Nigdy przedtem ani nigdy potem nie słuchaliśmy radia z taką uwagą. Odkurzony, stary lampowy Mazur miał tę zaletę, że posiadał cały dostępny zakres fal krótkich. A komuna ze względu na koszty nie blokowała tych najkrótszych.

Wtedy zrozumiałem, co we Wrześniu czuli moi dziadkowie, kiedy radio podawało, że Westerplatte broni się nadal. Trzy pierwsze dni stanu wojennego słuchając „Wolnej Europy” wierzyliśmy, że lada moment zaczną inni. Bo przecież „Solidarność” skupiła większość pracujących, i nie da się Narodu zapędzić na powrót do komunistycznego jarzma. KWK „Wujek” to iskra, która na nowo obudzi płomienie.

I nagle w środę wieczorem gruchnęła  wiadomość:

Ktoś mówi, że było tam wojsko.

Czołgi, SKOTY, helikoptery…

Już nawet nie pamiętam, kiedy poznaliśmy nazwiska zabitych przez komunistyczny reżim.

Byli to:  Jan Stawisiński, Joachim Gnida, Józef Czekalski, Krzysztof Giza, Ryszard Gzik, Bogusław Kopczak, Andrzej Pełka, Zbigniew Wilk, Zenon Zając.

.

Oto kalendarium wydarzeń grudniowych na KWK „Wujek” w Katowicach:

13 grudnia 1981 r.

Około 1 w nocy aresztowano Jana Ludwiczaka. Został on zaliczony do grona 648 „ekstremalnych przywódców i aktywistów” związku i innych „wrogich ustrojowi” organizacji z województwa katowickiego. Już o 3 w nocy do kopalni dotarła wiadomość o zatrzymaniu Ludwiczaka. Wywołało to napięcie wśród pracujących na nocnej zmianie górników. Około 6 nad ranem zostało wyemitowane przemówienie gen. Jaruzelskiego na temat wprowadzenia stanu wojennego. Po mszy odprawionej przez ks. Henryka Bolczyka postanowiono poczekać na zebranie całej załogi.

14 grudnia 1981 r.

 

Na porannej masówce zapadła decyzja, aby nie podejmować pracy, dopóki do kopalni nie przybędzie Jan Ludwiczak. Negocjacje dyrektora zakładu nic nie przyniosły. Na górnicze nastroje wpłynęła także decyzja o zmilitaryzowaniu kopalni. Na spotkanie z komisarzem wojskowym zostali wybrani Adam Skwira, Stanisław Płatek i Jerzy Wartak. Niestety delegacja nic nie wskórała u komisarza i postanowiono nie przerywać strajku. Została stworzona poszerzona lista żądań. Górnikom jedzenie i wszelkie potrzebne rzeczy przynosili mieszkańcy z pobliskiego osiedla. Dla zapewnienia bezpieczeństwa przez całą noc teren kopalni był patrolowany.

15 grudnia 1981 r.

Strajkujący górnicy dowiedzieli się o brutalnym pacyfikowaniu przez ZOMO protestujących w regionie zakładów pracy, ok. kopalń Staszic i Manifest Lipcowy. Od tej chwili niemal powszechne było przekonanie, że na Wujek ZOMO też przyjdzie. W nocy z wtorku na środę grupa około stu osób przygotowywała różnego rodzaju uzbrojenie.
Decyzja o pacyfikacji Wujka, jak i Andaluzji i Juliana, zapadła na naradzie Wojewódzkiego Komitetu Obrony, która odbyła się o godz. 19. w Urzędzie Wojewódzkim. Posiedzenie sztabu w sprawie pacyfikacji kopalń zwołał płk Jerzy Gruba ok. godz. 22. w Komendzie Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Katowicach.

Około godz. 9 na teren kopalni przybył dyrektor Maciej Zaremba, zastępca szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego płk Piotr Gębka z płk. Czesławem Piekarskim i wiceprezydentem Katowic, Jerzym Cyranem. Kiedy próbowali zabrać głos, górnicy zaczynali śpiewać hymn. O godz. 9.30 z dyrekcji przekazano górnikom polecenie, aby teren kopalni opuściły wszystkie kobiety. Pół godziny później siły pacyfikacyjne zaczęły zajmować wyznaczone pozycje. Odcięto kopalnię od miasta i o godz. 11 rozpoczęto akcję „oczyszczania przedpola”, czyli rozpędzenia tłumu zgromadzonego przed bramą.
Do głównego uderzenia przeznaczono: 5 kompanii ZOMO, 2 kompanie ORMO, 1 kompanię ROMO, 7 armatek wodnych, a ponadto 3 kompanie po 10 bojowych wozów piechoty i 1 kompanię czołgów. Dodatkowo do dyspozycji dowódcy zostawiono pluton specjalny ZOMO.
(wikipedia)
Godzinę rozpoczęcia operacji wyznaczono na 8.00, a do jej wykonania zaplanowano użycie sił milicyjnych w liczbie 1471 funkcjonariuszy oraz wojskowych w liczbie 760 żołnierzy:

