Skripal wiódł spokojne życie w Salisbury, gdzie kupił niedrogi dom — pisały brytyjskie gazety. Najwidoczniej Brytyjczycy zbyt hojnie nie opłacili jego zdrady. Ludzie z sąsiedztwa widzieli w nim zwykłego emeryta o dość przyjaznym usposobieniu. Czasami, jak informowała BBC, Skripal wygłaszał wykłady o GRU dla tych, dla których GRU sprzed grudnia 2004 roku stanowiła jeszcze tajemnicę.

Żona Skripala — Ludmiła – zmarła 23 października 2012 roku. Brytyjczycy nie są pewni przyczyn jej śmierci. Część mediów brytyjskich podała, że zginęła ona w wypadku samochodowym, inne — jak „Guardian” — że zmarła w wyniku choroby nowotworowej. Wątpliwości w sprawie pozwalają sądzić, że nikt się tym nie interesował. 19 lipca 2017 roku zmarł syn Skripala, Aleksander. Brytyjczycy, głosem BBC, oceniają, że przyczyną śmierci było serce. Choroba i śmierć nie wzbudziła podejrzeń. Tu też nikt nie interesował się sprawą. Córka Skripala, Julia, mieszkała w Rosji i przyjeżdżała do Wielkiej Brytanii odwiedzać ojca.

Skripal emeryt miał coraz mniej atutów i nie był nikomu potrzebny, a pieniądze, które zarobił „na Rosji”, także — zapewne — się kończyły. W takich to okolicznościach Skripal postanowił jeszcze raz „zarobić” na Rosji. Sam tego nie wymyślił, ale propozycję przyjął. Warunkiem, jaki — zapewne — postawił, było „otrucie” także jego córki Julii. Koszmar? Nie! Skripal zapragnął tylko mieć przy sobie córkę na resztę swojego życia. Wiedział bowiem, że po inscenizacji kontakty w dotychczasowej formie nie będą możliwe.

W dramacie rola rozpisana dla Skripala była bardzo krótka. Miał być ofiarą rosyjskiej zemsty. Julia Skripal w roli ofiary miała podkreślić okrucieństwo zleceniodawcy, na którego została wyznaczona Rosja, a jej ucieleśnieniem jest Putin. Opinia publiczna mogłaby nie mieć współczucia dla zdrajcy, bo ich nikt nie lubi, ale otrucie niewinnej córki za grzechy ojca dodaje dramatyzmu sprawie. Teraźniejszość zachodniej polityki wymaga, akceptuje i oczekuje wszystkiego, co może poniżyć Rosję, czytaj: Putina. Skripal spełniał wszystkie warunki, aby być głównym aktorem inscenizacji.

 

Trzeba przyznać, że Skripalowi udało się zrobić coś, co przeczy zasadom zdrowego rozsądku, mianowicie udało mu się wyciągnąć pieniądze od Brytyjczyków dwukrotnie za to samo i dwukrotnie zdradzić Rosję. Za pierwszą zdradę otrzymał pieniądze od Brytyjczyków i „pomiłowanie” od Putina. Udział w drugim akcie zdradzieckiej epopei pozostaje do rozliczenia.

Skripal w dotychczasowej „formie” nikomu nie był już potrzebny ani przydatny.

Jedyną wartością była jego śmierć, a dokładniej rzecz biorąc, sfingowanie jej, bo Skripal nie po to zdradził Rosję, aby umierać. Zgodził się być otrutym, ale nie zmarłym z otrucia. Inscenizacja z otruciem „na śmierć” eliminowałaby Skripala z możliwości powrotu w przyszłości, otrucie bez skutku śmiertelnego zostawia furtkę.

Gdyby Skripal zgodził się na sfingowanie swojej śmierci — dla opinii publicznej — to praktycznie podpisałby rzeczywisty wyrok śmierci na siebie i wcale nie musieliby zabijać go Rosjanie, szczególnie po tym, jakie skutki polityczne wywołały wydarzenia w Salisbury w przestrzeni międzynarodowej. Gdyby „martwy” Skripal został odnaleziony — po jakimś czasie — przez Rosjan albo sam wyszedł z ukrycia, to cała mistyfikacja obciążyłaby brytyjskie służby i podkopała ich wiarygodność na lata, a akcja z wydalaniem dyplomatów i całym szeregiem sankcji byłaby w podręcznikach przedstawiana jako przejaw głupoty i dyletanctwa ludzi, którzy aspirują do kreowania historii świata. 

Wszyscy pamiętają farsę służb ukraińskich z zamordowaniem pewnego „pajaca” o nazwisku Arkadij Babczenko, który zmartwychwstał wcześniej niż Jezus z Nazaretu. Z Babczenko jest tylko ten kram, że tego, co dzieje się w ukraińskiej polityce, nikt o zdrowych zmysłach nie traktuje poważnie. 

Kilka dat dramatu, którego końca nie widać:

— 4 marca 2018 Skripal i jego córka Julia zostali „otruci gazem bojowym”

— 5 kwietnia Ukrainiec Borys Herman dostał propozycję zorganizowania zamachu na „obywateli rosyjskich, działaczy społecznych i byłych pracowników służb specjalnych, którzy zostali zmuszeni do ucieczki z Rosji na Ukrainę”

— 29 maja 2018 roku „zamach” na  Babczenkę

— 30 maja 2018 roku Babczenko zmartwychwstał, zapewne ze strachu, że mógłby naprawdę stracić życie i podobnie jak w sprawie Skripala nie musieliby robić  tego Rosjanie, bo interes w jego śmierci mieliby tylko Ukraińcy

— 30 czerwca 2018 roku Charlie Rowley i Dawn Sturgess z Amesbury udowadniają, że nowiczok zabija

Gdyby od tzw. nowiczoka nikt nie zginął, to należałoby wysnuć wniosek, że cała akcja ze Skripalem to wielka bujda albo nowiczok  to „gówniany” gaz bojowy, który szybko „wietrzeje”. Nowiczok pojawił się w przestrzeni medialnej i niczym strzelba Czechowa musiał wypalić, tzn. zabić kogoś. Co to za strzelba, która nie wypala, co to za gaz bojowy, który nie zabija. To, że Dawn Sturgess mogła przedawkować narkotyki, nie zwalnia z odpowiedzialności tych, którzy wybrali ją na  ofiarę skuteczności „nowiczoka”, w zastępstwie Skripala. 

Czy tak wygląda prawdziwa wersja wydarzeń? Tak mogłaby wyglądać, gdyby chodziło o prawdę, która w tej sprawie umarła wcześniej niż Dawn Sturgess. 

Kiedy zaczynałem mieć wątpliwości co do mojej wersji zdarzeń związanych ze Skrpalem i jego córką, agencje prasowe objawiły światu o… zmartwychwstaniu Aleksandra Potiejewa, szpiega, którego „zabili”…  Rosjanie.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.