Zwłaszcza psychiczną. Jednak występująca czasem konotacja z czynem karalnym każe głęboko zastanowić się nad jej faktyczną przyczyną.

Dawno temu, jeszcze za rządów SLD, sąd rejonowy w Gliwicach opuścił sędzia Wojciech Praszkiewicz. Na Śląsku znany był z kontrowersyjnej postawy podczas rozpraw. Tak samo, jak uzasadnień, w których to, bywało, skutek poprzedzał przyczynę, i to nieraz o kilkanaście miesięcy.

Na dodatek podsądni zbyt bezczelnie patrzyli mu w oczy, co znalazło odbicie w kilku wytoczonych przez niego postępowaniach…. o zniewagę sądu!

Najwyraźniej Praszkiewicz był tego samego zdania, co ongiś car Piotr I, zwany Wielkim:

Podsądny powinien przed obliczem Wysokiego Sądu mieć wygląd lichy i durnowaty, tak, by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć sędziego.

W 2004 r., za czasów SLD, Praszkiewicz opuścił Gliwice, i udał się na Wybrzeże.

Tam po 3 latach wybuchła kolejna afera z jego udziałem:

Podejrzewany o sfałszowanie dokumentu gdański sędzia Wojciech P. nie może wykonywać zawodu do czasu zakończenia postępowania dyscyplinarnego. Zdecydował o tym Sąd Apelacyjny w Gdańsku. Równolegle prokuratura prowadzi śledztwo w tej sprawie. Sędziemu grozi do 5 lat więzienia.

.

polska_temida– Istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, polegającego na przedstawieniu w jednym z banków podrobionego zaświadczenia o zarobkach – powiedział sędzia Lech Magnuszewski, rzecznik gdańskiego Sądu Apelacyjnego.

.
Sędziowie, prokuratorzy, adwokaci nie mogą uwierzyć, że sędzia zrobił coś takiego.

.
– To szczeniacki numer, rodem ze szkoły podstawowej – mówi jeden z gdańskich prawników. – Głupota.

.
Fałszerstwa dopatrzył się bank, do którego sędzia Wojciech P. złożył wniosek kredytowy z dołączonym zaświadczeniem o zarobkach. Przeglądając wniosek, urzędnicy nabrali podejrzeń i uznali, że coś jest nie tak. Fałszerstwo szybko wyszło na jaw. Zaświadczenie o zarobkach wyglądało inaczej niż te wystawione przez sądową księgowość. Oryginalne podawało zarobki na poziomie przeszło 6 tys. zł. Sędzia P. szóstkę przerobił na… ósemkę. W zaświadczeniu figurowała informacja, że ma konto osobiste obciążone przez komornika z powodu alimentów na dziecko. Tę informację sędzia usunął z dokumentu. Powód? Chciał zadeklarować większą zdolność kredytową.

.

http://gdansk.naszemiasto.pl/archiwum/gdanski-sedzia-rejonowy-ktory-sfalszowal-dokument-nie-moze,1622996,art,t,id,tm.html

 .

 

Tymczasem w 2012 r. Krajowa Rada Sądownictwa rozpatrywała wniosek sędziego Sądu Rejonowego w Gdańsku – Północ Wojciecha Praszkiewicza o przeniesienie w stan spoczynku.

 

Od momentu wykrycia przestępstwa minęły 4 lata. W tak duperelnej sprawie zwykły Kowalski już pewnie byłby po zatarciu wyroku ( rok w zawieszeniu na dwa lata i grzywna rzędu tysiąca, góra dwóch tysięcy zł ze względu na wyjątkowo nieudolne usiłowanie).

Należy domniemywać, że postępowanie karne w międzyczasie było umorzone ze względu na niepoczytalność sprawcy, a były sędzia Wojciech P. pobiera do tej pory 75% uposażenia, jakie otrzymywałby dalej pracując na tym samym stanowisku.

Czasem jednak chodzi o znacznie większe afery.