.
– 678 funkcjonariuszy ZOMO
– 120 funkcjonariuszy KW MO
– 283 funkcjonariuszy ROMO
– 300 funkcjonariuszy ORMO
– 760 żołnierzy, czyli 6 kompanii piechoty i 6 plutonów czołgów, dysponujących 22 czołgami i 44 bojowymi wozami piechoty.

.
Zadania wojska – jak to określono w trakcie nocnej narady – polegać miały na demonstracji siły, dokonaniu wyłomów w murze ciężkim sprzętem, wykonaniu uderzenia pozornego w rejonie bramy głównej i wsparcie sił milicyjnych wewnątrz kopalni sprzętem ciężkim w celu wykonania wyłomu w barykadach. Ustalono, że żołnierze nie będą wchodzić na teren kopalni, a osłonę czołgów zapewnią oddziały milicyjne.

.
Relacja Leonarda Stankiewicza, oprac. Jarosław Neja (opublikowana: L. Stankiewicz,
„Wujek” – pamiętam, „Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej” 2004, nr 6 -7, s. 34-36)

.
Mieszkałem wówczas w okolicach KWK „Wujek”. 16 grudnia rano wziąłem aparat i poszedłem w kierunku kopalni. Od kilku dni sytuacja była napięta, zanosiło się na jakąś zadymę. W uliczkach osiedlowych wokół kopalni, jak i wzdłuż ogrodzenia zakładu pełno było Milicji, wojska i ZOMO. Kolumna autobusów i samochodów ciężarowych przystosowanych do przewozu ludzi ciągnęła się aż do okolic Ronda Mikołowskiego.

.
Musiałem więc przejść jakieś kilkaset metrów wzdłuż tych pojazdów. Wojskowi, milicjanci i zomowcy stali grupkami, konferowali, inni rozpraszali zbierających się przed kopalnią ludzi.

.
Szedłem do przodu nie zatrzymywany przez nikogo. W ten sposób dostałem się pod główną bramę kopalni. Było tam już sporo osób. Tymczasem Milicja i wojsko zaczęli porządkować swoje szyki i odganiać tych, którzy kręcili się blisko ich pojazdów. Ludzie zareagowali na to oburzeniem. Kobiety z tłumu krzyczały coś pod adresem wojskowych. Jeden z młodych żołnierzy psychicznie chyba nie wytrzymał. Odwrócił się w naszym kierunku i „wygarnął” serią z „kałasznikowa”. W pierwszej chwili ogarnęło mnie potworne przerażenie, jak wszystkich zresztą. Zdałem sobie sprawę, że to nie są żarty. Kilka przestraszonych osób odruchowo padło na ziemię. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że żołnierz strzelał „ślepymi” nabojami. Służyłem w wojsku, więc zorientowałem się, że na lufę jego broni założona jest nakładka, taką, jaką używa się do strzelania „ślepakami” Z każdą minutą reakcja Milicji i wojska była coraz bardziej zdecydowana. Próbowali rozproszyć grupy ludzi gromadzące się pod kopalnią, chyba chcieli mieć czyste przedpole. Aby nas przepędzić użyli granatów łzawiących. Ludzie zaczęli uciekać przed gryzącym dymem. Poddałem się zupełnie tłumowi. Uciekaliśmy przed gazem w kierunku najbliższych budynków mieszkalnych. Zostałem z kilkudziesięcioosobową grupą wtłoczony na klatkę schodową. Jeden z granatów łzawiących wpadł w otwarte drzwi wejściowe i tam wybuchł. Efekt był taki, że wszyscy w panice zaczęliśmy kierować się schodami w górę. Na pierwszym albo drugim piętrze ktoś zapukał do drzwi jednego z mieszkań. Właścicielka uchyliła je, a my wręcz wdarliśmy się do środka. Nawet gdybym nie chciał wejść do tego mieszkania, nie miałem na to wpływu. Osoby biegnące za mną po prostu mnie tam wepchnęły. To były ułamki sekund. Byliśmy wszyscy pogubieni w sytuacji. Nasza „gospodyni” też. W mieszkaniu oprócz niej i naszej „nieproszonej” ósemki znajdowała się jeszcze jedna osoba. Była to najprawdopodobniej córka właścicielki mieszkania, młoda kobieta. Z rozmów wywnioskowałem, że jest pielęgniarką. Mówiła, że coś się musi dzisiaj zdarzyć, bo szpitale zostały odpowiednio przygotowane, nakazano ich personelowi opróżnić oddziały i być gotowym na przyjęcie większej liczby osób. Nie wiem czy miała na myśli szpital w Ochojcu czy na Ligocie? Wtedy nie zastanawiałem się nad sensem zasłyszanych wiadomości. Przypomniałem sobie o nich dopiero kilka dni po tragedii i skojarzyłem je z tym co się wydarzyło. Ponieważ miałem przy sobie aparat, postanowiłem zrobić trochę zdjęć z okna „gościnnego” mieszkania. Było to o tyle kuszące, że okno wychodziło dokładnie na kopalnię. Początkowo fotografowałem przez firankę, ponieważ gospodynie były przerażone i prosiły abym jej nie odsłaniał. O ile dobrze pamiętam mąż którejś z nich znajdował się na terenie „Wujka” i uczestniczył w strajku. Zacząłem fotografować. Początkowo faktycznie nie odsłaniałem firanki, jednak z czasem zacząłem fotografować przez samą szybę. W pewnej chwili naprzeciwko naszego domu podjechał czołg. Wymanewrował przodem do muru kopalni, obracając jednocześnie wieżą w ten sposób, że jego lufa celowała dokładnie w dom, w którym przebywaliśmy.

