Jak potwierdził dyplomata, UE rozpatruje kwestię wprowadzenia antyrosyjskich sankcji w związku z incydentem na Morzu Azowskim. Głównym zadaniem Niemiec jest jednak niedopuszczenie do dalszej eskalacji tego konfliktu — zaznaczył.

„W związku z tym wiele państw członkowskich, w tym również nasz kraj uważa za kontrproduktywne zwiększanie napięcia na drodze nowych sankcji, kiedy to napięcie i tak jest już bardzo wysokie” — podkreślił Ernst Reichel.

Dyrektor Instytutu Narzędzi Analizy Politycznej, profesor Wyższej Szkoły Gospodarki  Aleksandr Szpunt uważa, że Berlin działa w tej sprawie jednocześnie na dwóch płaszczyznach.

Z jednej strony pozostaje on liderem UE, który nie jest absolutnie skłonny do przyznania się do błędów, jakie popełniono w 2014 roku, kiedy wprowadzano sankcje. I Niemcy nie tylko utrzymują reżim sankcyjny, ale nie dopuszczają też, aby Austriacy, którzy są mu bardzo przeciwni, Grecy czy Włosi choć trochę go naruszyli. Z drugiej strony Niemcy wyprowadzają spod tych restrykcji najważniejsze dla siebie projekty. Tak więc to oświadczenie pana ambasadora jest całkowicie logiczne i wpisuje się w ogólne tło postępowania Berlina — powiedział Szpunt.

Jak podkreślił, Waszyngton może wywierać na Europę nacisk w tej sprawie.

„Waszyngton ma jednego asa w rękawie, który nazywa się Donald Trump: proszę zwrócić uwagę, że w tłumaczeniu jego nazwisko to właśnie «atut». Ameryka, która praktycznie nie traci na sankcjach z racji tego, że ma bardzo mały obrót handlowy z Rosją, próbuje narzucać Europie coraz ostrzejsze ograniczenia, wykorzystując swoją dominację wojskowo-polityczną na tym kontynencie.

Tymczasem Europa zaczyna zdawać sobie sprawę, że sankcje osłabiają jej pozycję w walce konkurencyjnej z USA. Próbuje więc formalizować i minimalizować te restrykcje, a nawet w ogóle je znieść. W związku z tym toczy się ciągła walka” — podkreślił ekspert.

Temat nowych sankcji pojawił się na tle incydentu w Cieśninie Kerczeńskiej, gdzie rosyjscy pogranicznicy zatrzymali trzy ukraińskie okręty, które naruszyły granicę państwową Rosji. Władze Ukrainy oskarżyły Moskwę o agresję i wprowadziły stan wojenny w dziesięciu obwodach.

Unia Europejska nie podjęła jak na razie żadnej konkretnej decyzji ws. sankcji przeciwko Rosji z powodu zajścia na Morzu Czarnym — powiedziała szefowa dyplomacji wspólnoty Federica Mogherini.

Jak Państwu wiadomo, do przyjęcia jakichkolwiek dodatkowych sankcji potrzebne są zawsze dwie rzeczy: w pierwszej kolejności solidna baza prawna — i pod tym względem opieramy się na informacjach, przekazywanych nam przez członków UE. Oprócz tego niezbędna jest także jedność wszystkich krajów wspólnoty — powiedziała Mogherini po przybyciu na negocjacje w NATO.

W wywiadzie dla radia Sputnik politolog, doktor historii Michaił Smolin wyraził opinię, że Europa jest świadoma tego, że nie ma żadnych powodów do wprowadzenia sankcji, które przyniosą tylko straty.

„Wszyscy niezaangażowani w to politycy rozumieją, że jeśli ukraińskie okręty wpłynęły na terytorium morskie Rosji, to jest to naruszenie jej integralności terytorialnej i na takiego rodzaju naruszenia reaguje się właśnie tak, jak zrobiła to strona rosyjska. Dlatego wszyscy, którzy są gotowi przeanalizować ten incydent zdają sobie sprawę, iż wprowadzanie sankcji z tego powodu nie ma najmniejszego sensu, gdyż musieliby wtedy wprowadzać je przeciwko każdego kraju, który ochrania swoje granice.

Podzielone opinie w UE świadczą o tym, że wiele krajów ma już dosyć podporządkowywania się Brukseli i zgadzania się na wprowadzanie kolejnych sankcji z byle pretekstu. Wszelkie ograniczenia mają przecież swoje konsekwencje, które europejskie państwa dość dużo kosztują. Tym bardziej, że sankcje próbuje się teraz wiązać z gazociągiem Nord Stream 2. Dla Niemiec będą to kolosalne straty. Dlatego konsternacja w UE jest tym razem zrozumiała: przyczyn do wprowadzenia sankcji nie ma i konsekwencje tych restrykcji będą bardzo drogie”.

Leave a Reply