Jeszcze nawet nie zdążył objąć swego urzędu, kiedy rozległy się żądania poddania go procesowi impeachmentu, czyli obalenia go z urzędu.

Cały ten zgiełk wokół osoby nowego prezydenta świadczy nie tyle o samym Trumpie ile o stanie amerykańskich mediów.

Zgrozą musi napawać fakt, że w najpotężniejszym państwie świata i „ostoi demokracji” istnieje tak jednostronne kształtowanie opinii publicznej.

To co się dzieje we współczesnej Europie przypomina w znacznej mierze stan stosunków w USA z tą różnicą, że naród amerykański potrafił się uwolnić od dyktatury sprzedajnych mediów wybrać wbrew nim prezydenta.

Niestety Europa mimo niewątpliwych symptomów niezależności do takiego stanu jeszcze nie dojrzała, wybory w Holandii i Francji są tego najlepszym dowodem.

Niezależnie od oceny stanowiska i działań Trumpa niesie on nadzieję na przełamanie obecnego stanu rozkładu, jaki ogarnął Europę.

Nie wiemy jeszcze dokładnie w jakim kierunku zmierza Trump i jakie są jego preferencje, jeżeli śladem swoich poprzedników będzie przedkładał kierunki pozaeuropejskie to trudno będzie spodziewać się skutecznej pomocy w zmianie układu sił w Europie poza słownymi deklaracjami, których nie szczędzono nam w przeszłości.

Może coś w tym względzie ujawni się w czasie wizyty w Polsce, wprawdzie można się obawiać, że jeżeli Trump skorzysta z rad „zawodowych” doradców waszyngtońskiej biurokracji, to w swojej wizycie w Polsce nie będzie szczędził komplementów i mglistych obietnic, „ bo Polacy są czuli na pochlebstwa”.

Trzeba coś takiego wyperswadować jeszcze przed wizytą zwracając uwagę na dotychczasowe doświadczenia ze stosunków amerykańsko – polskich.

Należy żądać konkretów, tylko na miłość boską, przestać biadolenia o wizach.

Po pierwsze to nie jest domena prezydenta, a po drugie nie dawać okazji, po raz nie wiem który, poprzestania na „dobrej woli”.

Jeżeli zaś zostałby ten temat poruszony to ze strony polskiej powinno paść suche oświadczenie, że sprawę traktujemy jako dyskryminację ze strony poprzednich władz amerykańskich w konsekwencji więcej szkodzącej Stanom Zjednoczonym niż Polsce i oczekujemy jak najrychlejszego uporządkowania jako działanie wstępne w dziele budowania na nowych zasadach stosunków między Polską i USA, a w ślad za tym stosunków amerykańsko europejskich.

Do konkretów należałoby zaliczyć żądanie większego zaangażowania amerykańskiego w akcje NATO w Europie, bowiem UE nie posiada żadnej siły obronnej i w obecnej sytuacji nie ma co liczyć na zmiany w tym względzie mimo apelów Trumpa.

Główna uwaga powinna być poświęcona rozwojowi stosunków gospodarczych przez wzmożenie wzajemnych obrotów.

W obecnej sytuacji wskazana byłaby pomoc amerykańska w rozwoju polskiego wydobycia gazu, a do czasu osiągnięcia samowystarczalności umożliwienie importu ze Stanów Zjednoczonych po amerykańskich cenach rynkowych.

Ta sprawa posiada przede wszystkim aspekt polityczny uniezależnienia Polski od Rosji, na czym powinno Ameryce zależeć.

Nie można też pominąć rachunku ekonomicznego, ceny gazu na amerykańskim rynku sięgały już 72 USD za 1000m3, przy cenie w granicach 80 dolarów i kosztach łącznych całej operacji z transportem i dystrybucją w granicach również 80 dolarów mielibyśmy gaz w cenie około 160 dolarów. Putin twierdzi, że sprzedaje Polsce gaz po 185 dolarów, co wydaje się niezbyt wiarygodne, ale w granicach tej ceny opłaca się importować gaz z Ameryki zmuszając europejskich dostawców do dostosowania się do tego poziomu.

Domaganie się konkretów to przede wszystkim działanie w kierunku większej obecności Stanów Zjednoczonych w Europie, które w dwudziestym wieku dwukrotnie porzuciły Europę oddając ją w ręce spisku rosyjsko niemieckiego.

Jak to się skończyło po pierwszej wojnie światowej odczuliśmy nie tylko my, ale cały świat z Ameryką włącznie.

Obecnie znajdujemy się dopiero w początkowej fazie rozwoju tego spisku, ale niewykluczone, że w najbliższym czasie może nastąpić gwałtowne przyśpieszenie z nieobliczalnymi skutkami.

Obecność Stanów Zjednoczonych ostudza wszelkie zapały w tym względzie

Za jedno możemy gwarantować, a mianowicie za entuzjastyczne przyjęcie amerykańskiego prezydenta przez Polaków, któremu jest ono potrzebne wobec powszechnej animozji wytwarzanej wokół jego osoby. Wystarczy tylko informacja gdzie i kiedy będzie przebywał.

Jest to nasz atut, nota bene nic nie kosztujący, ale stwarzający odpowiednią atmosferę negocjacyjną.

Nie możemy gwarantować realnego sukcesu na miarę potrzeb chwili w stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi, ale zrobienie wysiłku w tym kierunku będzie stanowiło pewien postęp i wpłynie na podniesienie poziomu notowań Polski na europejskim targowisku politycznym.

Pesymiści będą uważali, że próba zbliżenia z Ameryką wpłynie niekorzystnie na naszą pozycję w UE, a szczególnie w „Mitteleuropie”.

Nic bardziej błędnego, ani przymilanie się „protektorce”, ani Targowica nie uchroniły nas przed rozbiorami, podobnie jak poprzednie rządy pokorne wobec Moskwy i Berlina nie uchroniły nas przed jawną dyskryminacją i dążeniem do redukcji polskiego stanu posiadania.

Tylko odważne działanie w kierunku uniezależnienia się od antypolskiej zmowy daje szansę na sukces, częścią tego działania jest zbliżenie ze Stanami Zjednoczonymi w kierunku spowodowania ich powrotu do Europy.

Source: Powitanie Trumpa w Polsce