.
Przygotowywał się do taranowania muru. Jego działania mieli zabezpieczać żołnierze. Czołg ruszył. Widziałem, jak rozwala mur i dewastuje przyklejony do niego barak. Wjechał do środka budynku wzniecając tumany kurzu. Konstrukcja zawaliła się, a na wieżę pojazdu opadł jej dach. Czołg cofnął się unosząc go ze sobą, a potem kilkakrotnie wjeżdżał w ruiny baraku i wycofywał się. Po którymś razie czołgistom udało się zrzucić z pojazdu krępujący go balast. W ten sposób wykonany został wyłom w murze, przez który na teren kopalni zaczęli wchodzić zomowcy. Długie pałki, wielkie tarcze, wszystko w milicyjnym kolorze, kaski z osłonami. Byli dobrze wyekwipowani w bojowy rynsztunek. Widać było, że idą „na ostro”.

.
Dochodziły do nas krzyki i odgłosy strzałów. Po pewnym czasie zomowcy zaczęli powracać przez wyłom na zewnątrz kopalni. Najpierw pojawili się najbardziej pokiereszowani, bez kasków, pał i tarcz. Pogubili cały ekwipunek. Widać było, że mocno musieli oberwać, że górnicy się bronili. Musieli być wściekli. Ewidentnie uciekali. To nawet śmiesznie wyglądało i nam, tam w mieszkaniu pokrzepiło serca. Niestety dopiero potem zdałem sobie sprawę z tego, że kiedy my cieszyliśmy się widokiem zza okna, górnicy już nie żyli, a inni byli ranni.

.

Hałas i widok pojazdów pancernych musiał paraliżować: Gdy zaczęły pojawiać się pierwsze czołgi, ludzie autentycznie się bali, ten przerażający warkot silników budził najgorsze wyobrażenia. Dzieci płakały, nie mieściło nam się w głowie, że taka ilość sprzętu, w takich małych uliczkach – wyglądało to naprawdę przerażająco. Gdy czołgi jechały, to ludzie w nie ciskali czymkolwiek, czym się tylko dało.

.
Do godziny 11.00 całość przewidzianych sił pacyfikacyjnych zajęła swoje pozycje pod kopalnią; cały zakład został opasany pierścieniem sił milicyjno-wojskowych.
Milicja i ZOMO po rozpędzeniu tłumu przystąpiły do pierwszej fazy akcji pacyfikacji: w kierunku kopalni wstrzeliwano gazy łzawiące i świece dymne, a strajkujących polewano wodą z hydronetek.

.

z598701Q,16-12-1981--Katowice--Stan-wojenny---pacyfikacja-strajku

.
Następnie atak na strajkujących rozpoczął się jednocześnie z dwóch stron: od strony bramy kolejowej i od strony bramy głównej (równolegle trwały „walki” ZOMO z cywilami na wysokości ulic Wincentego Pola i Gallusa oraz na tyłach kopalnianego parku).
Kolejowy wjazd na kopalnię był zastawiony przez wykolejone pod kładką wagony typu WWY i oddziały ZOMO musiały sforsować ceglany mur by dostać się na teren kopalni.
Na tym odcinku górnicy przechwycili trzech funkcjonariuszy MO, unieruchomili także jeden z pojazdów pancernych – siły pacyfikujące zaprzestały działań na tym odcinku.
Przy bramie głównej kilkakrotnie oddziały pacyfikujące próbowały zdobyć kopalnię – bezskutecznie.

