Według ustaleń prokuratury, oskarżeni, podając się za funkcjonariuszy policji, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu przypominającego radiowóz policyjny. Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. W toku postępowania ustalono ponadto, że działali oni wspólnie z inną, nieżyjącą już osobą. Oskarżeni, obecnie 60-letni Mirosław R. i 50-letni Dariusz L., byli w pierwszej połowie lat 90. pracownikami poznańskiego holdingu Elektromis, którego działalnością interesował się Ziętara. Oskarżeni nie przyznają się do winy.

Przesłuchanie byłych policjantów

W środę sąd przesłuchał byłych policjantów: Piotra G. i Zdzisława S. W swoich zeznaniach odnosili się oni do spotkania, do jakiego doszło w 2011 roku w zakładzie karnym w Rawiczu z Maciejem B. ps. Baryła – jednym z kluczowych świadków prokuratury. B. zeznał, że był przy rozmowie, kiedy Aleksander Gawronik (zgadza się na publikację pełnych danych) polecił „zlikwidowanie dziennikarza”.

Baryła mówił śledczym, że widział m.in. elementy związane z przygotowaniem do porwania Ziętary, a także – powołując się na bezpośrednich świadków i sprawców – mówił o okolicznościach zabójstwa dziennikarza. W sądzie, w kwietniu 2016 r. na rozprawie przeciwko Gawronikowi Baryła odwołał jednak swoje zeznania, wskazując, że „wszystko co zeznawał przeciwko Gawronikowi, to konfabulacje instrukcyjne prokuratora”.

Z kolei na rozprawie w lutym tego roku, Baryła powiedział, że w trakcie rozprawy w kwietniu 2016 r. konfabulował, bo był „zbulwersowany”, że nie otrzymał pomocy, jakiej oczekiwał od prokuratora. – Zadziałałem impulsywnie, pod wpływem emocji. (…) To co mówiłem w zeznaniach w prokuraturze, było prawdą. Konfabulowałem w sądzie. Nie przemyślałem wówczas tego, działałem impulsywnie – mówił.

„Maciej B. mówił szczerze”

W środę w poznańskim sądzie okręgowym były funkcjonariusz CBŚP Piotr G. powiedział, że w 2011 roku spotkał się z Maciejem B. w ZK w Rawiczu. Jak tłumaczył, zwrócił się do niego w tej sprawie inny policjant.

– Zdzisław S. zadzwonił do mnie, żebym z nim pojechał do ZK w Rawiczu i przeprowadził tam rozmowę z Maciejem B. dotyczącą jego ewentualnej współpracy z organami ścigania. Maciej B. zadeklarował chęć współpracy. Nie pamiętam ile było tych spotkań, ale przekazał swoją wiedzę dotyczącą dwóch zdarzeń. Pierwsze dotyczyło dziennikarza Jarosława Ziętary, a drugie – zabójstwa w lokalu El Chico. Informacje dotyczące Ziętary przekazałem do prokuratury w Krakowie, która się tą sprawą zajmowała, a informacje na temat El Chico do poznańskiej prokuratury – podkreślił.

Jak dodał, w jego opinii „jako doświadczonego funkcjonariusza – Maciej B. mówił szczerze”.

We wcześniejszych zeznaniach, przytoczonych przez sąd, Piotr G. mówił, że rozmowa z Maciejem B. była „dość chaotyczna”, a poruszane sprawy były ogólnikowe. Dodał, że później odbyło się kolejne spotkanie, na którym te kwestie miały być uszczegółowiane. – Nie odbywałem ze świadkiem żadnych spotkań procesowych. To co „Baryła” mi powiedział przekazałem w formie pisemnej do prokuratury – zaznaczył Piotr G.

„Trzeba Ziętarę usunąć, to znaczy go zabić”

W przytoczonych zeznaniach świadka Baryła mówił, że kiedy trafił do Elektromisu „tam się okazało, że firma ma problemy z dziennikarzem, który się interesuje firmą”. – Mieli robić rozpoznanie, gdzie mieszka, czym się zajmuje. Dwa razy miało dojść do pobicia, zabrali mu chyba jakiś aparat – zaznaczył. Maciej B. miał też powiedzieć policjantom, że „polecenie w sprawie Ziętary wydał sam szef Elektromisu”.

– Maciej opowiadał mi, że szef Elektromisu powiedział, że trzeba Ziętarę usunąć, to znaczy go zabić. Wówczas jeden z ochroniarzy o ksywie Lewy powiedział: nie będziemy się w to ładować, bo to jest głowa, i będziemy za to gibać dożywocie. (…) Następnie Maciej opowiadał, jak był przy następnych rozmowach w Elektromisie, dotyczących rozwiązania problemu z Ziętarą. Ludzie Elektromisu w tej kwestii wielokrotnie spotykali się z senatorem Aleksandrem Gawronikiem. Przy owych spotkaniach bywali później wysoko postawieni funkcjonariusze służb specjalnych RP, politycy i najbogatsi biznesmeni z terenu RP. Maciej się dziwił, że był dopuszczony do tych spotkań, jako małolat – podkreślił.

