Brytyjskie, francuskie i niemieckie przedsiębiorstwa opracowują projekty pod nazwą „Future Combat Air System”. Sputnik Mundo nawiązał kontakt z ich przedstawicielami, a także zasięgnął opinii eksperta na temat tego, dlaczego Europa chce zamienić amerykańskie F-35.

Future Combat Air System to nazwa programu, w ramach którego trwają prace nad myśliwcem szóstej generacji zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i dla wspólnego francusko-niemieckiego projektu.

Pierwotnie nad projektem pracowały Wielka Brytania i Francja, jednak decyzja Londynu w sprawie wyjścia z UE zmieniła układ wojskowo-polityczny i podała w wątpliwość współpracę w sferze obronnej, w tym pracę nad perspektywicznymi projektami.

I tak, w kwietniu 2018 roku firmy Airbus i Dassault Aviation podpisały umowę w sprawie współpracy nad projektem FCAS, już bez Brytyjczyków.

Na początku lipca rząd Wielkiej Brytanii przyznał koncernowi zbrojeniowemu BAE Systems 12-miesięczny kontrakt na prace nad projektem FCAS. Zgodnie z pierwotnymi planami pierwszy model ma zostać zaprezentowany w 2025 roku, na wyposażenie ma zaś trafić bliżej 2040 roku.

Daty realizacji nie zostały do końca określone, podczas gdy sam projekt spowity jest szeregiem niedomówień, jeśli chodzi o państwa, które będą w nim uczestniczyć.

„Iście europejski projekt”

Sputnik zwrócił się z zapytaniem do firm, które pracują nad projektem FCAS.

W odpowiedzi na oficjalne zapytanie przedstawiciele firmy BAE Systems poinformowali, że „aktywnie współpracują z Ministerstwem Obrony Zjednoczonego Królestwa i innymi zakładami zbrojeniowymi w sferze prac nad zaawansowanymi technologiami z branży lotniczej”.

W swoim komentarzu przedstawiciele służby prasowej firmy zauważyli, że BAE Systems nie przestaje inwestować w nowe i perspektywiczne technologie na potrzeby „samolotu przyszłości”.

Airbus natomiast potwierdził Sputnikowi, że pierwszy lot FCAS zaplanowano na 2040 rok, ale termin ten może ulec zmianie w zależności od stopnia trudności wykonania projektu.

„Na danym etapie nie zawarto jak na razie żadnego kontraktu, nie przedstawiono też mapy drogowej związanej z projektem, ale planuje się, że zostanie sporządzona do końca 2018 roku. Ale jesteśmy pewni, że ma to być iście europejski projekt” — oświadczył szef wydziału ds. komunikacji z mediami Airbus Defence and Space Florian Taitsch.

W oficjalnym piśmie przedstawiciel Airbusa nazywał Future Combat Air System „niezależną europejską decyzją”.

Taitsch zauważył także, że inne państwa Europy być może będą mogły dołączyć do projektu w późniejszych stadiach jego realizacji.

Zdaniem przedstawiciela Airbusa Brexit nie wywiera jak na razie bezpośredniego wpływu na realizację FCAS, bowiem Francja i Niemcy prowadzą go samodzielnie.

W mediach pojawiła się też wcześniej informacja o możliwym udziale Hiszpanii w projekcie Future Combat Air System. Na zapytanie Sputnika przedstawiciele Ministerstwa Obrony Hiszpanii oświadczyli, że wiosną 2018 roku Francja i Niemcy zaoferowały Madrytowi wzięcie udziału w projekcie w charakterze „obserwatora”. Informację potwierdził Sputnikowi Airbus.

Na danym etapie hiszpański resort obrony rozpatruje daną propozycję i analizuje, w jaki sposób kraj „mógłby włączyć się w projekt, który ma tak ogromne znaczenie”.

Czym zastąpić F-35

Amerykański myśliwiec piątej generacji F-35 (aktywnie promowany na europejskim rynku) prezentowany jest jako maszyna opracowywana przez USA we współpracy z innymi krajami (w tym z Londynem), ale główny ośrodek zysków znajduje się w firmie Lockheed Martin — wyjaśnił w komentarzu dla Sputnika zastępca redaktora naczelnego czasopisma „Arsenał Ojczyzny” Dmitrij Drozdenko.

„Opracowywanie własnego sprzętu oznacza dla Europy przywrócenie wysokotechnologicznej produkcji w sferze budowy samolotów, a także przybliżania do siebie ośrodków zysku. To kwestia czysto finansowa” — zauważył Drozdenko.

Ekspert podkreślił, że kwestia udziału Londynu we francusko-niemieckim projekcie FCAS to przejaw walki o projekty, gdzie będą dzielone pieniądze.

Kiedy Francja i Niemcy mówią o swoim samolocie, oznacza to, że będą go robić dla siebie, i że pieniądze pozostaną w tych krajach. Wielka Brytania w mojej ocenie w jakimś sensie usiłuje wskoczyć do rozpędzonego pociągu. Choć projekt dotyczy odległej przyszłości, fakt samej kłótni jest już ewidentny — powiedział rozmówca agencji

Drozdenko sceptycznie odniósł się do deklarowanych terminów pierwszego lotu i produkcji samolotu, tłumacząc, że budowa takiego aparatu to bardzo złożony proces.

Możliwe, że przed 2040 rokiem jakieś samoloty z tej serii wzbiją się w powietrze, ale produkcja seryjna budzi wątpliwości — dodał ekspert.

Drozdenko nie wykluczył też udziału innych europejskich państw w projekcie, zauważając, że redystrybucja produkcji mogłaby posłużyć rozwojowi potencjału technologicznego państw uczestniczących w projekcie.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.