Wbrew skojarzeniom, tekst nie będzie poświęcony niemieckiemu poczuciu humoru. Powiedzenie „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci” ostatnio nabrało nowego znaczenia.

W ramach wdzięczności za wszelkie przywileje fiskalne na terenie Polski międzynarodowe koncerny i wielkie sieci handlowe karmią nas „żywnością gorszego sortu”. Komisja Europejska tym razem nie widzi problemu dyskryminacji. Bo „producenci mogą dostosowywać swoje produkty do poszczególnych rynków. Przepisy unijne mówią, że tego typu dostosowywanie jest legalne, gdy na opakowaniach podany jest rzeczywisty skład produktów”.

https://www.tysol.pl/a4978-Rasizm-gospodarczy-w-Unii-Europejskiej-O-gorszej-jakosci-produktow-na-tzw-rynku-wschodnim

O konieczności dostosowywania cen do (byle)jakości KE i przepisy jakoś nie wspominają.

1 sierpnia, po dwu miesiącach od wykrycia (wolne media, jak w Sylwestra w Kolonii), światło dzienne ujrzała informacja o pojawieniu się na rynkach europejskich jaj skażonych fipronilem, który może być szkodliwy dla nerek, wątroby i tarczycy. Dziesięć dni później okazuje się, że: „Z informacji otrzymanych poprzez System Wczesnego Ostrzegania o Niebezpiecznej Żywności i Paszach (RASFF) wynika, że partia potencjalnie zanieczyszczonych fipronilem obranych ze skorupki jaj ugotowanych na twardo została dostarczona do odbiorców na terenie 3 województw: kujawsko-pomorskiego, mazowieckiego, wielkopolskiego […] Jaja te nie trafiły do konsumentów i zostaną zutylizowane lub zwrócone do niemieckiego dostawcy w całości”. Około 40 tysięcy sztuk.

http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/gis-w-polsce-wykryto-jajka-potencjalnie-zanieczyszczone,2532798,4199

Ja tam się nie znam, ale coś mi się wydaje, że producenci jaj nie są w Polsce ginącą gałęzią gospodarki, wręcz przeciwnie. Po cholerę więc sprowadzać do Polski jajka z Niemiec, w dodatku „ugotowane na twardo i obrane ze skorupki”? Czyżby dlatego, że na skorupce jest pieczątka, gdzie: pierwsza cyfra oznacza sposób chowu kur, litery oznaczają kraj pochodzenia, zaś pozostałe cyfry to „weterynaryjny numer identyfikacyjny producenta jaj”? A jak nie ma skorupki – nie ma pieczątki…

Może mam paranoję, ale jakoś trudno mi uwierzyć, że te jaja trafiły tu „niechcący”. W tej sytuacji Generalny Inspektorat Sanitarny nie powinien eksperymentować z odsyłaniem zbuków niemieckiemu nadawcy. Zutylizować na miejscu, a niemieckiemu nadawcy wysłać fakturę.

Pytanie zasadnicze – ile tego „szajsu” trafiło pod różnymi postaciami na polski rynek, np. jako mączka jajowa dodawana do produktów?

Michał Nawrocki

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły