9 maja na moskiewskim pochodzie padł rekord: ulicami stolicy Rosji przeszedł ponad milion ludzi, pragnących uczcić pamięć o walczących z niemieckim okupantem. „Nieśmiertelny Pułk”, który po raz pierwszy przeszedł ulicami Tomska jako spontaniczna parada — rozprzestrzenił się na Rosję i świat (dziś akcja odbywa się w 50 krajach).

Dziś szłam w pochodzie, aby uczcić pamięć mojego dziadka — plutonowego Bronisława Książka, który najpierw doszedł do Berlina razem z 11 Samodzielnym Batalionem Mostowym. Dosłownie zbudował drogę wyzwalającym stolicę Niemiec. Później, po 1945 roku, walczył dalej — z Ukraińską Powstańczą Armią. Umacniał władzę ludową. Docenili go zarówno generał Świerczewski, jak i Jaruzelski, którzy nagrodzili go medalami. Nie mieściły się dziadkowi na piersi.

Niemniej ciekawą historią rodzinną mogła pochwalić się maszerująca koło mnie redaktor Małgorzata Kulbaczewska-Figat. Brat jej dziadka był Polakiem, ale zgłosił się, jako prawosławny, na ochotnika do Armii Czerwonej. Wyzwalał Słowację. Ostatni znak życia jego krewni dostali w 1945 z Ostrawy, później po Wasylu Stolicy słuch zaginął.

© Zdjęcie : Weronika Książek
Moskwa. Nieśmiertelny Pułk

Podczas pochodu rozmawiałam z polskimi weteranami, których delegacja również zjawiła się w Moskwie na zaproszenie rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Wśród nich był Tadeusz Otulak, sekretarz generalny Związku Weteranów i Rezerwistów Wojska Polskiego. W żartach mówił o sobie, że „nie jest prawdziwym weteranem”, bo to jego ojciec walczył w Powstaniu Warszawskim. Ale Tadeusz Otulak ma swoje zasługi dla wojskowości. Związek Weteranów i Rezerwistów powstał bowiem na znak protestu byłych żołnierzy Wojska Ludowego przeciwko szkalowaniu ze strony środowisk prawicowych dobrego imienia, czci i honoru żołnierzy, którzy w nim służyli zawodowo, odbywali służbę ochotniczo lub z poboru. Mój rozmówca jest za to prawdziwym weteranem wizyt w Moskwie. Miasto zna jak własną kieszeń. Wiele razy wykładał na Uniwersytecie Łomonosowa. Uczestniczył już także w procesji „Nieśmiertelnego Pułku„, ale przyznał, że w tym roku atmosfera była szczególna:

— Jeszcze nigdy nie widziałem na tym pochodzie aż takich tłumów. Jest pięknie, wzruszająco, nawet dzieci niosą czerwone flagi i wojskowe czapki, śpiewają piosenki. Dziś Rosjanie pokazali, że autentycznie kochają swój kraj i że poparcie dla prezydenta Putina nie jest dmuchane — powiedział weteran. — To piękne, że na ten pochód przyszły całe rodziny. Szkoda, że w Polsce nie ma już pochodów pierwszomajowych, takich jak kiedyś. Ludzie szli na nie chętnie, wbrew temu, co teraz nam się mówi.

Kiedy wspomniałam, że w Telewizji Polskiej obchody 9 maja w Moskwie nazwano „politycznym teatrem cynicznego dyktatora”, mój rozmówca roześmiał się i wskazał ręką ludzi dookoła: — Widzi tu pani teatr? Ja widzę autentyczną radość.

Zapytałam go też o bolesny temat rusofobii w Polsce. Kiedy się zaczęła? Po Smoleńsku? Weteran twierdzi, że znacznie wcześniej — i że wynika z ignorancji: — Ludzie nie znają historii, nie doceniają więc siłą rzeczy zasług Armii Czerwonej i wymiaru tego pięknego zwycięstwa. Jeśli policzyć wszystkie ofiary nazistów — to wychodziło na to, że naziści każdego dnia mordowali ponad 3 tysiące ludzi. To Armia Radziecka położyła temu kres.

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *