Do pisarza miało zgłosić się wiele osób, które twierdzą, że były molestowane i gwałcone przez muzyka jazzowego. W Polsat News przekazał on, że w tym gronie „nie są tylko kobiet”.

„Chcą iść do sądu i spojrzeć Sadowskiemu w oczy”

– Zgłosili się do mnie również dwaj mężczyźni. Jeden z nich był molestowany w latach 80., kiedy miał 10 lat. Po wyjeździe z Polski zrobił dużą karierę w jednej z korporacji. Przyjechał do Polski, żeby spojrzeć panu Sadowskiemu w oczy – podkreślił. 

Według Zielke, osoby, które „Sadowski miał krzywdzić miały od 10 do 17 lat”. 

Na pytanie, czy nie boi się, że oskarżenia pod adresem Sadowskiego mogą być fałszywe, stwierdził, że pokrzywdzeni zgłaszają się do niego „pod imieniem i nazwiskiem”.

– Oni chcą iść do sądu i spojrzeć Sadowskiemu w oczy – dodał. 

„Wszystkie zarzuty już się przedawniły”

Zielke odniósł się również do oświadczenia Sadowskiego, w którym muzyk napisał, że przed publikacją dotyczących go materiałów nikt nie podjął próby kontaktu z nim, „w celu dowiedzenia się jak wygląda cała historia z mojego punktu widzenia”. 

– Na tydzień przed publikacją artykułu zadzwoniłem do pana Sadowskiego i odebrała jego żona, z którą rozmawiałem 30 minut. Przedstawiłem jej wszystkie zarzuty. Poprosiłem ją o komentarz i kontakt z jej mężem. W odpowiedzi usłyszałem, że pan Krzysztof jest chory i nie można mu teraz takich pytań zadawać. Poprosiła mnie, żebym nie próbował do niego docierać – stwierdził pisarz.

Na pytanie, dlaczego z materiałami jakie posiada nie zgłosił się do prokuratury, odpowiedział, że „wszystkie zarzuty już się przedawniły”.

– Ja jestem dziennikarzem, a nie prokuratorem – zaznaczył. 

Dodał również, że ma już „ponad 21 osób, które obwiniają Sadowskiego o molestowanie”.

– Codziennie zgłaszają się nowe. Jeśli te osoby, będą wiedziały, że prokuratura chce to wyjaśnić, prawie wszystkie zdecydują się zeznawać – ocenił. 

Zielke przypomniał, że „w 1992 roku 10-letnia Ewa powiedziała swoim rodzicom, że była molestowana przez Krzysztofa Sadowskiego i śledztwo zostało umorzone z braku dowodów”.

– To była jedna dziewczynka przeciwko autorytetowi. Ten horror można było zatrzymać. Jednak pamiętajmy, że Sadowski to była wpływowa postać w świecie polityki, muzyki i filmu. Taką osobę ciężko jest oskarżyć – dodał. 

„»Rewelacje« oparte są na pomówieniach jednej osoby”

Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała, że w lutym tego roku wszczęła śledztwo w sprawie zgwałcenia w latach 1997-1999 w Warszawie dwóch małoletnich pokrzywdzonych, które nie miały wtedy ukończonego 15. roku życia. Postępowanie zostało zainicjowane po zawiadomieniach dwóch kobiet. Treści zawiadomienia prokuratura nie ujawnia.

W oświadczeniu, które przesłał Wirtualnej Polsce pełnomocnik muzyka czytamy: „Wszystkie pojawiające się na mój temat »rewelacje« oparte są na pomówieniach jednej osoby, której personaliów nie ujawnię, nie chcąc jej zaszkodzić. Jest to osoba znana mi i mojej rodzinie od przeszło 20 lat i przez większość tego czasu pozostająca z nami w bliskich stosunkach. Niestety, w ubiegłym roku osoba ta poprosiła mnie o przekazanie jej dużej kwoty pieniędzy, które miały posłużyć jej ułożeniu sobie życia. Nie będąc w stanie spełnić tej prośby, ale też mając poczucie nadużycia naszej przyjaźni – odmówiłem. Wówczas, było to w czerwcu ubiegłego roku, zerwała kontakty z nami i skierowała przeciwko mnie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Według Zelke, osoby, o której pisze Sadowski „nie ma w gronie tych, które się do niego zgłosiły”.

Krzysztof Sadowski to były prezes Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego, zarządzający fundacjami Tęcza i Jazz Jamboree, współtwórca nadawanych w latach 90. w telewizji programów „Tęczowy Music Box” i „Co jest grane?”.

Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo…

maw/ml/ Polsat News, PAP