„75 lat temu, w grudniu 1942 roku, ukraińska policja pomocnicza likwidowała na Zachodniej Ukrainie Żydów.

Z rozkazu nazistów „polizei” bestialsko zabili kilkadziesiąt tysięcy osób — dzieci, kobiet, starców. Świadomi swego losu mieszkańcy getta w Łucku urządzili powstanie. Rozprawą nad praktycznie bezbronnymi ludźmi kierował niejaki Fedir Zatowkaniuk, na tamten moment zastępca komendanta Ukraińskiej Policji Pomocniczej w Łucku. Z tego piekła cudem uratował się znany żydowski aktor Shmuel Shilo, który opowiedział o bestialstwach ukraińskich „polizei”.

I oto, jak gdyby drwiąc nad niewinnymi ofiarami, dokładnie 75 lat temu kijowska junta wręczyła nagrody krewnym oprawców, w tym także temu zabójcy Fedirowi Zatowkaniukowi”.

Azarow zakończył swój wpis szczerze i z oburzeniem: „Hańba takiej Ukrainie. Czyżbyśmy o tym wszystkim zapomnieli?”.

Korespondent izraelskiej stacji radiowej dwa razy usiłował zdobyć komentarz ambasadora Ukrainy, ale bezskutecznie. To jaśniepana nie było z racji urlopu, to nie można się było z nim połączyć. Odpowiedzi nie uzyskano.

Przywołany przez Azarowa przykład cynicznej drwiny jest charakterystyczny dla dzisiejszej ukraińskiej polityki, gloryfikującej nazistowskich liderów o znaczeniu lokalnym. Rada Najwyższa przyjęła ustawę o pełnej heroizacji wszystkich kolaboracjonistów OUN-UPA. Na budynku kijowskiej opery wisi tablica upamiętniająca komendanta Orlika, który kierował wysyłką Żydów do Babiego Jaru.

Chodzi jednak nie tylko o wskrzeszenie najgorszych żydofobicznych tradycji minionej przeszłości. Ukrainę zalała ogólna fala nienawiści. Poza nienawiścią do Żydów wyraźnie daje się odczuć nienawiść do Rosjan. Wyraża się ona w ciągłych próbach pisania na nowo historii i dyskryminacji rosyjskojęzycznej ludności. Zresztą czasem ta tragiczna tendencja przybiera komiczny odcień. I tak na przykład szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyr Wjatrowycz wezwał do uznania za „okupację” okresu, w którym Ukraina znajdowała się w składzie ZSRR. W odpowiedzi na co członek rosyjskiej Rady Federacji Franz Klincewicz zauważył, że w takim przypadku Ukraina będzie musiała wyrzec się połowy swojego terytorium, bo właśnie w okresie radzieckim rozrosła się i rozszerzyła, a przed powstaniem ZSRR w ogólne nie istniała jako państwo, jeśli nie liczyć nieco marionetkowych „Ukrain” — jednodniówek tworzonych w okresie między rewolucją lutową i zakończeniem wojny domowej.

O legendarnym już ukraińskim „polityku i działaczu społecznym”, który z okazji Bożego Narodzenia ogłosił Jezusa Ukraińcem, i tak już wszyscy zdążyli przeczytać z nerwowym śmiechem na ustach. Dlatego tego epizodu nie będziemy już opowiadać. Tym bardziej że w pierwszych dniach nowego roku wyżej wspomnianych humorystów raptem przebił łotewski polityk. On też postanowił zająć się kwestiami zagrożenia ze strony Rosjan i Żydów. Działający w łotewskim sejmie deputowany Aleksandrs Kiršteins oburzył się, że wielu jego kolegów sprzeciwia się próbie wprowadzenia języka łotewskiego jako wyłącznego języka nauczania w rosyjskich szkołach. A żydowskie nazwiska obrońców języka rosyjskiego w łotewskim sejmie (Gilman, Pliner, Żdanok) wskazują na upragnioną tajną więź. Język rosyjski stał się narzędziem międzynarodowego syjonizmu…

Dla wiadomości: syjonizm we wszelkich jego przejawach to idea pełnego powrotu żydowskiej diaspory do Syjonu, czyli bezpośrednio do Izraela. A co ma do tego Łotwa i rosyjski język?

A to ma do tego, że w starożytnej Judei mówiono po ukraińsku. I to ma do tego, że sto lat temu Moskwa okupowała Ukrainę, która nigdy nie była państwem.

Dla „demokracji narodowych” pomyślanych pierwotnie jako przeciwwaga wobec Rosji jest rzeczą naturalną negowanie wszystkiego, co otrzymały z Rosji. A ponieważ cywilizację współczesnego typu państwa limitrofy dostały właśnie ze Wschodu, z „Północnego Mordoru”, to jest dla nich rzeczą naturalną negowanie takiej cywilizacji jako takiej, stawiając ponad nią bestialstwo ze wszystkimi jego powabami, mitami i dzikimi teoriami „powszechnej zmowy przeciwko naszemu chutorowi”.

Trzeba by się tylko zastanowić i odpowiedzieć sobie na pytanie: czy śmiać się z tego wszystkiego czy płakać?

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.