Na początku kwietnia 2017 roku dowiedzieliśmy się, że do sądu wpłynął akt oskarżenia przeciwko byłej prokurator apelacyjnej w Rzeszowie, obecnie znanej jako Anna H.:

Prokuratura Krajowa przesłała do sądu akt oskarżenia przeciwko byłej prokurator z Rzeszowa. Kobieta usłyszała sześć zarzutów. Śledczy zarzucają jej m.in. przyjmowanie łapówek i przekroczenie uprawnień.

Chodzi o tzw. aferę podkarpacką, w której podkarpacki biznesmen Marian D. miał korumpować m.in. wiceministra infrastruktury w rządzie PO-PSL, byłego dyrektora regionalnej dyrekcji Ochrony Lasów Państwowych z Krosna i prokurator apelacyjną Annę H.

.

Była prokurator miała przyjąć od przedsiębiorcy z branży paliwowej łącznie 170 tys. zł, markowe alkohole oraz usługę budowlaną. W zamian za łapówki Anna H. miała powoływać się na wpływy w instytucjach państwowych i załatwiać dla biznesmena różne sprawy.

.

Chodziło m.in. o kierowanie aktów oskarżenia w sprawach, w których była prokurator na polecenie Mariana D. domagała się surowych kar. Miała też wywierać wpływ na dyrektora Izby Skarbowej, aby uzyskać pozytywne decyzje podatkowe, a także załatwić pozytywną ocenę z egzaminu adwokackiego dla córki podkarpackiego biznesmena.

.

Anna H. miała też ujawnić tajemnicę służbową oraz wpływać na sposób przebiegu konkursów na stanowiska urzędnicze w ówczesnej Prokuraturze Apelacyjnej w Rzeszowie. Prokuratura zarzuca jej także przestępstwo przedłożenia fałszywych dokumentów w celu uzyskania pożyczki z resortu sprawiedliwości w kwocie 350 tys. zł. Ostatni zarzut dotyczy obiecania jednemu z prokuratorów awansu w zamian za doprowadzenie do uchylenia decyzji o karze pieniężnej nałożonej na jednego z biegłych.

.

https://wiadomosci.wp.pl/afera-podkarpacka-jest-akt-oskarzenia-przeciwko-bylej-prokurator-apelacyjnej-6108755060738177a

.

Toga-prokuratorska

.

Niestety. Okazuje się, że oskarżona Anna H. ma sporego świra i nie może brać udziału w postępowaniu karnym.

We wtorek, 14 listopada, w Sądzie Rejonowym w Tarnowie miała odbyć się pierwsza rozprawa w procesie Anny H., zamieszanej w tzw. aferę podkarpacką byłej szefowej Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie. Proces nie ruszy, bo była prokurator ze względu na bardzo zły stan zdrowia nie mogła zostać przetransportowana z oddziału psychiatrycznego aresztu śledczego we Wrocławiu, gdzie aktualnie przebywa, do aresztu w Krakowie, skąd miała być dowożona na rozprawy do Tarnowa. Co dalej ze sprawą, która zelektryzowała podkarpackie środowisko prawnicze i polityczne?

.

Wtorkowa rozprawa była jedną z trzech, które zostały zaplanowane. Następna miała odbyć się w środę, a kolejna w czwartek. – Wszystkie rozprawy są odwołane – potwierdza sędzia Tomasz Kozioł, rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Tarnowie. – Zgodnie z opinią lekarską, Anna H. mogła przebywać w warunkach aresztu śledczego, w którym jest zapewniona opieka psychiatryczna i psychologiczna. Do takiego właśnie aresztu śledczego w Krakowie miała zostać przeniesiona z Wrocławia w środę, 8 listopada, i miała być stamtąd dowożona na rozprawy do Sądu Rejonowego w Tarnowie.

.

Musi trafić do szpitala psychiatrycznego lub na oddział szpitalny w areszcie.
Okazało się jednak, że konwój nie został zrealizowany, bo oskarżona nie została z Wrocławia wydana. – Otrzymaliśmy opinię od lekarza z Wrocławia z oddziału psychiatrycznego, na którym przebywa Anna H., że jej stan zdrowia uległ pogorszeniu i w związku z tym nie może być umieszczona już w areszcie śledczym z podstawową opieką psychiatryczną, lecz musi być umieszczona albo w szpitalu psychiatrycznym, albo na oddziale szpitalnym psychiatrycznym aresztu śledczego – wyjaśnia sędzia Kozioł. – Sąd Rejonowy w Tarnowie o takim obrocie spraw dowiedział się w miniony piątek i zwrócił się do oddziału szpitalnego aresztu śledczego w Krakowie, do doktora Patli, by Anna H. mogła tam trafić. Doktor nam odmówił ze względu na fakt, że wszystkie miejsca w tej chwili są zajęte i ma kolejkę kilkudziesięciu osób oczekujących na umieszczenie w nim na obserwację.

