W Bawarii funkcjonuje już Bayernpartei żądająca „niepodległej Bawarii w zregionalizowanej Europie”.

1. Dywersja

Zabrzmi to jak political-fiction, ale na miejscu zwierzchników odzyskiwanych właśnie dla Polski służb specjalnych poważnie rozważyłbym możliwość wykreowania secesjonistycznej partii… w Bawarii. Nierealne? A może przynajmniej warto spróbować? Za chwilę postaram się Państwu wyjaśnić, dlaczego sądzę, że warto zainwestować w taką „kombinację operacyjną”, ale wpierw zastanówmy się, czy „tutajkrajowe” służby byłyby w ogóle zdolne coś takiego przeprowadzić.

Otóż jeżeli w kontekście działalności służb specjalnych III RP można mówić w ogóle o jakiejkolwiek skuteczności, to niewątpliwie na konto – przyznaję, że dość specyficznych – „sukcesów” należy zaliczyć umiejętność kreowania bytów politycznych. Zdolność ta, odziedziczona w „pamięci genetycznej” po PRL-u, została wraz z odpowiednimi kadrami przeniesiona do PRL-bis. Rękę starych sprawdzonych fachowców oraz wyszkolonych przez nich następców było znać przy wylansowaniu Stanisława Tymińskiego, później przy Lepperze sprawnie kanalizującym społeczne frustracje, tak by burze omijały rząd Leszka Millera, a nie omijały Jarosława Kaczyńskiego, przy narodzinach PO, której jednym z akuszerów był Gromosław Czempiński, następnie wokół Palikota z Dukaczewskim i Urbanem w tle, ostatnio zaś – przy narodzinach Nowoczesnej Ryszarda Petru bez problemu otrzymującej wielomilionowe kredyty „na start”, zanim jeszcze na dobre rozpoczęła działalność.

Zatem jak widać, kompetencje są i warto, by wreszcie zagrały one na korzyść Polski – trzeba tylko je przenieść na pole zagraniczne. Zwerbować agenturę spośród sfrustrowanych, odsuwanych na margines działaczy politycznych i społecznych, niespełnionych rewolucjonistów, nacjonalistów wrogich berlińskiej administracji itd. Swojego czasu znakomicie dawali sobie z tym radę Sowieci, konstruując i sponsorując na Zachodzie różne lewackie struktury, dziś to dzieło kontynuuje putinowska Rosja, wspomagając ugrupowania nacjonalistyczne – te wszystkie Fronty Narodowe, PEGID-y, Złote Świty… Gra na ekstremizmach – zarówno lewicowych, jak i prawicowych – należy do stałego repertuaru Kremla i nie ma powodów, byśmy na własną miarę nie mieli skorzystać z tej odbywającej się na naszych oczach lekcji.

2. Bawarski kocioł

No dobrze, powie ktoś, ale właściwie czemu akurat Bawaria? Ano dlatego, że osłabienie Niemiec leży w naszym najlepiej pojmowanym interesie. Jeżeli na serio myślimy o politycznej emancypacji Polski i szerzej – Europy Środkowej – spod kurateli Berlina, musimy poderwać jego europejską hegemonię. Sprowokowanie wewnętrznych kłopotów w najbogatszym landzie zmusiłoby Niemcy do skoncentrowania się w znacznej mierze na własnych problemach i ograniczenia mocarstwowych zapędów. A tak się składa, że właśnie w Bawarii na skutek zalewu przez hordy migrantów jest obecnie największy potencjał społeczny do postulowanej tu dywersji.To trochę tak jak z naszym Śląskiem – zaniedbanie tego regionu i upadek przemysłu doprowadziły do masowej frustracji, która dała pożywkę RAŚ. Chyba nikt nie ma wątpliwości, komu i czemu służy działalność Gorzelika i ferajny. Spójrzmy tylko, ile kłopotów zdążyła przysporzyć Polsce ta marginalna w gruncie rzeczy organizacja. Czas odpłacić pięknym za nadobne.

Wracając do Bawarii. Samobójcza polityka Angeli Merkel stworzyła korzystne dla nas podglebie nastrojów. Przytaczałem niedawno pokrótce na łamach „Warszawskiej Gazety” relację pewnego mieszkającego w Niemczech od 35 lat Polaka – właściciela dobrze prosperującej firmy, który w 1980 wyjechał ze Śląska za chlebem do „Reichu” i tam się „zasymilował”. Tutaj nieco tę relację poszerzę. Bawarczycy są generalnie wściekli na Merkel, uważają, że wpuszczając do „Heimatu” tabuny obcych, zdradziła własny naród. Ludzie są przerażeni zarówno skalą migracji, jak i nastawieniem przybyszów, którzy od progu pytają, gdzie są te przygotowane dla nich domy… Muzułmanie zwykli np. wchodzić do Aldiego, brać z półek całe zgrzewki napojów (oczywiście nie płacąc), następnie przed tym samym dyskontem wylewać je na ziemię i wracać z opróżnionymi butelkami, by… sprzedać je jako surowce wtórne. Zastraszona obsługa nie śmie protestować. Można sobie wyobrazić, jakie są reakcje zwykłych Niemców na takie obrazki.

