Proces repatriacji emigrantów i ich potomków stał się częścią programów narodowych wielu dużych krajów. Te nie tylko wydają ludziom tej samej narodowości zezwolenie na osiedlenie się tam, skąd pochodzili ich przodkowie, ale też na wszelkie sposoby pomagają im stanąć na nogi w nowym kraju.

W wywiadzie dla Sputnika repatrianci z czterech krajów, które aktualnie realizują państwowe programy repatriacji, opowiedzieli swoje historie przeprowadzki do historycznej ojczyzny.

„Ustawa o powrocie” na Ziemię Obiecaną

Najbardziej znany dziś na świecie program repatriacji realizuje Izrael. Repatriacja etnicznych Żydów i ich potomków została zatwierdzona w izraelskiej „Ustawie o powrocie”. Przytłaczająca większość izraelskich Żydów to albo nowi przesiedleńcy, albo potomkowie osób, które dokonały repatriacji.

„W celu przeprowadzki najważniejsza rzecz to udowodnić, że jesteś Żydem” – opowiedział Sputnikowi Siergiej, który przeprowadził się z Rosji do Izraela w 2018 roku. Teraz Sergiej mieszka w Tel Awiwie.

Od pierwszych dni pobytu w kraju państwo udziela repatriantom wszelkiego wsparcia. Po przyjeździe do kraju, już na lotnisku, wydawany jest dowód tożsamości. Paszport można uzyskać już po upływie trzech miesięcy od przybycia.

Sam fakt, że nie trzeba żyć jakiś czas bez dokumentu, bez podstaw prawnych, bardzo cieszy. Od razu stajesz się pełnowartościowym obywatelem Izraela z kompletem praw i obowiązków – podzielił się wrażeniami rozmówca Sputnika.

Każdy w czasie repatriacji zyskuje osobistego doradcę z Ministerstwa Aliji i Integracji. Po przyjeździe do Izraela musi wyznaczyć spotkanie ze swoim osobistym doradcą: ten przekazuje mu dodatkowy pakiet dokumentów. I potem w ciągu 10 lat można wyznaczyć mu spotkanie lub uzyskać konsultację zdalnie.

© Sputnik . Vitaliy Belousov
Ściana Płaczu na Starym Mieście w Jerozolimie

Repatrianci uzyskują bardzo mało przywilejów i ulg. Przez pierwsze pół roku nie muszą płacić podatku zdrowotnego. Przez kilka lat nie płaci się też podatku dochodowego, a ten jest bardzo wysoki. Przyznawane są też przywileje tym, którzy otwierają mały i średni biznes albo kupują samochód czy mieszkanie.

Pracy szukałem sam, przez Facebooka, ale w Izraelu są organizacje, które pomagają w szukaniu zatrudnienia. Gdzieś szukają ci pracy, gdzie indziej za nieduże pieniądze możesz odbyć kurs podwyższający kwalifikacje. Wydaje mi się, że tutaj z łatwością można się realizować, jeśli przed przyjazdem zdobyłeś dobre wykształcenie, znasz angielski i znasz choćby podstawy hebrajskiego – powiedział Siergiej.

„Wielu Niemców myśli, że po prostu nie chce ci się pracować”

Dmitrij przeprowadził się wraz z rodzicami z Ukrainy do Niemiec w 2004 roku. Teraz mieszka w Schneeberg w Saksonii.

„Mój ojciec jest etnicznym Niemcem. Ojciec dawno chciał przeprowadzić się do Niemiec: mieliśmy niemieckie korzenie, wszyscy o tym doskonale wiedzieli. Rodzice razem z naszą prababcią Niemką złożyli wszystkie konieczne dokumenty. Po jakichś pięciu latach w końcu je rozpatrzyli, przyszło do nas zaproszenie na powrót do Niemiec” – opowiada Sputnikowi Dmitrij.

