Dziś pytanie czy Unia Europejska przetrwa kolejną kadencję swojego Parlamentu wydaje się tym zasadniejsze, że jesteśmy świadkami przyspieszonego procesu zmiany całego systemu politycznego Europy, jak również zwiększonej presji czynników geopolitycznych i rozsadowych, z którymi dotąd projekt europejski nigdy nie musiał się mierzyć i na które nie wypracował jeszcze skutecznej reakcji.

NAJPOWAŻNIEJSZY KRYZYS EUROPY

By wzmocnić i ułatwić stratyfikację na naród polityczny i proli — elity europejskie zdecydowały się na sprowadzenie do Europy milionów imigrantów, zakładając, że za jednym zamachem uda się załatwić kilka spraw.

Po pierwsze, na płaszczyźnie ekonomicznej — podtrzyma się miejscową gospodarkę, zwłaszcza sektor usług i przede wszystkim duszące się już systemy emerytalne.

Po drugie, w sferze świadomości uda się szybko wykorzenić przybyszów (tak jak ich poprzednie fale), co uczyni nowych mieszkańców podatnymi na indoktrynację w duchu liberalizmu, politycznej poprawności, dalszej atomizacji społecznej i typowo neokapitalistycznego połączenia niedoboru czasu z nadmiarem konsumpcji.

I wreszcie po trzecie chodziło o bieżący efekt polityczny — sterroryzowanie własnych społeczeństw, uzyskanie w ten sposób ich poparcia dla kolejnych „akcji anty-terrorystycznych” i realizacji celów politycznych USA i Izraela, jak również zgody na dalsze ograniczanie praw obywatelskich, na permanentną inwigilację i usankcjonowanie władzy elit metodami siłowymi.

Jak się okazało — eksperyment ten udał się jedynie połowicznie.

Społeczeństwa Zachodu rzeczywiście częściowo uległy psychozie anty-imigranckiej, ale zamiast w związku z nią dać jeszcze szersze przyzwolenie rządom na kontynuowanie procesów globalizacyjnych — zaczęto szukać metod samoobrony.

Elity europejskie sporo wysiłku włożyły, by nie dać się zaskoczyć reakcjami narodowymi.

Za symboliczną cezurę można by uznać pamiętną sprawę Breivika, gdy niedwuznacznie wskazano oddolnym ruchom europejskim fałszywy kierunek buntu, na zasadzie: „chcecie wyrazić swój sprzeciw — bądźcie jeszcze bardziej „anty-terrorystyczni”, pro-amerykańscy i pro-syjonistyczni niż rządy, a my będziemy udawać, że naprawdę się z wami kłócimy na przykład o imigrantów„.

W kolejnych latach takich False Flag było coraz więcej, wraz z coraz bardziej dziwacznymi i kuriozalnymi zamachami, do jakich dochodziło w stolicach Zachodu. Z jednej strony per saldo zawsze służyły one strategicznym celom elit, by jednak jednocześnie pobudzać anty-elitarne nastroje społeczne.

Właśnie to zapętlenie jest kluczem do zrozumienia sytuacji politycznej Europy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego IX kadencji.

W kontekście ostatnich wyborów prezydenckich we Francji, wyborów parlamentarnych we Włoszech, w Niemczech, w Austrii — widać wyraźnie, że w maju 2019 r. na Zachodzie Europy staną przeciw sobie bloki obecnego establishmentu (pospołu chadecy, socjaldemokraci i liberałowie oraz rebrandowane ruchy post-polityczne w rodzaju En Marche! Emmanuela Macrona, czy à la-Podemos-owskiej neo-lewicy) przeciw słabo skoordynowanym na poziomie europejskim ruchom populistyczno-narodowym.

Tym drugim trudno jest zresztą skoordynować działania, ze względu na fundamentalną sprzeczność — odwołując się do elementów narodowego egoizmu z definicji nie mogą występować z platformą ponad-narodową. 

Ponadto zaś — widoczne są skutki jednostronnie narzuconego przez elity języka politycznego. O ile więc dana partia czy ruch jakoś oswoił ze sobą wyborców we własnym kraju — o tyle potencjalny partner zagraniczny wciąż ma dorobioną gębę „faszysty, z którym nie wolno się zadawać„.

Dzięki takim banalnym sztuczkom — establishment może wspólnie prowadzić walkę z ruchami wstępującymi, co boleśnie odczuła np. Marine Le Pen zaatakowana nie tylko przez elity francuskie, ale i przez idącą im na pomoc całą „postępową” Europę. Również jakiekolwiek wystąpienie nie polit-poprawne w Niemczech, poddanych od ponad siedmiu dekad wyjątkowo ścisłej indoktrynacji i kontroli — wywołuje momentalny i jednoznacznie negatywny osąd „całej Europy„. 

Narody europejskie przystępują więc do bitwy z rządzącym nimi Nowym Narodem Politycznym z pozycji wyraźnie słabszych, w dodatku nie do końca uświadamiając sobie wagę prowadzonej rozgrywki.

Jej przebieg jest zresztą zaburzany także przez dużo mocniejsze niż wcześniej, bezpośrednie wmieszanie czynnika zewnętrznego.

„WHO LET THE DOGS OUT?!”

Kompleks wojenno-przemysłowy rządzący obecnie Stanami Zjednoczonymi wydaje się być zdeterminowany, by wskazać projektowi europejskiemu przewidzianą dla niego wcześniej podrzędną, czysto utylitarną pozycję — albo ostatecznie go zakończyć.

W tym celu Waszyngton zdecydował się użyć nie tylko tradycyjnego, zgranego już nieco narzędzia, czyli Zjednoczonego Królestwa, ale także swoich nowszych politycznych nabytków — kolonii środkowo-europejskich, czyli przede wszystkim Polski, Rumunii i krajów bałtyckich.

Wyprowadzenie UK z Unii Europejskiej miało nie tylko stanowić ostrzeżenie i zaburzyć elementy finansowania struktur europejskich. Był to także z premedytacją wdrożony przykład, mający uzasadnić i ośmielić naturalne tendencje odśrodkowe w należących do UE krajach dawanego Bloku Wschodniego.

Paradoks polega na tym, że w wyniki kilkunastu lat intensywnej indoktrynacji były one dotąd najbardziej entuzjastycznie nastawione do procesów integracyjnych, łącząc je z wszelkimi przejawami postępu cywilizacyjnego, a ignorując swoją podrzędną, podwykonawczą rolę rynków zbytu i źródeł taniej siły roboczej, a także cały bagaż marnotrawstwa, złodziejstwa i korupcji towarzyszący rozdysponowywaniu zachodnich środków inwestycyjnych.

Teraz jednak następuje zmiana — czy wykorzystując oddolny eurosceptycyzm i tradycjonalizm (jak w Polsce), czy stymulując konflikty z elitami Brukselskimi (jak na Węgrzech) czy jak na całym tym obszarze po prostu strasząc starymi znajomymi, imigrantami (no i Rosją…) — Amerykanie pośpiesznie animują własną Europę przeciw Europie. Określany ostatnio jako Trójmorze eksperyment poza Polską, Rumunią i Bałtami nie odnosi wprawdzie sukcesów, jednak staje się coraz bardziej realnym czynnikiem nacisku na Brukselę. A pamiętajmy, że 1/7 europosłów pochodzić będzie po 2019 r. właśnie z amerykańskich kolonii w Europie. W prawdziwym parlamencie nie byłoby to dużo, jednak w ramach gremium, które przecież niewiele ma wspólnego z realną demokracją czy przedstawicielstwem — może to być istotny czynnik waszyngtońskiego lobbingu.

CZAS TRANZYCJI

Biorąc pod uwagę wszystkie zarysowane czynniki — Unia Europejska nie będzie już taka dotąd, nie wiadomo czy w ogóle przetrwa, a już wybrany w przyszłym roku Parlament Europejski nie tylko może nie przypominać poprzednich, ale może być ostatnim w obecnym kształcie Wspólnoty.

Po raz pierwszy nie z pojedynczych państw, ale w praktyce z całej Zachodniej UE w składzie PE wybrani zostaną eurodeputowani zdeterminowani przynajmniej spowolnić, jeśli nie powstrzymać i odwrócić procesy budowy państwa europejskiego uczestniczącego w globalizacji.

Elity reagują zwarcie szeregów, częściowym przejęciem niektórych haseł populistów i animowaniem własnych, fałszywych ruchów populistycznych, kanalizujących społeczne niezadowolenie. Bezpośrednio i coraz mocniej w sprawy europejskie ingerować chcą Amerykanie, wykorzystując w tym celu swoich środkowo-europejskich wasali.

Z kolei coraz silniejsze naciski Waszyngtonu budzą negatywne reakcje nawet europejskich elit, nadal posłusznych w pryncypiach, ale chcących uchronić swoje partykularne zyski, także te z relacji z Rosją, Chinami czy Iranem. To potęguje napięcia.

© AP Photo / Geert Vanden Wijngaert
Posiedzenie Parlamentu Europejskiego w Brukseli

Cała Unia Europejska trzeszczy w posadach i wiadomo już, że w obecnym kształcie nie przetrwa. Musi zreformować się, odnajdując i uznając europejską tożsamość poszczególnych narodów składowych — albo załamie się pod ciężarem nierozwiązywalnych sprzeczności, stymulowanych dodatkowo przez potężnych sąsiadów i rywali.

Dlatego właśnie te wybory będą tak ważne.

Zwłaszcza, jeśli będą ostatnie.

Konrad Rękas, polski publicysta

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tekst jest publikowany za zgodą Autora. Oryginał pierwotnie ukazał się na stronie Geopolitica.ru/pl.

Leave a Reply