Piłkarz Wisły Płock Dominik Furman zaprzeczył w wydanym w niedzielę oświadczeniu, by użył wobec kapitana Jagiellonii Białystok Tarasa Romanczuka, który ma ukraińskie pochodzenie, obraźliwych słów o charakterze nacjonalistycznym. Furman miał go nazwać „banderowcem”. Romanczuk w ubiegłym roku uzyskał polskie obywatelstwo. Jego rodzina została zamordowana przez oddziały Bandery.

W sobotnim meczu piłkarskiej ekstraklasy Jagiellonia wygrała u siebie z Wisłą Płock 1:0, zdobywając bramkę w ostatniej akcji meczu. W jego trakcie nie brakowało ostrych spięć między piłkarzami obu zespołów, sędzia pokazał w sumie pięć żółtych kartek, m.in. Romanczukowi i Furmanowi. Kartka dla tego ostatniego wyklucza go z kolejnego meczu.

Do spięć doszło też po końcowym gwizdku. Taras Romanczuk powiedział potem dziennikarzom, że Furman użył wobec niego określenia „banderowiec”. Mówił, że ciężko mu było opanować swoje emocje, podkreślał, że to dla niego sprawa dotykająca historii rodziny. – Moja rodzina była zamordowana również przez „banderę” i on mnie tak nazywa (…) To brak szacunku, myślę, że dziś ostatni raz podałem mu rękę – mówił pochodzący z Ukrainy Romanczuk, od prawie roku polski obywatel.

„Furman, dramacie. Taras nie jest żadnym banderowcem. Nie masz prawa tak mówić! Zrobię wszystko żeby Cię ukarali” – napisał tuż po zakończeniu meczu w mediach społecznościowych kierownik drużyny Jagiellonii Arkadiusz Szczęsny.

„Piłkarze kierowali w swoją stronę słowa uznawane za wulgarne”

Pytany o słowa, które miały paść ze strony jego piłkarza, hiszpański trener Wisły Płock Kibu Vicuna mówił na pomeczowej konferencji prasowej, że nie zna sprawy.

W niedzielę oświadczenie wydał Furman. „Chciałem stanowczo i kategorycznie zaprzeczyć, by w trakcie całych zawodów z moich ust padły w stronę Tarasa Romanczuka cytowane po meczu przez przedstawicieli Jagiellonii obraźliwe słowa” – głosi oświadczenie, opublikowane na stronie internetowej Wisły Płock.

Piłkarz przyznał w nim, że w czasie meczu wielokrotnie dochodziło do spięć pomiędzy zawodnikami obu drużyn. „Prawdą jest także to, że piłkarze nie szczędzili sobie złośliwości i kierowali w swoją stronę słowa uznawane za wulgarne. Mocne, męskie słowa padają zwykle podczas każdego meczu ligowego. Emocje, walka o punkty i zajęcie jak najwyższego miejsca w tabeli sprawiają, że zawodnicy w emocjach często kierują do siebie różne słowa, czasem jest niemiło, ale to sport” – dodał 26-letni pomocnik.

Zapewnił, że „w żadnym momencie” nie doszło jednak do zdarzenia opisywanego przez Romanczuka i kierownika białostockiej drużyny. „Będę walczył o swoje dobre imię. Zwróciłem się już z prośbą do klubu Wisła Płock o wsparcie i pomoc prawną. Liczę, że cała sprawa zostanie w jak najszybszym czasie wyjaśniona” – dodał Furman.

prz/ PAP

Leave a Reply