.
Widziałem wówczas jak górnik, który stał obok mnie […] gdzieś ok. 3m nagle przewrócił się i upadł na ziemię. Widziałem na jego ciele ślady krwi […] w momencie kiedy przewracał się ten górnik […] słyszałem strzały i jego głos, trzymając się za klatkę piersiową krzyknął: Jezu dostałem!
Zabitych i rannych koledzy znosili do Stacji Ratownictwa Górniczego. Nie mieściło się w głowach, że to się dzieje naprawdę, że strzelają ostrą amunicją!

.
Wówczas działania obu stron zostały przerwane, a po pertraktacjach z władzami w budynku dyrekcji kopalni i wreszcie decyzji samych górników podczas głosowania podjęto decyzję o zakończeniu protestu.

.
Funkcjonariusze komunistycznego reżimu zabili 6 górników, 3 kolejnych zmarło w wyniku odniesionych ran, kilkudziesięciu innych zostało rannych. Ale i tego jakby było mało – podczas jak i po pacyfikacji zatrzymywane były karetki pogotowia; „pałowano” i personel medyczny i rannych górników.

.

Prawomocny wyrok, skazujący byłych milicjantów za strzelanie do górników na karę od 3,5 do 6 lat więzienia, zapadł dopiero po blisko 15 latach rozpatrywania tej sprawy, w czerwcu 2008 roku. Dwa poprzednie wyroki katowickiego sądu okręgowego uchylał sąd apelacyjny.
Skazanych zostało 14 byłych zomowców z plutonu specjalnego, którzy brali udział w pacyfikacji kopalń Wujek i Manifest Lipcowy. Sprawa jednego oskarżonego została umorzona, kolejny – były wiceszef Komendy Wojewódzkiej MO w Katowicach – został uniewinniony, a w sprawie innego oskarżonego sąd nakazał przeprowadzenie nowego procesu.

.
Były dowódca plutonu specjalnego ZOMO Romuald Cieślak został skazany na 6 lat więzienia, dwaj jego podwładni na 4 lata, a 11 innych – na 3,5 roku więzienia. Część z nich chciała odroczenia wykonania kary. Sąd się na to nie zgodził. Cieślak został aresztowany już po skazującym wyroku sądu okręgowego – w maju 2007 roku. Na poczet kary sąd apelacyjny zaliczył mu także okres wcześniejszego aresztowania – od kwietnia 1992 do sierpnia 1993 r.

.

jaruzelski_stan_wojenny_tvJaruzelski, szef komunistycznej jaczejki, odpowiedzialnej za katowicką masakrę, nigdy nie został osądzony. Zmarłemu państwo rządzone przez PO/PSL oddało honory należne byłej głowie państwa. Wszak był pierwszym prezydentem III RP!

To o nim niejaki Tomasz Lis odważył się napisać na twitterze, że „prawa nigdy nie złamał”.

.

Kiszczak, o którym coraz głośniej, że w istocie był to sowiecki nielegał, został skazany na jakąś symboliczną karę w zawieszeniu. I to dopiero po proteście tortowym Zygmunta Miernika.

.

Gruba spokojnie odszedł z tego świata w 1991 roku. Niespełna rok po katowickiej masakrze awansował do stopnia generała brygady Milicji Obywatelskiej. W latach 1983-1985 był zastępcą komendanta głównego Milicji Obywatelskiej. Stał na czele zespołu, który tuszował dowody w sprawie zabójstwa Grzegorza Przemyka. W latach 1985-1990 pełnił funkcję szefa Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Krakowie. W styczniu 1990 roku przeszedł w stan spoczynku.

.

Jego również nikt nawet nie próbował zapytać o udział w komunistycznej zbrodni.

.

Cóż jednak wymagać, skoro bliski krewny szefa katowickiego ZOMO Kazimierza Wilczyńskiego jest czynnym prokuratorem.

Wilczyński wsławił się tym, że usiłował spałować rannego Stanisława Płatka, przed czym zasłonił leżącego na noszach nieznany niestety z nazwiska żołnierz.

Potem, w III RP, nawet przesiedział w areszcie 5 miesięcy, ale ze względu na stan zdrowia został wypuszczony.

.

Brak informacji, by kiedykolwiek został skazany.

.

Choćby tylko symbolicznie.

Jak Kiszczak.

16.12 2017

Humpty Dumpty

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.