– Na jednym ze spotkań Aleksander Gawronik zdeklarował się, że rozwiąże raz na zawsze problem z Ziętarą. Powiedział, że jeśli nie chcą tego zrobić ludzie z Elektromisu, to on znajdzie ekipę, która to zadanie wykona. (…) Maciej powiedział, że ci ochroniarze Gawronika mieli być wykonawcami zabójstwa Ziętary. Od początku opowiadając o Ziętarze Maciej mówił mi, że jedynym Polakiem oprócz Gawronika i twórcy Elektromisu, który znał szczegóły zabójstwa Ziętary jest poznański przestępca Przemysław C. – podkreślił. Przemysław C. od wielu lat nie żyje.

„Poszło łatwo, bo był chudy i lekki”

W trakcie rozprawy odczytano także treść notatki, jaką po spotkaniu z Baryłą sporządził Piotr G. Opisano w niej treść rozmowy z Maciejem B. Baryła miał powiedzieć policjantowi, że pojawiło się „zlecenie” na młodego dziennikarza Ziętarę; miał zostać pobity, ponieważ interesował się „nie tym co trzeba”. Ziętara według „Baryły” zajmował się Elektromisem, ale – zdaniem Macieja B. – „to Gawronik był jego największym wrogiem”.

Baryła miał powiedzieć także, że Ziętara miał dostać „oklep” od ochroniarzy Elektromisu, gdy robił zdjęcia towarów na terenie firmy. Wówczas Gawronik miał uznać, że to „amatorszczyzna”, a dziennikarz ma „skutecznie zniknąć”. Kwestią organizacji przestępstwa miał się zająć Marek Z., zaś Gawronik – według słów Macieja B. – „miał zorganizować dwóch Rosjan o smutnych twarzach”, dla których – według Macieja B. – „zabijanie nie było nowością”.

Według informacji Baryły, do zabójstwa Ziętary doszło pod Poznaniem; szczątki dziennikarza ukryto w lesie i zabezpieczono substancją odstraszającą leśne zwierzęta. Po zabójstwie sprawcy mieli się śmiać, że „poszło łatwo, bo był chudy, lekki i wystarczyło złożyć go na pół, a potem zapakować do bagażnika”.

Po zbrodni mieli rozgłaszać, że „Ziętara wziął ogromną ilość dolarów i uciekł z Polski do ciepłych krajów, na jakieś wyspy”. Baryła miał mówić też policjantowi, że osoby, które wiedziały o zbrodni, ginęły w „dziwnych okolicznościach”.

„Nie byłem obecny przy rozmowach”

Zeznania składał w środę także b. policjant, funkcjonariusz CBŚP Zdzisław S. W latach 90. pracował w komisariacie policji Poznań-Grunwald, który zajmował się poszukiwaniem Ziętary.

W sądzie Zdzisław S. powiedział, że na początku 2011 roku skontaktował się z nim Maciej B. i powiedział, że ma informacje na temat sprawy Ziętary i tego, co stało się z dziennikarzem.Jak mówił, do spotkania doszło w ZK w Rawiczu. Przy spotkaniu był obecny Piotr G. – to on rozmawiał z Maciejem B. – Nie byłem obecny przy rozmowach, zapoznałem ich tylko – mówił.

Świadek podkreślił, że Maciej B. odezwał się do niego następnym razem dopiero po ok. 2 latach. – Prosił mnie o to spotkanie, prywatnie. Był rozżalony, że zaufał prokuraturze, ale całkowicie został zignorowany. Pojechałem do niego, żeby go pocieszyć, uspokoić (…) Podczas naszych spotkań Maciej B. nigdy mi nie mówił co zeznawał w tej sprawie, wszystko co wiem, to wiem z mediów, z internetu. W trakcie rozmowy telefonicznej Maciej B. powiedział mi tylko, że wycofał się ze swoich zeznań – ale to też już wcześniej wiedziałem z mediów – zaznaczył.

Zdzisław S. podkreślił, że w jego ocenie Maciej B. jest „prostolinijny i prawdomówny”. Jak dodał, „jego wcześniejsze informacje, które przekazywał, okazały się wiarygodne”. Świadek dodał także, że mimo, iż „Maciej B. twierdzi, że się niczego nie boi” – to robi to tylko na pokaz, bo obawia się o swoją rodzinę. – Nigdy nie namawiałem go do zmiany zeznań. Zawsze podtrzymywałem go duchu, mówiłem: mów prawdę, wszystko będzie dobrze – podkreślił.

pgo/ PAP

Leave a Reply