.

http://supernowosci24.pl/byla-szefowa-prokuratury-czuje-sie-zle-psychicznie-nie-stanie-przed-sadem/

.

Za chwile okaże się, że Anna H. zaburzona jest do tego stopnia, iż nie można z nią nawiązać kontaktu.

Przy czym, w odróżnieniu od ś. p. Krystiana Brolla, który za rzekomo wypowiedzianą groźbę karalną spędził na mocy orzeczenia sądu 8 lat w zakładzie psychiatrycznym, Anna H. nikomu nie będzie zagrażać.

A że była niepoczytalna już w chwili czynu, ewentualnie wyrokowania, to nie można jej skazać. Jest więc niewinna niczym podkarpacka leluja, a że nie może sprawować dłużej urzędu prokuratorskiego, przejdzie w stan spoczynku.

Z uposażeniem liczonym tak jak byłemu sędziemu z Gdańska.

A jak za parę lat ludzie zapomną o aferze (na świat wyjdą nowe) Anna H. może nawet zostanie wziętą adwokatką?

Tymczasem ludzi, którzy domagają się, by sędziowie i prokuratorzy poddawali się cyklicznym badaniom, w tym psychiatrycznym, które by kwalifikowały ich do dalszej pracy, przybywa.

Są jednak traktowani w najlepszym razie jako lekko oszołomieni.

Znam przypadek, że strona zaskoczona irracjonalnym zachowaniem sędziego oraz otrzymanym później pisemnym uzasadnieniem orzeczenia, wniosła pismo o zbadanie wyroków owego togowca przez sędziego wizytatora pod kątem ewentualnej dysfunkcji psychicznej.

Efekt był natychmiastowy.

Grzywna, i to w maksymalnej wysokości za obrazę Sądu.

I zero reakcji na oczywiste naruszenia zasad procesu przez sędziego.

Tymczasem problem narasta.

W 2008 roku ze względów zdrowotnych w stan spoczynku przejść chciało 20 sędziów. 4 lata później już 36.

Oznacza to wzrost o 80%.

Najczęściej dotyczy to ludzi młodych, przed którymi kariera sędziowska stoi otworem.

Prócz Anny H. , której obecne zachowanie pozostaje w ścisłym związku z grożącą jej karą, opinię publiczną podgrzewają również i takie informacje:

Żyć, nie umierać! To porzekadło jak ulał pasuje do emerytowanej sędzi z Trójmiasta, Marii Bradtke (37 l.). Choć na etacie sędziowskim pracowała zaledwie trzy lata, to dziś zgarnia grubo ponad 6 tys. zł emerytury. W tak młodym wieku może nie robić kompletnie nic, a na jej konto wpływa suma, która z powodzeniem wystarcza na cieszenie się urokami życia.

Swoją karierę zaczęła u boku prezesa Gdańskiego Sądu Okręgowego Ryszarda Milewskiego. Tego samego, który zasłynął przy okazji afery Amber Gold. Była jego asystentką. W 2011 roku Milewski postanowił ją awansować. Kiedy w listopadzie zwolnił się etat sędziowski w Sądzie Rejonowym w Sopocie, od razu polecił tam swoją znajomą. A wszystko po to, aby – jak uzasadniał w oficjalnym piśmie – „poprawić jakość postępowania karnego”.

Bradtke została przewodniczącą II Wydziału Karnego. W 2012 ro ku orzekała w sprawie Jacka Karnowskiego (53 l.), prezydenta Sopotu. Prokuratura zarzucała mu korupcję. Sędzia Milewski występował w tym procesie jako świadek. Pani sędzia umorzyła większość zarzutów korupcyjnych.

Po dwóch latach stanęła zaś przed sądem dyscyplinarnym w innej sprawie. Okazało się, że bezprawnie przetrzymywała dwie osoby. Sama przyznała nawet, że… nie jest kompetentna.
.
– Brakowało mi doświadczenia w pełnieniu funkcji przewodniczącej i w ogóle w pracy sędziego – tłumaczyła się przed sądem dyscyplinarnym w 2014 roku.

.

We wrześniu 2014 roku Bradtke, oficjalnie z powodu złego stanu zdrowia, przeszła w stan spoczynku. Decyzję wydała Krajowa Rada Sądownictwa na wniosek Kolegium Sądu Okręgowego w Gdańsku.

.

http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/trojmiasto/sedzia-z-trojmiasta-maria-bradtke-ma-37-lat-i-ponad-6-tys-zl-emerytury/9k96xmg

O przejście w stan spoczynku wnioskowała w czerwcu 2017 r. najwyraźniej chora na postępującą amnezję znana z afery Amber Gold prokurator Barbara Kijanko.

O tym, ile naprawdę mogą być warte takie opinie pośrednio wskazuje dość stary tekst, opublikowany w 2004 roku w Gazecie Polskiej:

„Gazeta Polska” dotarła do statystyki dotyczącej umorzeń postępowań z powodu
stwierdzenia niepoczytalności w śląskich prokuraturach. Dzięki takiej opinii biegłych do więzienia nie trafili m.in. oskarżeni o pranie brudnych pieniędzy, fałszerstwa, łapówkarstwo, sutenerstwo i czerpanie stałych zysków ze stręczycielstwa.

* W Prokuraturze Okręgowej w Bielsku-Białej i podlegających jej prokuraturach rejonowych z powodu niepoczytalności sprawcy umorzono postępowanie przeciwko funkcjonariuszowi publicznemu podejrzanemu o to, że bierze łapówki, a także przeciwko osobie podejrzanej o wyłudzenie kredytu za pomocą fałszywych
dokumentów.

* W Prokuraturze Rejonowej w Cieszynie z powodu niepoczytalności umorzono  sprawę osoby, która złamała ustawę o oznaczaniu wyrobów alkoholowych znakami
skarbowymi akcyzy, a także trzy sprawy osób, które podrabiały lub przerabiały dokumenty.

* W Częstochowie kary uniknęli sprawcy doprowadzenia innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, zagarnięcia mienia społecznego oraz wyrębu drzewa, ojcowie uchylający się od płacenia alimentów, kierowcy jeżdżący samochodem po pijanemu.

* W Zawierciu jeden niepoczytalny kradł i obiecywał łapówkę, inny spowodował wypadek i uciekł z miejsca zdarzenia.

* W Gliwicach odpowiedzialności uniknęli sprawcy oszustw, paserstwa, wyrębu  drzewa oraz niepłacenia alimentów.

* W Wodzisławiu Śląskim pewien niepoczytalny uprawiał sutenerstwo, zaś inny  jeździł samochodem po pijanemu.

* W Piekarach Śląskich ze względu na niepoczytalność oskarżonego prokuratura zrezygnowała z oskarżania osoby, która podrabiała pieniądze.

* W Chorzowie niepoczytalny prał brudne pieniądze.

* W Mysłowicach – łamał ustawę o wyrobach spirytusowych.

* W Katowicach niepoczytalny urzędnik ujawnił tajemnicę państwową. Inny  niepoczytalny obywatel uczynił ze stręczycielstwa swoje stałe źródło dochodów oraz był członkiem zorganizowanej grupy przestępczej. Jeszcze inny uprawiał paserstwo, był włamywaczem, podrabiał dokumenty.

(źródło: Internet)

Jak zatem łatwo przewidzieć osoba niepoczytalna mogła kierować Prokuraturą Apelacyjną w Rzeszowie.

I taki będzie finał afery podkarpackiej przynajmniej wobec b. prokurator apelacyjnej.

Najwyraźniej w Polsce Tuska kradli tylko nienormalni urzędnicy.

15.11 2017

.

.

.

Humpty Dumpty

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły