Rozmowa korespondentki radia Sputnik Iriny Czajko z doktorem filozofii z Instytutu Nauk Społecznych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach Cezarym Kalitą.

 — Na portalu TVN24 Biznes przeczytałam, że Chiny odzyskały pozycję lidera w globalnym rankingu najbardziej atrakcyjnych rynków do lokowania działalności produkcyjnej. Litwa została uznana za drugą najbardziej atrakcyjną lokalizację świata, ze względu na najniższe koszty pracy w Europie Środkowo-Wschodniej. Są one o 14% niższe niż w Polsce i o całych 30% niższe niż w Czechach. Jak by Pan to skomentował? Jakie są Pana zdaniem gospodarczego rozwoju Polski w najbliższych latach?

— Gospodarka polska przypomina w dużym stopniu gospodarkę chińską i to w okresie nie aktualnym, ale taką mniej więcej gdzieś sprzed 10 lat. Czyli Polska staje się taka swoistą montownią dla większości różnego typu przemysłów, korzystając z tego, że mamy stosunkowo dużą bliskość do rynków związanych z Europą. Ale jest to gospodarka mało innowacyjna. Oczywiście na poziomie takiej retoryki rządowej mówi się o innowacjach, ale to nie jest prosta sprawa. Innowacje wymagają naprawdę całościowego podejścia do problemów gospodarczych a nie tylko deklaracji, że teraz będziemy rozwijali innowacje. Stąd trzeba naprawdę bardzo poważnie rozstrzygnąć kwestie szkolnictwa wyższego, trzeba bardzo poważnie rozstrzygnąć kwestie inwestycji i przede wszystkim pieniędzy.

Nikt nie stworzy czegoś, co nie ma rachunku ekonomicznego. A w Polsce jest stosunkowo niskie zapotrzebowanie na innowacje. Chińczycy chcą kupować przede wszystkim nowe technologie i najbardziej nowoczesne zakłady czy fabryki, a nie montownie. Czas montowni się kończy. Tu konkurencji nie wygramy. Chiny sprzed 10 lat. To jest dzisiaj nasz etap rozwoju. To nie jest taka diagnoza mówiąca, że to jest perspektywa beznadziejna. Ale nie jest to perspektywa nowoczesna, mimo zapewnień retorycznych rządu.

 — Polska znalazła się na 13 miejscu pod względem wysokości płacy minimalnej wśród krajów UE. I jednocześnie jest w czołówce Grupy Wyszehradzkiej i w ogóle w czołówce krajów Europy Środkowo-Wschodniej. O czym to świadczy? Przecież ten wynik nie jest tak zły?

 — Nie jest zły i od 2008 roku trzeba przyznać, ze Polska naprawdę mino że inne kraje jakoś osłabiły rozwój, Polska w tym czasie dosyć dobrze się rozwijała. Uzyskaliśmy taki efekt swoistego przyspieszenia, w dużym stopniu dzięki opóźnieniu innych. Pomogły tutaj różnego typu koniunktury. Powiedzmy szczerze, rolnictwo polskie, które może i nie jest najnowocześniejsze, ale jest stosunkowo wydajne, stąd ten cały kapitał, cała nasza zdolność gospodarek, bo to się przede wszystkim liczy… PKB, on bardzo on bardzo mocno został podniesiony. W Polsce póki co nie mamy przedsiębiorstw flagowych, które byłyby markami globalnymi i to jest chyba taka swoista słabość. To jest bardziej już złożony proces, takie swoiste opóźnienie. Ale zobaczymy, ciężka praca, produktywność przynoszą efekty.

 — Niemiecki polityk Joschka Fischer w wywiadzie dla telewizji HRD powiedział: Niemcy i Francja stoją teraz przed historyczną szansą, być może ostatnią w tym stuleciu. Konieczne jest powstanie unii dwóch prędkości z Francją i Niemcami jako awangardą. Jak Pan na to patrzy, co Pan o tym myśli?

 — Tak jak mawiał Napoleon, jak człowiek się wspina w górę, to w każdej chwili może się zatrzymać, ale jak człowiek leci w dół, ten proces zatrzymania jest bardzo, ale to bardzo trudny i chyba znaleźliśmy się w takiej sytuacji, że zaczęliśmy wykorzystywać politykę zagraniczną, myślenie w kategoriach międzynarodowych do polityki wewnętrznej. Unia Europejska chce się rozwijać i nikt nie będzie stał na przeszkodzie takim mocarstwom jak Francja, która chce odbudować swoją pozycję, czy też posiadającym bardzo wysoką realną pozycję Niemcom. To jest już fakt. Unia będzie unią dwóch prędkości. Bądźmy szczerzy, nic bardziej nie konsoliduje społeczeństw, niż pieniądz. Jest czynnikiem bardzo silnie integrującym. W Polsce znowu zaczyna się dyskusja, że fajnie jest mieć walutę narodową, bo można na przykład ją denominować itd, można po prostu obniżać jej wartość. Można to robić doraźnie, w sytuacjach kryzysowych.

Tak naprawdę w gospodarce liczy się stabilność, zaufanie, więzi. Wszyscy chyba to znamy na poziomie indywidualnym, że nic bardziej nie scala np. rodziny, jak wspólny kredyt, czyli wspólne zobowiązania finansowe. Ten brak pragmatyzmu jest przerażający. Wykorzystuje różnego rodzaju lęki, a tym razem lęki przed euro. Powiedzmy sobie szczerze, na tą stosunkowo wysoką pozycję Polski w Europie, jaka jeszcze dwa lata temu była dosyć powszechnie uznana, chętnych jest cała masa. Przykładem są tutaj Węgry, swoisty fenomen świetnej rozgrywki Orbana, który jest prawdziwym liderem Europy Środkwo-Wschodniej. A nie my wierzymy ciągle, że to są Polacy. Nie, coś się tutaj zmieniło. A nasi politycy niestety tego nie dostrzegają. Stąd mówię, można być w ostatnim wagonie pociągu, siedzieć — to fajnie jak się siedzi jeszcze w pociągu — ale w momencie, kiedy się spóźni na pociąg, a obawiam się, że pociąg z napisem Unia Europejska się zaczyna oddalać i niekoniecznie już siedzimy w ostatnim wagonie.