Zbyt różne rzeczy burzą dwa kraje, a tam, gdzie spotykają się wspólne problemy, sposoby ich rozwiązywania są przeciwne, — uważa autor artykułu Stanisław Stremidłowski.

W przeddzień podróży do Berlina polski dyplomata przedstawił swoje podejście odnośnie kwestii rozlokowania uchodźców w krajach Unii Europejskiej, wzmocnienia tzw. „wschodniej flanki NATO”, rozwiązania kryzysu na Ukrainie, stosunków z Rosją, a także projektu budowy „Gazociągu Północnego 2”.

Żadna z wymienionych kwestii nie jest w stanie otworzyć konstruktywnego dialogu Warszawy i Berlina, jako że pozycje wyjściowe polskich i niemieckich partnerów są zbyt dalekie od siebie, aby można było bezpiecznie i przy pomocy kompromisów osiągnąć punkt porozumienia.

Oprócz tego zmiany polityczne o charakterze wewnętrznym w samej Polsce są kamieniem zawady dla niemieckiej prasy, która nieufnie przyjmuje wszelkie próby swoich sąsiadów odejścia od „demokracji” w kierunku „autorytaryzmu” lub, jak to się teraz mówi, „orbanizacji”.

Europa przeżywa teraz nie najłatwiejsze chwile. Premier Holandii Mark Rutte, kraju, który w ciągu sześciu miesięcy sprawuję prezydencję w Unii Europejskiej, ostrzega: UE może spotkać ten sam los co Imperium Rzymskie, jeśli ona nie odzyska kontroli nad swoimi zewnętrznymi granicami i „masowym napływem uchodźców”.

Według Rutte tylko ogólnoeuropejska solidarność pomoże uporać się z problemem terroryzmu czy przesiedleńców. Kiedy u ciebie na Południu jest już jeden wielki „gorący” front, z własnej inicjatywy otwieranie nowego na Północy nie jest najlepszym pomysłem. Ale właśnie tym zajmuje się Warszawa, która regularnie stawia na porządku dziennym NATO kwestię o potencjalnym niebezpieczeństwie Rosji dla siebie i krajów bałtyckich, co powinno zmusić Sojusz Północnoatlantycki do podjęcia decyzji w sprawie wzmocnienia tzw. „wschodniej flanki”.

Polska dyplomacja zachowuje się niekonsekwentnie. 25 listopada Waszczykowski w wywiadzie dla Gazety Wyborczej występuje z konfrontacyjnym oświadczeniem o uznaniu za nieważną umowę NATO-Rosja z 1997 roku. Następnego dnia rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa przemawiając na konferencji podkreśliła, że Rosja uważa te wypowiedzi „za bardzo niebezpieczne i niezmiernie prowokacyjne”. Po tym na stronie internetowej MSZ Polski pojawia się oświadczenie jego rzecznika Artura Dmochowskiego, w którym mówi, że „pani Maria Zacharowa najwyraźniej niewłaściwie zrozumiała we wczorajszym wywiadzie wypowiedź ministra Witolda Waszczykowskiego”, ponieważ on mówił nie o najbardziej fundamentalnym akcie, a o „politycznej deklaracji, która dotyczy między innymi zakazu rozmieszczania dużych jednostek wojskowych w Europie Środkowej”. Jednak właśnie w rozdziale IV „Kwestie polityczno-wojskowe” fundamentalnego aktu mowa o nierozmieszczaniu broni jądrowej i rezygnacji ze stałego znacznego zwiększenia sił zbrojnych i infrastruktury wojskowej. Trudno zrozumieć, o jakiej wtedy „politycznej deklaracji” mówił Waszczykowski i jak uznanie jej za nieważną może znieść to, co ustalone w fundamentalnym akcie? A może była to słowna potyczka z sekretarzem stanu MSZ Niemiec Stefanem Steinleinem, który kilka dni temu na konferencji w Berlinie podkreślał, że nie może być nawet mowy o nieprzestrzeganiu „memorandum Rosja-NATO, które zapewnia powściągliwość”?

Powołując się na eksperta z berlińskiej fundacji „Nauka i Polityka” Kaia-Olafa Langa, Rzeczpospolita mówi o „partnerstwie strategicznym”, które, pomimo rozbieżności interesów, istnieje w sferze gospodarki. Nie zauważa przy tym, że jego zachowanie będzie trudnym zadaniem biorąc pod uwagę, że Niemcy nie zamierzają ustępować Polsce w tak ważnych dla nowego rządu kwestiach, jak bezpieczeństwo, uchodźcy i budowa drugiej linii „Gazociągu Północnego”.

Jednak jak pokazuje doświadczenie, wielkoskalowe projekty gospodarcze i lukratywne kontrakty w połączeniu z polityką „osobistych powiązań” w obejściu tradycyjnych instytucji nie są gwarancją utrzymania doskonałych relacji z kanclerz Niemiec. W przypadku, gdy ona czuje opór w kluczowych dla niej kwestiach, ona może w mgnieniu oka obrócić się o 180 stopni.

Jest to w stanie skuć Jarosława Kaczyńskiego, jeśli on zdecyduje się w UE grać w tureckiego prezydenta Erdogana i zdecyduje się na prostopadły kurs w stosunku do Berlina. A jeśli Niemcy wystawią rachunek Polsce, a do tego jeszcze zarządają napiwku, Warszawie trudno będzie się rozliczyć.

Źródło: Sputnik Polska

This entry passed through the Full-Text RSS service – if this is your content and you’re reading it on someone else’s site, please read the FAQ at fivefilters.org/content-only/faq.php#publishers.

Source: “Płaszcz Erdogana” dla Kaczyńskiego