Firma budowlana „Sekoi” wygrała przetarg na remont przedwojennego budynku szkoły podstawowej przy ulicy Różanej w Warszawie. Obecnie to szkoła dla dzieci niepełnosprawnych. Od dwóch lat zamknięta ze względu na stan techniczny budynku, w którym dosłownie wszystko zaczęło się sypać. Uczniowie szkoły od kilku lat rozrzuceni po różnych innych szkołach czekają na powrót do swojej macierzystej.

Wydawało się, że firma złapała dobry kontrakt, bo państwo czy miasto to przecież pewny zleceniodawca. Tak się wydawało na początku. Do czasu, gdy miasto przestało płacić.

Prace posuwały się w szybkim tempie. Początkowa wycena musiała ulegać zmianie, ponieważ w trakcie prac natrafiano na problemy, których początkowa wycena nie zawierała. Do umowy zawarto więc dziewięć aneksów. W grudniu 2018 r. uzgodniono zakres kolejnych dodatkowych prac i ich wycenę. Zlecono np. skucie wszystkich tynków. Okazało się, że miasto nie ma na to pieniędzy. Zlecono więc skucie 50% tynków, a resztę formalnie miano „dozlecić” jak przyjdą pieniądze. Firma skuła wszystkie tynki, tak jak zlecono, ale aneksu już nie podpisano.

Co ważne, rada miasta zaakceptowała w uchwale dodatkowe prace i koszty. Brakowało na aneksie tylko podpisu dyrektora, który w tej sytuacji wydawał się formalnością. Firma w dobrej wierze wszystkie te prace wykonywała. Teraz nowi urzędnicy, których przyprowadził ze sobą z Krakowa Rafał Trzaskowski, nie chcą tych aneksów podpisać.

Jako, że firma „Sekoi”, nie mogąc się doprosić od miasta pieniędzy za wykonane prace, umowę wypowiedziała, miasto zrobiło inwentaryzację, ale nie ujęło w niej tych prac dodatkowych. Jakby zrobiły je krasnoludki? Argumentowano, że nie mogą ująć w inwentaryzacji prac, na które nie została podpisana umowa.

Miasto rozpisało nowy przetarg na remont szkoły. Najniższa oferta, jaka została zgłoszona, opiewa na 14 mln złotych. Miasto przeznacza na remont jedynie 12 mln. Co bardzo interesujące i jest zapewne przykładem niegospodarności miasta, to fakt, że gdyby remont szkoły ukończyła firma „Sekoi”, koszt tych prac wyniósłby jeszcze 7,5 miliona. Ale, że miasto zaoszczędziło na firmie „Sekoi”, nie wypłacając jej 4,5 miliona, to nowej, być może krakowskiej firmie, może teraz zapłacić 12 mln. Sprawą takiej niegospodarności powinna się więc zająć Najwyższa Izba Kontroli.

Firma, która dokończy pracę, jak to często bywa, zgarnie kasę także za nieopłaconą pracę, którą już wykonała firma „Sekoi”.

W Warszawie kwitnie nepotyzm. Wiele różnych prac wykonują firmy zaprzyjaźnione ze sprowadzonymi przez Trzaskowskiego urzędnikami z Krakowa.

O stosunku do Warszawy nowej ekipy rządzącej miastem może świadczyć pewna historia, jaka wydarzyła się na tej budowie.

Podczas skuwania tynków robotnicy natrafili pod nim na przedwojenną płaskorzeźbę warszawskiej syrenki. Zawiadomili o tym miasto. Szkoła przeszła po wojnie remont. Była poważnie uszkodzona na skutek Powstania Warszawskiego. Wówczas, podczas remontu syrenki przynajmniej nie zniszczono, ale przykryto ją tynkiem. Obecnie, urzędnicy nie mieli już żadnych skrupułów ani sentymentów i kazali syrenkę brutalnie skuć ze ściany. Na szczęście kierownik budowy zawiadomił o tym konserwatora zabytków. Ten uratował syrenkę przed zniszczeniem i kazał wstrzymać prace.

40 pracowników firmy „Sekoi” nie otrzymało wynagrodzeń za pracę od grudnia 2018 do maja 2019. W zasadzie pieniądze jest im winna firma „Sekoi”, w której pracują. Oni jednak twardo stają za swoim pracodawcą, bo ten na rynku budowlanym jest szczególny. Choć w budownictwie króluje śmieciowe zatrudnienie, ta zatrudnia ludzi na umowach o pracę i choć w innych miejscach jest wielka rotacja pracowników, większość z nich pracuje w „Sekoi” od 20 czy 30 lat.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.