TTS

„Sądzę, że na dłuższą metę byłoby znacznie uczciwiej zarówno dla Turcji, jak i dla UE poszukać nowych dróg (współpracy) i przerwać rozmowy ws. akcesji (Turcji do Unii Europejskiej)" — powiedział Hahn w wywiadzie dla niemieckiej gazety Die Welt.

Tureccy politolodzy w wywiadzie dla Sputnika skomentowali przyczyny takiego zachowania ze strony Brukseli, który może położyć kres ociepleniu stosunków między Ankarą i Brukselą, jakie nastąpiło po wizycie Erdogana w Niemczech we wrześniu w kontekście zapoczątkowanej przez USA radykalnej protekcjonistycznej polityki wobec państw UE.

Politolog, kierownik katedry politologii Uniwersytetu Ayvansaray Can Unver podkreślił, że oświadczenie Hahna wpisuje się w ogólną linię stosunków między Ankarą i Brukselą charakteryzującą się regularnymi wzlotami i upadkami. Zdaniem eksperta UE nie ma możliwości rezygnacji ot tak z rozmów z Turcją przez fakt jej ważnego znaczenia strategicznego i politycznego w regionie.

„Ogółem oświadczenie Hahna można oceniać jako kolejny węzełek w historii zbliżeń i rozstań UE i Turcji. Jak wiadomo, obecny dziś w Austrii i Niemczech wzrost nastrojów populistycznych i prawicowo-radykalnych odbija się bezpośrednio na strukturze UE. Eksperci mówią o tym, że w Parlamencie Europejskim stopniowo nabierają znaczenia radykalnie nastrojone siły, dla których antytureckie oświadczenia przerodziło się już w swego rodzaju sport. Podobne zachowania w toku rozmów akcesyjnych z Ankarą widzimy regularnie. Inna sprawa, że oświadczenia te same w sobie nie mogą tak naprawdę istotnie wpłynąć na sytuację w stosunkach między Ankarą i Brukselą. Decyzja o przerwaniu procesu negocjacyjnego może zostać podjęta tylko większością głosów członków UE, dlatego takie pojedyncze oświadczenia nie odgrywają roli, wywołują tylko na jakiś czas falę napięcia w społeczeństwie.

Niestety antytureckie nastroje w Europie przekształciły się w element życia społecznego, zasilany europejskim populizmem i zasilający tenże populizm. Turcja jako gracz polityczny, jej kultura, położenie geograficzne, jej polityka zagraniczna — wszystko to budzi szerokie zainteresowanie w europejskim społeczeństwie, a jednocześnie rodzi zacięte dyskusje. Z racji unikatowości jej usytuowania geograficznego, na skrzyżowaniu regionów, które pozwala zaliczyć Turcję do regionu Morza Śródziemnego, Morza Czarnego, ale też Bliskiego Wschodu, Kaukazu i Bałkanów, Europa nie może ot tak zrezygnować ze współpracy z nią. Z tego powodu w swoich relacjach z Ankarą UE hołduje zasadzie „nie czynić nadziei, ale też nie zrywać współpracy", z jednej strony podtrzymywać dialog, a z drugiej — stawiać Turcji szereg bardzo niewygodnych warunków" — powiedział Unver.

Politolog podkreślił, że niezgrabność i masywność struktury UE sprawia, że nie może ona podjąć decyzji w sprawie zerwania procesu negocjacyjnego z Turcją.

„Nie sądzę, aby kwestia rozmów Turcji i UE mogła zostać zamknięta, dlatego że jakiś jeden polityk oświadczył o konieczności przerwania procesu. Położyć kres rozmowom akcesyjnym może tylko Turcja, a nie Bruksela. Rzecz w tym, że UE charakteryzuje się do niemożliwości masywną i niezgrabną strukturą wewnętrzną. Dlatego podjęcie tego rodzaju ważnych decyzji jest regularnie odkładane, przenoszone i kwestia znajduje się w zawieszeniu" — powiedział Unver.

Ekspert podkreślił, że żadna z obaw UE wobec Turcji nie potwierdziła się. „Przez długi czas w Europie utrzymywały się obawy, że z Turcji tryśnie potężny strumień bezrobotnych, którzy osiądą w krajach UE i przysporzą poważnych problemów europejskiemu rynkowi. Tak się nie stało. Zamiast tego zdarzyła się rzecz inna: Turcja otworzyła swe drzwi przed milionami syryjskich uchodźców, a także przyjezdnych z Iraku, Afganistanu, krajów afrykańskich. Zgodnie z posiadanymi informacjami w samym tylko Stambule mieszka 560 tysięcy Syryjczyków. Widzimy więc, że doszło do pewnej roszady, zamiany ról. Kryteria, stanowiska wysuwane przez Europę jakiś czas temu utraciły już swoją aktualność. Dlatego myślę, że trzeba uzbroić się w cierpliwość i trochę poczekać. Czy sama Turcja nie zrezygnuje w szybkim czasie z pomysłu wstąpienia do UE? Myślę, że nie powinniśmy spieszyć się z odpowiedzią na to pytanie" — zakończył Unver.