Wnuki osoby, której relację tu przytaczam, mówią już bardzo słabo po polsku. Pochodzą z mieszanych małżeństw, a rodzice chcieli, by bez problemów wtopiły się w niemieckie otoczenie. Teraz na gwałt rodzice postanowili uczyć je polskiego – na wypadek, gdyby trzeba było z powrotem ewakuować się na Śląsk. Może więc okazać się, że czeka nas fala powrotów – ale nie emigrantów z Wysp Brytyjskich, tylko tych, którzy jeszcze za PRL-u wyjechali do RFN „na saksy” i już tam zostali. Część z nich „przypominała sobie” na tę okoliczność o niemieckich korzeniach – być może zaczną sobie teraz przypominać o Polsce…

W każdym razie popularna jest wśród Bawarczyków teoria spiskowa, że Merkel, Obama i Putin to iluminaci, którzy postawili sobie za cel rozwalić Niemcy i Europę. Zostawiając na boku kwestię przynależności organizacyjnej światowych przywódców, sam fakt powodzenia tego typu teorii świadczy o panujących nastrojach. Niemcy czują się oszukani i zdradzeni – i to nie tylko przez klasę polityczną, ale przez elity jako takie – w tym również media. Zatem jeśli faszeruje się nas „opiniotwórczymi” niemieckimi gazetami, to warto mieć świadomość, że prezentowane w nich poglądy rozjeżdżają się całkowicie z opiniami zwykłych Niemców. Bo trzeba dodać, że Bawarczycy mają obecnie dwóch idoli – Viktora Orbána i Jarosława Kaczyńskiego. Ów Ślązak, do niedawna zagorzały „kaczkożerca”, powiedział wręcz, że gdyby mógł, to Kaczyńskiego serdecznie by wyściskał. Poza sprzeciwem wobec imigrantów Niemcy liczą, że polityka Węgier i Polski doprowadzi do osłabienia UE, a może wręcz do rozpadu (bo za zaistniały stan rzeczy Niemcy winią również Brukselę) – a wtedy będą mogli wreszcie zaprowadzić u siebie porządek. Na podobnej zasadzie nagle „Wessi” (Niemcy z dawnego RFN) zapałali sympatią do „Ossi” (Niemców z byłej NRD), których do niedawna traktowali niewiele lepiej niż innych mieszkańców byłych „demoludów”. Płonące ośrodki dla uchodźców i generalny sprzeciw wschodnich landów wobec ich przyjmowania stały się istotnym czynnikiem przełamującym lody.

3. Bawarscy secesjoniści

Powyższe widzi również premier Bawarii i szef CSU Horst Seehofer – w szczycie kryzysu imigracyjnego ostentacyjnie wręcz spotykał się z Orbánem, za nic mając opinię Berlina. Oczywiście, CSU nie zerwie ani koalicji z CDU, ani nie wystąpi z federacji. Dlatego właśnie należy wykreować odrębny byt polityczny prący w tym kierunku lub wspomóc któryś z już istniejących.Za jego pośrednictwem należy przedstawiać Berlin jako źródło problemów, przekonywać, że Bawaria doskonale poradzi sobie sama (co jest zresztą prawdą). No i krzyczeć, że Merkel to iluminatka na pasku mrocznych, globalnych sił. Takie proste wytłumaczenie skomplikowanych problemów zawsze działa przynajmniej na jakąś część publiczności. W 2012 czołowy polityk CSU Wilfried Scharnagl wydał książkę „Bayern kann es auch alein” („Bawaria może być też sama”). W Bawarii funkcjonuje też Bayernpartei (Partia Bawarska) żądająca „niepodległej Bawarii w zregionalizowanej Europie” – może by do nich zapukać? Zresztą nasi służbowi specjaliści od zagospodarowywania społecznych nastrojów sami będą wiedzieli najlepiej.

Oczywiście, odłączenie Bawarii od Rzeszy… to jest, chciałem rzec, od Federacji to plan maksimum, raczej trudny do zrealizowania (choć, jak pokazuje przykład Katalonii, uruchomione wydarzenia mogą nabrać własnej dynamiki i kto wie, do czego ostatecznie doprowadzą). Na pewno jednak w naszym zasięgu jest wywołanie niepokojów, wewnętrzna destabilizacja i rozliczne zgryzoty tym wywołane. Sięgnę tu do jednej z moich ulubionych lektur – „Bolesława Chrobrego” Antoniego Gołubiewa. Jest tam taka scena, kiedy Bolesław każe wyłożyć przed sobą wszystkie zgromadzone kosztowności, po czym zaczyna je rozdysponowywać: temu możnowładcy w Niemczech wysłać tyle a tyle, tamtemu znowuż tyle… i tak dalej. Efektem jest wzmożenie wojny domowej w Cesarstwie i walki o koronę. Nawet jeśli to literacka wizja autora, to co do zasady tak właśnie winniśmy postępować i partia bawarskich secesjonistów byłaby tu pierwszym krokiem. Na to nie warto żałować, tak jak Niemcy nie żałują na systemową korupcję u nas. Niemcy borykające się z wewnętrznym kryzysem społeczno-politycznym to zarazem chwila oddechu dla nas i moment, w którym będziemy mogli umocnić regionalną współpracę oraz sojusze w ramach Europy Środkowej – od Bałtyku po Morze Czarne. Z niemiecką, polityczną „czapą” dominującą w przestrzeni Mitteleuropy prawdziwie wielkiej i niepodległej Polski się nie zrobi.

Napisane przez 

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Polska Niepodległa!