Nawet w rodzinach i wśród starych znajomych.

Martwiliśmy się tym rok temu. A teraz jest jeszcze gorzej.

Ale jak ma być, skoro partia rządząca buduje swoją pozycję na agresji i pogłębianiu antagonizmów? Nieustanne wykluczanie i deprecjonowanie przeciwników jest działaniem w pełni świadomym.

Elementem jednoczącym zwolenników, którym pokazuje się wroga odpowiedzialnego za wszystkie nieszczęścia kraju i Polaków.

Bardzo wielu jest takich, którzy uwierzyli w opowieść PiS o Polsce, o „nowej” historii naszego kraju, o potężnych wrogach, którzy nas otaczają i na nas dybią. Jeszcze nie mieliśmy obozu władzy, który by tak jawnie i bezczelnie kłamał.

I tak brutalnie łamał prawo. Nawet wtedy, gdy było to sprzeczne z konstytucją.

Tą konstytucją, na którą tak ochoczo przysięgano, odwołując się do Boga.

Ale jest coś ważniejszego. Tempo i skala zmian postaw, ocen i zachowań, jakie od dwóch lat obserwujemy w Polsce, jak najgorzej świadczą o nas samych.

© Sputnik. Alexey Vitvitsky
Marsz 11 listopada w Warszawie

Bo przecież PiS tylko otworzyło drzwi. Stworzyło warunki, by wylazły demony trapiące Polskę od stulecia. Musiały więc za tymi drzwiami być.

Bo takiej fali agresji, wrogości, nienawiści do wszystkiego, co obce, ksenofobii, nietolerancji dla różnorodności nie da się zbudować w kilka lat.

Skąd się biorą sukcesy władzy w rozwalaniu struktur, które jako instytucje demokratyczne stanowiły warstwę ochronną?

Z bierności, którą uznano za przyzwolenie.

Z niedostatków edukacyjnych, bo po co konstytucja, Trybunał Konstytucyjny, KRS, Sąd Najwyższy czy media prawdziwie publiczne?

Ale też z tolerancji dla pisowskich nominacji kadrowych. Tylu durniów, pociotków i kompletnych nieudaczników jeszcze nigdy nie obsiadło aż tylu dobrze płatnych posad w instytucjach, na które wpływ ma władza państwa.

Gorzkie jest to, co piszę. Ale przecież zamiatanie tych problemów pod świąteczny dywan nic nie zmieni.

Wierzę jednak w kolejny obrót historii i lepszą Polskę. 

Jerzy Domański, polski publicysta, Warszawa

Autor jest Redaktorem Naczelnym polskiego tygodnika opinii „Przegląd”.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.