„Antoś po raz kolejny potrzebuje Państwa pomocy. Jego stan zdrowia pogorszył się i ze względów bezpieczeństwa chłopiec wymaga specjalnego transportu medycznego do Stanów Zjednoczonych. Czasu jest naprawdę niewiele, bo najpóźniej 28 sierpnia Antoś musi trafić do szpitala w Stanford. Na lot samolotem wyposażonym w specjalistyczny sprzęt medyczny potrzeba 100 tys. euro, czyli 435 tys. złotych. Wierzymy, że dzięki Państwa pomocy uda się zebrać tę sumę, by Antoś mógł polecieć na ratującą jego życie operację do USA” – apeluje Fundacja Polsat, która uruchomiła zbiórkę na pomoc chłopcu.

– Myśleliśmy, że już wszystkie kłopoty mamy za sobą. Dzięki naszym kochanym telewidzom zgromadziliśmy taką sumę pieniędzy, która pozwalała Antosiowi polecieć i tą operację odbyć w Stanford. Niestety okazało się, że jego stan się na tyle pogorszył, że żadna linia lotnicza niestety nie może go wziąć na pokład, ponieważ boją się i to jest absolutnie oczywiste – tłumaczyła Krystyna Aldridge-Holc, prezes Fundacji Polsat.

Jak dodała, „jedynym środkiem transportu w tej chwili jest samolot wyposażony w sprzęt medyczny ratujący życie”. 

– Znowu nasz ogromny apel i ogromna prośba. Wiem, że prosimy o wiele, ale tyle Państwo nam pomogliście i już jesteśmy prawie w domu, a jednak znowu musimy błagać o to, abyście nam pomogli, aby Antoś mógł polecieć i żeby jego życie mogło być uratowane – zaapelowała prezes Fundacji Polsat.

„Intensywna terapia na pokładzie”

Jak tłumaczy Kajetan Gawarecki z Air Med Escort, Antoś musi być przetransportowany samolotem, „w którym na pokładzie jest personel, który wie, co w takiej sytuacji zrobić”. – Jest anestezjolog dziecięcy, który zajmuje się dziećmi z ciężkimi wadami serca, jest pielęgniarka czy pielęgniarz ze specjalnością intensywnej opieki oraz cały sprzęt – podkreślił.

– Musi być odpowiednie monitorowanie, pompy infuzyjne, która pozwalają podawać leki takiemu maluchowi w bardzo precyzyjnych dawkach, musi być całe zabezpieczenie na wypadek konieczności prowadzenia oddechu zastępczego czyli respirator kliniczny, noworodkowy, cały sprzęt, praktycznie cała intensywna terapia na pokładzie – wyjaśnił.

Pół miliona w jedną noc

Antoś zmaga się z niedotlenieniem organizmu. W Polsce przeszedł trzy skomplikowane operacje, ale jego życie wciąż jest zagrożone. Jedyny specjalista, który zgodził się na operację, to profesor Frank Hanley. Koszt zabiegu przekraczał możliwości finansowe rodziców.

„Cena za życie” Antosia to blisko 4 mln złotych. Do pełnej kwoty we wtorek wieczorem 20 sierpnia brakowało jeszcze 500 tys. złotych. Środki trzeba było uzbierać do 28 sierpnia. Wtedy Antoś musi być już w szpitalu w Stanach. Po emisji materiału we wtorkowych „Wydarzeniach” widzowie przez jedną noc wpłacili brakujące pieniądze.

  

Udowodnił, że chce żyć

Chłopiec urodził się o czasie, siłami natury. Jednak wada serca zdiagnozowana jeszcze podczas badań prenatalnych okazała się bardziej skomplikowana niż przypuszczano. Przez brak pnia płucnego, tętnice nie rozwijają się prawidłowo, a organizm dziecka jest silnie niedotleniony. Nawet najmniejszy ruch powoduje sinienie całego ciała.

– To tak jakby założyć mu woreczek na głowę, zrobić dziurkę i w ten sposób Antoś oddycha – tłumaczyła Aleksandra Pawlak, gdy „Wydarzenia” pierwszy raz opowiadały o problemach jej synka. Dodatkowo dziecko ma poważną wadę wątroby pod postacią zespołu Alagile’a, polegającą na znacznie utrudnionym wydalaniu żółci z organizmu.

Chłopiec przez 14 dni był podłączony do maszyny płuco-serce. Po takim czasie tylko 8 proc. dzieci udaje się przeżyć. Antosiowi nie dawano szans. Chłopiec jednak udowodnił, że chce żyć.

  

Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo…

prz/ Polsat News

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.