Jeśli budżet zostanie przyjęty, to „bogate kraje będą jeszcze bogatsze, a biedne – biedniejsze” – podkreślił na spotkaniu 16 państw unijnych w Pradze premier Czech Andrej Babisz. Z dokumentu wynika, że dotacje na wsparcie słabych gospodarczo państw UE mają zostać zmniejszone o 10% w nadchodzących latach. Ponadto o 15% zostanie obniżone finansowanie rolnictwa. Dotacje trafią przede wszystkim do beneficjentów w Europie Wschodniej.

Pomiędzy starymi a nowymi członkami UE istnieje duża przepaść gospodarcza. Należy kontynuować politykę wsparcia finansowania słabych krajów – powiedział premier Słowacji Peter Pellegrini.

Czym się kieruje Bruksela tnąc subsydia dla wschodnioeuropejskich krajów unijnych? Na to pytanie odpowiedział Sputnikowi profesor Marian Noga z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

W opinii profesora Nogi, jeżeli chodzi o projekt budżetu unijnego, to trudno mówić, czy jest on sprawiedliwy czy niesprawiedliwy.

Trudno tu mówić w ogóle o bezwzględnej sprawiedliwości. Są kraje takie jak Polska, która więcej otrzymuje niż wpłaca – twierdzi prof. Noga. Podaje też przykład Wielkiej Brytanii, która była płatnikiem netto, co w sumie było niekorzystne dla społeczeństwa Wielkiej Brytanii, i doszło do Brexitu.

Według rozmówcy Sputnika budżet unijny ma pewne obciążenie historyczne i sięga do założenia w 1957 roku EWG (Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej). Przypomina, że faktycznie to była Unia celna: założyciele umówili się wtedy, że w wymianie towarów przemysłowych będzie stosowane zerowe cło, natomiast odnośnie płodów rolnych już wtedy kraje-członkowskie nie mogli się dogadać.

„Cło nie zostało zniesione, tylko zmniejszone o 50 proc. „Zielony rynek” wtedy nie był uregulowany. Potem EWG się rozszerzało, podpisywano traktaty przekształceniowe. Dopiero później zwolniono cła na rolnictwo. Pierwsze budżety UE w obecnym kształcie przewidywały finansowe wsparcie przede wszystkim rolnictwa. 70 proc. środków szło na rolnictwo” – stwierdził Marian Noga.

Prof. Noga jest zdania, że jednak rolnictwem się świata nie zawojuje, bo przyszłość świata to innowacje, usługi, komputeryzacja, digitalizacja. Więc z czasem trzeba było te wydatki budżetowe powoli przesuwać w stronę innowacyjnej, kreatywnej gospodarki.

„Wiadomo, że francuski, niemiecki czy włoski rolnik dostaje większe dotację niż rolnik polski, czeski czy słowacki… I ten ostatni ma prawo protestować, bo jest takim samym członkiem Unii jak reszta krajów unijnych. Ale jest to taka zaszłość historyczna. I kiedy następuje odejście od priorytetu rolnictwa w budżecie unijnym, powstają trudności z przeliczeniem dopłat od hektara, czy kwot połowowych, mlecznych i innych. Jest jeszcze cała masa innych wskaźników rolnych, które można regulować” – wyjaśnia.

Niepisane unijne reguły

Prof. Noga zwraca uwagę na to, że Polska nie należy do strefy euro.

„W związku z tym jest coś takiego w Unii niepisanego, mianowicie, że jest wyznaczony budżet unijny państw będących w strefie euro i budżet tych spoza strefy euro. Zdarza się często, że po spotkaniu przywódców w pewnym momencie liderzy Polski, Węgier, Czech i innych krajów, niebędących w strefie euro, jadą do domu, a należące do strefy euro pozostają przy stole rokowań i ustalają priorytety dla swoich państw” – mówi profesor Noga.

Dodaje, że w ekonomii to się nazywa polaryzacja, czyli bogaty staje się bogatszy, a biedny staje się biedniejszy. W tym przypadku jest to polaryzacja rozwoju, wydatków budżetowych czy w ogóle dzielenia budżetu.

„Bycie w strefie euro lub poza nią ma ważne znaczenie, bo przecież, jeżeli Pan ma przyjęcie w domu i nagle pewnych gości Pan wyprasza, to ci, co zostali, coś tam ustalają. Są bardziej uprzywilejowani z samego tylko powodu, że oni zostali przy stole” – tak to ujmuje sprawę rozmówca Sputnika.
Rozdwojenie jaźni

Według prof. Nogi to jest problem wybitnie ekonomiczny.

„Unia Europejska jest, jak to ciągle mówią w Brukseli, jest unią gospodarczą i walutową. Tymczasem my jesteśmy tylko unią gospodarczą. Obecnie rządzący, jak jest mowa o wejściu Polski do strefy euro, to twierdzą, że nigdy w życiu nie wejdziemy, bo przecież jesteśmy biedni. Natomiast do strefy euro wejdziemy, kiedy osiągniemy poziom życia Niemiec, albo zbliżony do Niemiec. Z innej strony, jak omawiamy wszystkie inne wskaźniki, takie jak PKB, bezrobocie, to jesteśmy gigantem. Czyli raz jesteśmy biednym krajem, a raz jesteśmy krajem super gigantem. To rozdwojenie jaźni» – mówi prof. Noga.

W jego opinii Polska obecnie bardzo dobrze się rozwija, jest „katching up” krajem, czyli doganiającym inne kraje. Zawsze będzie miała szybszy wzrost PKB, bo jak nie będzie mieć szybszego od Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Francji, to nigdy je nie dogoni.

Trzeba się chwalić, że mamy dobry wzrost gospodarczy, ale nie można z tego robić religii. To jest normalne zjawisko kraju doganiającego – twierdzi.

Na pytanie Sputnika, czy ta deklaracja czwórki Wyszehradzkiej będzie miała wpływ na ostateczną decyzję UE, profesor Noga odpowiedział, że nie widzi nawet możliwości, żeby stanowisko V4 wywarło jakikolwiek wpływ tak w sprawie budżetu, jak i podziału budżetu unijnego.

Kolejne negocjacje w sprawie odbędą się najpewniej na ostatnim w tym roku szczycie Rady Europejskiej (w grudniu).

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.