Zgodnie z niemieckim ustawodawstwem za Niemców uważani są nie tylko obywatele RFN, ale też ci, którzy mają niemieckie korzenie. Tym drugim niemieckie władze nadały status późnych przesiedleńców. Zgodnie z ustawą „O uchodźcach i wygnańcach” niemieccy przesiedleńcy mogą powrócić do swojej historycznej ojczyzny w trybie uproszczonym. Przez lata obowiązywania programu repatriacji do Niemiec powróciło ponad dwa miliony etnicznych Niemców i ich potomków.

W obozie dla repatriantów mieszkaliśmy około tygodnia. Pamiętam, że tata chciał pojechać dalej do Bawarii, ale nas wysłano do Saksonii i życzeń nie brali pod uwagę. Udostępnili nam akademik, bardzo prosty, ze wspólną toaletą i prysznicem. Żyliśmy w nim około pół roku, podczas gdy państwo dopełniało formalności w celu wydania nam obywatelstwa. Byli też tacy, którzy żyli tam dużo dłużej. W tym okresie repatrianci nie mają prawa pracować: są na pełnym utrzymaniu państwa – mówi Dmitrij.

Jak powiedział, pomoc finansowa była szczególnie odczuwalna, gdy uczył się w szkole. Ze środków państwowych pokrywana była część pieniędzy na potrzeby szkolne, a nawet na wycieczki klasowe, jeśli rodzice uczniów nie mieli możliwości pokrycia kosztów samodzielnie.

© Sputnik . Alexey Vitvitsky
Inauguracja tradycyjnego festiwalu piwa „Oktoberfest” w Niemczech

„Przez pierwszy okres, kiedy nie ma stabilnej pracy, państwo wypłaca także zasiłek rodzinny. Wychodzi niezbyt wysoka kwota, ale na życie starcza. Ale zależność od państwa nie zawsze jest dobra i przyjemna: wielu Niemców uważa, że po prostu nie chce ci się pracować” – opowiada Dmitrij.

Zdaniem niemieckiego repatrianta z Ukrainy adaptacja nie należy do najprostszych rzeczy.

Repatriantom z niemieckim nazwiskiem znacznie łatwiej się adaptować niż tym, którzy mają rosyjskie nazwisko. I to moja rodzina wyraźnie na sobie odczuła. Z tym w danej sytuacji trzeba się tylko pogodzić. W szkole w ogóle się nie przejmowałem, gdy ktoś nazywał mnie „rusek”. Wiem, że wiele dzieci z rodzin repatrianckich miewało w szkole ciągłe utarczki z Niemcami. Ja praktycznie tego nie doświadczyłem – opowiedział Dmitrij.

Dmitrij jest pewien, że aby zintegrować się z niemieckim społeczeństwem, trzeba być po prostu normalnym człowiekiem, otwartym na niemiecką kulturę i mentalność. „Nie mniej ważne jest znalezienie równowagi między niemiecką kulturą a tradycją, w której się urodziłeś i wychowałeś: wówczas w każdym wypadku pozostaniesz sobą”.

„Jesteśmy mimo wszystko Polakami, choć pochodzimy z Rosji”

W Polsce ustawa o repatriacji została przyjęta w styczniu 2000 roku. Dopiero po 17 latach wniesiono do niej obszerne poprawki, dzięki którym repatriantom udzielana jest dodatkowa pomoc, ich prawa nabrały znaczenia. I z każdym rokiem coraz bardziej przypominają izraelski scenariusz przesiedlenia.

Dmitrij z rodziną w 2019 roku przeprowadził się z Uzbekistanu do Poznania. Przed repatriacją w Polsce nie byli ani razu.

„W naszej rodzinie polskie korzenie dotyczą linii męskiej. Przodkowie ojca byli represjonowani w 1937 roku i zesłani do Kazachstanu. Decyzja o przeprowadzce wypłynęła jakoś sama z siebie: złożyliśmy dokumenty w ambasadzie i po roku otrzymaliśmy wezwanie” – opowiada Dmitrij.

Obecnie istnieje kilka wariantów programów repatriacji. Pierwszy to przeprowadzka do centrum adaptacyjnego na pół roku z wypłatą zasiłków na zakup mieszkania w wysokości 25 000 złotych na osobę. Wychodzi na to, że rodzina składająca się z dwóch osób otrzymuje 75000 na zakup mieszkania. Drugi wariant to zaproszenie od określonej gminy. Wówczas repatrianci otrzymują mieszkanie na czas nieokreślony, ale jego właścicielem jest państwo. W tym wariancie nie zwraca się kosztów przeniesienia.

Jak mówi Dmitrij, w okresie pobytu w ośrodku adaptacyjnym repatrianci uczą się języka na minimalnym poziomie (A2), poznają historię i tradycje Polski.

© Zdjęcie : Helena Brodowska
Rosja. Polonia. Piatigorsk

„Ośrodek pomaga nawet w znalezieniu dzieciom miejsca w przedszkolu czy szkole. Generalnie pomoc była znacząca. Teraz kończymy już remont we własnym mieszkaniu w Poznaniu. Wszystkim repatriantom, których znam, program przesiedlenia pozwolił stanąć na nogi, niezadowolonych póki co nie spotkałem” – powiedział w rozmowie ze Sputnikiem Dmitrij.

„Ogółem stosunek do repatriantów jest bardzo dobry – oni wiedzą, że naszych przodków – Polaków deportowano kiedyś z rodzimych miejsc.

Czasem mimo to można odczuć wynikającą z historii wrogość do Rosjan, kiedy Polacy słyszą język rosyjski: nie będę przecież rozmawiać z żoną po polsku, nawet w miejscach publicznych. Ale to już nie kwestia stosunku do repatriantów. Jeśli włączyć telewizor, to w wiadomościach mówi się głównie o stanie dróg, pogodzie, gospodarce. Nie ma żadnych negatywów i rusofobii. I w polskim społeczeństwie łatwo się zaaklimatyzować: ostatecznie my też jesteśmy Polakami.

A więc częścią tego kraju i jego historii” – uważa Dmitrij.

Z Donbasu do Krasnojarska

Repatriacja do Rosji to powrót do ojczyzny tych, którzy poprzez swoich przodków związani są z Rosją, rosyjską kulturą i językiem. Program repatriacji „Powrót rodaków” obowiązuje od 2006 roku i jest adresowany w pierwszej kolejności do osób, które po rozpadzie ZSRR znaleźli się za granicami Rosji.

Skorzystała z niego Maria, która po rozpoczęciu działań zbrojnych w Donbasie przeprowadziła się z Ukrainy do Krasnojarska.

„Jak tylko przeprowadziliśmy się do Rosji uzyskaliśmy azyl tymczasowy: jechaliśmy z obozu dla uchodźców z Donbasu. I już stamtąd skierowaliśmy się do Krasnojarska, gdzie zostaliśmy przydzieleni zgodnie z programem. Po przyjeździe wydano nam z początku zezwolenie na pobyt tymczasowy, na podstawie którego dostaliśmy zatrudnienie. Już po roku nasza rodzina złożyła dokumenty wraz z wnioskiem o nadanie obywatelstwa rosyjskiego. Bardzo wygodne jest to, że procedurę można było zacząć kilka miesięcy po przyjeździe, z pominięciem procedury uzyskania karty pobytu.

Mając na uwadze to, że język rosyjski jest dla całej naszej rodziny językiem ojczystym i to, że mieszkaliśmy przy granicy z Rosją, problemów z adaptacją w ogóle nie mieliśmy. Przyjęto nas także wspaniale. Sąsiadów mamy bardzo dobrych, zawsze skorych do pomocy.

Także bardzo nam dobrze” – powiedziała Sputnikowi Maria.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.