypowiedzi brzmi: Wojciech Jaruzelski był wielkim człowiekiem, najwybitniejszym polskim politykiem XX wieku. Pomijając już fakt, że jest to prawda — taka enuncjacja wprawi w furię wszystkich, po równo, antagonistów: i tych z pokolenia JP2, i tych którzy czczą Piłsudskiego, i tych, nielicznych, którzy w ramach walki z władzą resuscytowali kult Wałęsy („I wy, strażnicy jednej teczki, co zajmujecie się tym głównie, aby w zapale mołojeckim żywą legendę taplać w g…wnie" — jak śpiewa internetowy bard antypisizmu Ryszard Maczel).

Wszyscy, poza wyselekcjonowanym, najżelaźniejszym elektoratem Sojuszu Lewicy Demokratycznej, będzie oburzony tym zdaniem — i o to dokładnie chodzi. Lewica nie walczy dziś o samodzielną większość, tylko o przetrwanie (a w zasadzie wskrzeszenie) — i Polska Ludowa jest doskonałym wehikułem do tego celu.

Badania sprzed paru lat (ostatnio nikt ich nie przeprowadza, pewnie dlatego, że wyniki są niesatysfakcjonujące dla zamawiających) wskazują, że ludzi mających o Polsce Ludowej zdanie pozytywne jest niemal tyle samo, co krytyków — 44 do 46 procent. Aż 9 procent Polaków ocenia PRL „zdecydowanie pozytywnie". Co więcej, wśród tych, którzy rzeczywiście ją pamiętają, odsetek ocen pozytywnych zdecydowanie przeważa — 54 procent urodzonych przed 1975 rokiem myśli o Polsce Ludowej dobrze. Co trzeci Polak uważa, że jemu osobiście lepiej żyłoby się w PRL; a jeśli policzyć tylko tych, którzy wiedzą, o czym mówią, czyli rocznik 1975 i wcześniej — przekonanych o przewagach minionego ustroju jest aż 43 procent. 28 procent pytanych — i 37 procent urodzonych przed 1975 — w pytaniu otwartym o to, co im się kojarzy z PRL, wymieniło wyłącznie zjawiska pozytywne. Najpopularniejszą odpowiedzią było nie zniewolenie, nędza i beznadzieja, tylko brak bezrobocia, które wymieniło 19 procent ankietowanych.

Krótko mówiąc: PRL daje radę. Samotny sukces wyborczy Moniki Jaruzelskiej jest tylko kolejnym dowodem na potwierdzenie tej oczywistej tezy.

Autobus czerwony przez ulice mego miasta mknie. Albo chociaż postępuje ku przodowi. I to jest kierunek, który wszyscy powinniśmy wybrać.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *