Po podpisaniu memorandum budapeszteńskiego Ukraina straciła nie tylko broń jadrową, ale także rakietową – ubolewa Romanienko. „Została nam tylko stara Toczka-U o zasięgu 120 km. A teraz zbieramy plony takiego podejścia” – podkreślił.

Obecnie testy podobnej broni „z powodzeniem posuwają się naprzód”, jednak wobec Kijowa do tej pory obowiązują ograniczenia, związane z zasięgiem działania rakiet – powiedział generał.

Ukraina potrzebuje pocisków, które osiągałyby przynajmniej Ural i pokrywały całe terytorium Federacji Rosyjskiej. Takie rakiety można by rozpatrywać jako broń powstrzymywania – podsumował Romanienko.

To nie pierwsza tego typu wypowiedź, która pada z ust ukraińskich wojskowych i polityków. Wcześniej ekspert wojskowy Walentin Badrak powiedział, że Ukraina może stworzyć rakietę o zasięgu 1,5 tys. km, która „dosięgnie Moskwy”.

Wicedyrektor Centrum Badań nad Armią, Konwersją i Rozbrojeniem Mychajło Samuś mówił z kolei, że z powodu niesprzyjającej dla Kijowa sytuacji w basenie Morza Azowskiego i Czarnego kraj powinien pracować nad bronią, zdolną „uderzyć w głąb Rosji”.

Jak powiedział w ubiegłym tygodniu prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, Kijów posiada pociski manewrujące o zasięgu rażenia ponad 1 tys. km. Zdaniem eksperta ds. wojskowości Aleksieja Podbieriozkina, „nowe” rakiety zagrażają bardziej samej Ukrainie, niż komuś innemu.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.