„Najstraszniejsze jest to, że kiedy Rosja przestanie potrzebować ukraińskiego terytorium do tranzytu swojego gazu, szanse bezpośredniego ataku zbrojnego na Ukrainę wzrosną dziesięciokrotnie” — powiedział.

Poza tym ukraiński polityk wezwał USA do wprowadzenia sankcji przeciwko firmom chcącym być podwykonawcami budowy gazociągu. Wyraził także nadzieję, że Waszyngton „przemówi do rozsądku” państwom europejskim gotowym do współpracy z Moskwą, przy czym zapewnił, że Rosja rzekomo zależy od Ukrainy.

Opinię, że wstrzymanie tranzytu gazu przez ukraińskie terytorium grozi konfliktem między Moskwą i Kijowem podziela również dyrektor handlowy koncernu „Naftohaz Ukrainy” Jurij Witrienko.

„Chcemy uświadomić to przede wszystkim europejskim politykom, którzy powinni zdawać sobie sprawę z konsekwencji ekonomicznych dla Ukrainy, a także ze skutków geopolitycznych dla całego świata” — powiedział Witrienko, cytowany przez stację„112 Ukraina”.

Analityk polityczny, publicysta Władysław Gulewicz skomentował na antenie radia Sputnik wypowiedzi ukraińskich parlamentarzystów.

„To oświadczenie to nic więcej, niż próba Ukrainy zasugerowania Moskwie, że Ukraina może realizować tranzyt gazu i w zasadzie jest na to gotowa. Inna sprawa, że Heraszczenko nie był w stanie powiedzieć tego w bardziej wyważony sposób. Rosji również zależy na tranzycie nośników energetycznych przez Ukrainę, ale pod warunkiem, że Kijów będzie przestrzegać obowiązujących umów.Tymczasem swoją wrogą polityką stawia wszystko pod znakiem zapytania, co z kolei utrudnia współpracę gospodarczą między państwami. Na przykładzie oświadczenia Heraszczenki widać, że Ukraina chce utrzymać przy sobie jakiekolwiek środki finansowe, które może czerpać ze współpracy z Rosją” — podkreślił Władysław Gulewicz.

Z kolei redaktor naczelny portalu politrussia.ru analityk Rusłan Ostaszko uważa, że Europa jest już zmęczona szantażem, który stosuje Kijów w swojej polityce.

„Jest to szantaż i krzyk duszy jednocześnie. Witrienko ma rację: po tym, jak zostanie uruchomony Nord Stream-2 nie będzie fizycznej konieczności transportu gazu przez Ukrainę. Kijów tak czy inaczej straci 85% dochodów transportowych, a to poważna strata dla gospodarki. Niemcy na przykład nie chcą tracić pieniędzy i korzyści, związanych z wprowadzeniem Nord Stream 2, gdyż same staną się przecież ważnym węzłem transportowym w Europie i dobrze na tym zarobią.

Oprócz tego Berlin nie chce być zależny od woli ukraińskich władz, które mogą w każdej chwili wstrzymać tranzyt, ponieważ ni stąd ni zowąd przyjdzie im do głowy zablokować przepływ gazu, wywrzeć nacisk na Rosję, żeby ta na przykład obiżyła ceny. Europa jest zmęczona tym szantażem” — uważa analityk polityczny Rusłan Ostaszko.

Wcześniej wiceprezes zarządu „Gazpromu” Alesander Miedwiediew powiedział dziennikarzom, że koncern jest gotów rozpocząć negocjacje z Ukrainą odnośnie nowego kontraktu na tranzyt gazu. Według niego zerwanie obowiązujących umów z Naftohazem nie oznacza jeszcze wstrzymania tranzytu gazu do Unii Europejskiej przez Ukrainę. Jego objętości po 2019 roku będą zależeć od stanowiska ukraińskich partnerów — dodał.

Gazprom nie wyklucza także budowy Nord Stream 3 — oznajmił wiceprzewodniczący spółki Aleksander Miedwiediew. Korporacja wielokrotnie powtarzała, że wyśle Europie tyle gazu, ile będzie potrzebowała. Wcześniej poinformowano, że Gazprom uważnie śledzi sytuację wokół zmniejszenia wydobycia na złożu Groningen w Holandii w świetle ogólnego zmniejszenia wydobycia gazu w UE.

Zastępca dyrektora generalnego Funduszu Narodowego Bezpieczeństwa Energetycznego Alieksiej Griwacz wyraził opinię, że w tej sytuacji realizacja jeszcze jednego projektu gazotransportowego jest całkiem możliwa.

„Europejskie zapotrzebowanie na gaz, pomimo tendencji politycznych ostatnich lat rośnie dość intensywnie: w ciągu ostatnich 3 lat wzrosło praktycznie o 80 mld metrów sześciennych. Gwoli jasności: jest to półtora Nord Stream 2 (którego moc przesyłowa wynosi około 55 mld metrów sześciennych rocznie — red.). Dobrze, że w tym czasie został już zbudowany i wprowadzony do eksploatacji Gazociąg Północny, w przeciwnym razie Europejczycy mieliby duże problemy z zaspokojeniem zapotrzebowania na gaz, doszłoby do dużej rywalizacji o dostawy LNG z konsumentami z Azji i Bliskiego Wschodu.

I oczywiście o cenach, jakie mają teraz Europejczycy nie byłoby nawet mowy, ponieważ można zaobserwować długofalową tendencję do zmniejszenia własnego wydobycia gazu. Opiera się ona na strukturze zapasów i decyzji innych, jak na przykład Holandii, gdzie do 2030 roku eksploatacja złoża Groningen zostanie całkowicie zakończona. Nie oznacza to jednak, że Europa będzie potrzebować dodatkowych ilości gazu” — powiedział Aleksiej Griwacz.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *