Ale sama Europa nie przejmuje się w tej chwili Gruzją, martwi ją strona przyjmująca — Republika Serbska i jej prezydent Milorad Dodik, czytamy o tym w dzisiejszym wydaniu gazety „Wzgliad”.

Uważa się, że Dodik prowadzi Republikę Serbską do wyjścia z Bośni. A więc do nowej krwawej wojny na Bałkanach.

Projekt wspólnej deklaracji Republiki Serbskiej i Serbii w sprawie ochrony narodu serbskiego został już opracowany i jest gotowy do podpisania. Według sekretarza prezydenta Serbii Nikoli Selakowicza dokument powinien zapewnić zachowanie serbskiej tożsamości, języka i cyrylicy.

Decyzję o utworzeniu takiej deklaracji Belgrad i Banja Luka podjęły już we wrześniu. Jak zaznaczył wówczas prezydent Serbii Aleksandar Vučić, jej głównym zadaniem jest promowanie i ochrona praw narodu serbskiego, w tym używanie języka serbskiego, studiowanie historii Serbii, zachowanie serbskiego dziedzictwa i geografii narodowej. Jednocześnie dokument powinien być w pełni zgodny z postanowieniami układu z Dayton, którego podpisanie kiedyś zakończyło bośniacką wojnę. Ale nie jest prawdą, że zakończyła się ostatecznie. I w związku z tym zjednoczenie Serbów wokół wspólnej idei narodowej mieni się zupełnie innymi barwami niż obrona cyrylicy.

Teraz Milorad Dodik znajdzie się na celowniku krytyki zachodniego systemu propagandowego jako „wróg układu z Dayton” i „inicjator nowej wojny”. I nic po tym, że teraz na czele Bośni i Hercegowiny stoi Bakir Izetbegović — syn pierwszego sarajewskiego prezydenta Aliji Izetbegovića, który otwarcie groził serbskiej części swojego państwa tą samą nową wojną. Bakir twierdzi, że prowadzi bezpośrednie rozmowy z przywódcami Chorwacji i Serbii, i według niego „ich nie obchodzi jego nazwisko”. Ale w rzeczywistości jest to istotne. Nikt niczego nie zapomniał, a wojna niestety się nie skończyła. Według Izetbegovića teraz wojnę napędza wyłącznie Dodik, a nie działania Sarajewa ograniczające suwerenność Serbów.

Leave a Reply