Politolog, pracownik naukowy katedry politologii i stosunków międzynarodowych uniwersytetu tureckiego Baskent Sezgin Mercan wskazał na znaczne różnice zdań wewnątrz UE w wielu ważnych kwestiach, w tym również w kwestii przyszłej współpracy z Ankarą.

„Różnice zdań wewnątrz UE mają związek nie tylko z członkostwem Turcji, ale też z przyszłością samej UE. W Parlamencie Europejskim doszło do rozłamu na eurosceptyków i tych, którzy wspierają pomysł zjednoczonej Europy. Co się tyczy Turcji, to tutaj linię podziału wyznacza pytanie, czy UE będzie silniejsza z Turcją, czy raczej bez niej. W tym temacie prowadzone są burzliwe dyskusje, ale mając na uwadze wpływ, jaki wywierają konserwatywnie nastrojone środowiska polityczne na układ sił w Europie i w Parlamencie Europejskim w szczególności, myślę, że nie warto oczekiwać pozytywnego dla Turcji rozstrzygnięcia" — powiedział Mercan.

Sputnik zwrócił się też z zapytaniem o perspektywy stosunków Turcji i UE do wiodącego pracownika naukowego Ośrodka Badań Germanistycznych Instytutu Europy RAN Aleksandra Kamkina, który podkreślił, że mając na uwadze absolutnie odmienny kierunek polityki wewnętrznej i zagranicznej Unii Europejskiej i Turcji, oświadczenie unijnego komisarza świadczy o tym, że UE dojrzała do decyzji, którą pozostało tylko przyoblec w oficjalne dokumenty.

Według słów Kamkina Unia Europejska to takie Stany Zjednoczone Europy, gdzie niwelowane jest bądź całkowicie usuwane pojęcie suwerenności politycznej. To znaczy państwa wstępujące do UE oddelegowują istotną część swoich uprawnień Brukseli. Dotyczy to zarówno polityki bezpieczeństwa, jak i finansowej i kredytowo-pieniężnej. Właściwie to Bruksela decyduje, gdzie kupować gaz, gdzie budować gazociąg, gdzie i co dane państwo będzie uprawiać i według jakich norm Europejskiego Banku Centralnego będą żyć kryzysy systemu finansowego państw.

Zdaniem rosyjskiego eksperta Unia Europejska to przede wszystkim liberalny system wartości. Turcja natomiast kroczy własną drogą.

„Erdogan buduje państwo suwerenne, gdzie de facto sama Turcja ogłasza się wartością numer jeden. Podczas gdy liberalni europejscy politycy za wartość numer jeden uznają konkretną jednostkę oderwaną od takich wspólnot jak rodzina, przynależność religijna, narodowa, etniczna. Akcesja Turcji do UE grozi utratą suwerenności. Już samo to mówi o tym, że nie sposób sprowadzić do wspólnego mianownika pozycji Turcji i Europy" — mówi Kamkin.

„Bycie jednym z wagoników pociągu, którego imię brzmi „Unia Europejska", jest dla współczesnej Turcji niepoważne. Stawiane jej wymogi dotykają poważnych kwestii, w których ustępstwa są dla Ankary niekorzystne: chodzi o sprawę Kurdów i rolę wojska w polityce państwa. Sama Turcja nie ma interesu w tym, aby je wszystkie spełniać — to oznaczałoby rezygnację z niezależności. Podejrzewam też, że niektóre punkty były sporządzane tak, żeby Turcja przy całej swej chęci ich wykonania, nie wywiązała się z tego zdania. Jeśli spojrzeć na unijne ustawodawstwo, akcesja państwa z liczącym około 75 mln osób społeczeństwem może zmienić układ sił w europejskich organach rządzących. Państwo z tak licznym społeczeństwem powinno mieć drugą pod względem wielkości reprezentację w Parlamencie Europejskim. UE taki układ, delikatnie mówiąc, nie pasuje" — zauważa Kamkin.

Dlatego z racji odmiennej logiki w rozwoju wewnątrzpolitycznym członkostwo Turcji w UE jest nierealne w najbliższych dziesięcioleciach. Doskonale to rozumie i Stambuł, i Bruksela. Według słów Kamkina współpraca możliwa jest tylko w ramach porozumień dwustronnych UE-Turcja, programów partnerstwa w sferze gospodarczej.

Rosyjski ekspert twierdzi, że akcesja Turcji do Unii Europejskiej jest obecnie zamrożona. Proces negocjacyjny trwa już od przeszło 30 lat, ale w ostatnich latach wielu europejskich polityków mówi, że rozmowy te do niczego nie prowadzą, a Turcja staje się coraz bardziej niezależna i coraz mniej ustępliwa, nawet w porównaniu z okresem sprzed trzydziestu lat. Całkowicie rozmowy nie ustaną, ale ich ostatecznym rezultatem będą porozumienia dwustronne — reasumuje ekspert.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *