Dopiero wtedy wstawał gospodarz, przeciągał się, przecierał zapluszczone oczy i zapaliwszy sporta, siedząc na przyzbie zbierał myśli i zastanawiał się, co najpierw, a co później w ciągu rozpoczynającego się dnia. Jednakże, co by nie wymyślił, podczas śniadania żona nakreślała mu plan, często kolidujący z jego własnymi planami. Albowiem kto raniej wstanie, ten rządzi.

Dokładnie tak samo ma się rzecz z plotkami, które dzisiaj nazywamy na modłę anglojęzyczną „fejkowymi njusami”. Plotka ma zadziwiającą siłę przebicia, co się wyraża w absolutnym ignorowaniu wszelkich argumentów mających ją zdementować. Gdy plotka pójdzie w świat, nikt i nic nie jest w stanie jej zaprzeczyć — tzn. może sobie zaprzeczać, używając żelaznej logiki i przedstawiając niezbite dowody — ale z góry wiadomo, że stoi na straconej pozycji. Ludzie wierzą temu, co było najpierw, i tak już jest, że dementowanie plotki jest na drugim miejscu w kolejce i nieważne, że dementujący operuje najprawdziwszą prawdą, ponieważ jest z miejsca pomawiany o krętactwo w celu wybielenia się i przepchnięcia swoich — jak się sądzi — kłamliwych racji. Dementując plotkę, dementujący stawia się na pozycji człowieka, który stosując kłamstwa, tłumaczy się gęsto tym ludziom, którzy uwierzyli w plotkę i zdążyli się przyzwyczaić do tej wiary. A także przestroili swoją politykę i pod jej wpływem zastosowali sankcje, zainicjowali prowokacje i najazdy militarne.

Mamy cudowny Internet, który nb. jest szatańskim wymysłem, ponieważ jest sferą będącą miejscem i możliwością tworzenia praktycznie nieskończonej liczby fejków — kłamliwych plotek, które nigdy nie doczekają się sprostowania. Mogą najwyżej trochę zblaknąć z biegiem czasu, przykryte następnymi, bardziej atrakcyjnymi — bo bardziej aktualnymi — plotkami na ten sam temat. Czasem są to plotki kolidujące z wcześniejszymi fejkami, ale bardziej wiarygodne, bo opierające się na nowych odkryciach, dowodach i twardych twierdzeniach tzw. autorytetów, które cytują „wiarygodne źródła chcące zachować anonimowość”.

Prezydent USA, Donald Trump, z patriotycznym heroizmem „prawdziwego Amerykanina pierwszego sortu”, walczy na Twitterze o prawdę, dementując niektóre fejki, zwłaszcza te, które dotyczą i biorą na języki jego samego.

Na przykład superfejk na temat jego tajnych powiązań z Rosją, czego rezultatem było „sfałszowanie wyborów w 2016 roku” i prorosyjska polityka pierwszych miesięcy jego elektoratu. A wszystko dlatego, że zarówno USA, jak reszta świata dały wiarę plotce o jego wyczynach z rosyjskimi prostytutkami w Moskwie.  Donald Trump zatrudnił cały sztab ludzi w celu zdementowania tych fejków, ale jak napisałem powyżej, jest to niezmiernie trudna sprawa — o ile w ogóle możliwa. A także sam walczy z nimi, próbując udowodnić, że nie ma żadnych powiązań z Putinem, poprzez działania wymierzone przeciwko Rosji, które mają wielkie szanse przybrać postać wojny atomowej.

Trump, walcząc z jednymi fejkami, tworzy następne fejki — np. w przypływie dobrego humoru i być może pod wpływem Iwanki, puścił na Twitterze wiadomość, że zamierza wycofać wojska USA z Syrii, Iraku i Afganistanu. Ale już niespełna w tydzień później, w przypływie „bojowego nastroju”, spełnił gorące życzenie Nikki Haley oraz doradców wojskowych z Pentagonu, wysyłając na Bliski Wschód dodatkowe wsparcie militarne dla amerykańskich doradców i trenerów oraz dostarczając jeszcze więcej broni, sprzętu i amunicji tzw. „umiarkowanym rebeliantom” (czyt. amerykańskim najemnikom z firmy Akademia i terrorystom z różnych ugrupowań). Dziś nadal media rozpisują się o jego „dobrej woli”, pomijając milczeniem to, co zrobił tydzień później. Obietnice bez pokrycia też zaliczają się do fejków. Trump tyle naobiecywał Kimowi, że aż dziw bierze, że jeszcze wszyscy żyjemy. Kim zresztą nie pozostał mu dłużny, grożąc Trumpowi dobrze wycelowaną w amerykańskie miasta bombą atomową. Tym razem ta wojna fejków plus pozytywny wpływ Olimpiady (chociaż raz od czasów antycznych Olimpiada do pewnego stopnia ochłodziła rozpalone gorączką wojenną głowy!) doprowadziła do ocieplenia stosunków między obiema Koreami i przyciszyła Trumpa, który liczy na to, że nakłoni Kima do zniszczenia arsenałów atomowych i poddania się so wsiem Ameryce. Jest to następny fejk, w który być może wierzy sam Trump i usłużni „dziennikarze” MSM, ale każdy myślący człowiek bardzo wątpi w takie rozwiązanie sprawy. Umiesz liczyć, licz na siebie — mówi następne ludowe porzekadło. Jak by jednak nie było, „highly likely” obie Koree zrobią krok w stronę zawarcia traktatu pokojowego i zjednoczenia, a wielki prezydent Stanów Zjednoczonych może zostać odsunięty od rozmów jako persona non grata.

Swoją drogą ciekawe — nie tworząc plotek — jakie dyrektywy Kim otrzymał w Chinach, że w ciągu kilku godzin zmienił swoje poglądy o 180 stopni i był w stanie przekonać Komitet Centralny Koreańskiej Partii Komunistycznej. Tego dowiemy się wkrótce.

Jeszcze jedno ludowe porzekadło mówi, że „w każdej bajce jest coś z prawdy”. Fejki na ogół nie są tworzone z powietrza, lecz mają realne podstawy. Na przykład fejk o „nowiczoku” opiera się na fakcie, że ZSRR oczywiście badał różne śmiercionośne substancje i armia Związku Radzieckiego miała je na stanie (podobnie jak armie wszystkich krajów), choć nigdy nie zostały użyte. Stany Zjednoczone atoli, a także niektóre (W. Brytania, Francja i Niemcy) zachodnie państwa nie tylko stosowały je po podpisaniu traktatu o zakazie produkcji, składowania i rozprzestrzeniania broni chemicznej, ale do dzisiejszego dnia bezkarnie sprzedają je Arabii Saudyjskiej, Izraelowi oraz organizacjom terrorystycznym wszelakiego rodzaju. Beczki z sarinem, chlorem itp., a także fabryczki amunicji chemicznej znajdowane przez armię syryjską na terenach wyzwolonych, nie wzięły się znikąd, lecz „spadły im z nieba” przywiezione przez koalicyjne helikoptery. Broń chemiczną na szeroką skalę używa również Arabia Saudyjska do pacyfikacji Jemenu, rzucając bomby fosforowe, sarinowe i chlorowe made in Deutschland, France, UK, USA i Kanada na głowy cywilnych Jemeńczyków.

Technologia wytwarzania nowiczoka została wywieziona z ZSRR dawno temu przez jego twórcę, który w swej książce wydanej w USA podaje wszystkie szczegóły tej substancji twierdząc, że każdy ją może wykonać z ogólnie dostępnych surowców. Co za gratka dla terrorystów! Jeśli wierzyć plotce, „nowiczok” został opatentowany w USA przez jakiegoś miejscowego cwaniaka. W ten sposób sprawa zatoczyła koło i „nowiczok” nagle znalazł się w Salisbury, aby przytruć Skripala i jego córkę, którą w pierwszych fejkach oskarżono o szpiegowską współpracę z ojcem. Nawiasem mówiąc, jeśli Julia ma dzisiaj 33 lata, to w czasach, gdy ojciec działał raz w Rosji, to znów w UK, musiała być nastolatką.

Jednakże „nowiczoka” nie znaleziono ani w próbkach krwi, ani na drzwiach, ani nigdzie, co wcale nie przeszkadza brytyjskim „politykom” trzymać się wersji pierwszego fejka zgodnie z zasadą opisaną na wstępie.

Fejki są często tworzone w celu wywołania lub eskalacji wojny. WŚ1 została wywołana fejkiem, który stworzył pretekst. Zamach na księcia Ferdynanda wcale nie musiał być powodem wojny, gdyby nie było dodatkowych, o wiele ważniejszych czynników. WŚ2 też wybuchła pod wpływem „niezrozumienia się”, które stało się pretekstem, zaś przez następne 5 lat wszystkie głośniki uliczne wszystkich miast krajów okupowanych nadawały fejk o treści: „Zwycięstwa Niemców na wszystkich frontach”. Od czasów Goebbelsa fejki królują w „prawomyślnych” zachodnich mediach, zmieniając barwę jak kameleon — od fejków ukrywających się pod płaszczykiem reklamy, do fejków czysto propagandowych.

Jedną z najpoważniejszych grup fejków są plotki na temat „rosyjskiej agresji”. Tu już fejki liczy się na tony i niektóre nawet wyglądają prawdziwie, gdy pozbawi się je historycznego i politycznego kontekstu. Na pierwszy rzut oka sprawa Gruzji faktycznie wygląda na agresję, przyłączenie Krymu na aneksję, zaś pomoc Donieckowi wydaje się być mieszaniem się w politykę wewnętrzną „legalnego” rządu w Kijowie. Jest to powierzchowna papka, którą z jednej strony żywią się „prawomyślne” media, z drugiej zaś zainteresowane rządy państw hołdujących rusofobii. Nikt nie stara się spojrzeć głębiej w kontekst — czyli jakie były powody i co się naprawdę wydarzyło. Są jak akademicka medycyna, którą obchodzą skutki z równoczesnym ignorowaniem przyczyn.

W ramach „rosyjskiej agresji” mamy ostatnio pomówienia o popieranie „bestii” Assada, który zagazowuje swoich własnych obywateli, w tym oczywiście dzieci, które się bezwstydnie pokazuje na amatorskich filmikach na YouTubie (bez pikselowania twarzy!) jako ofiary jego bestialstwa. Rosja oczywiście mu w tym pomaga, dostarczając śmiercionośnych substancji lub/oraz pomagając w zacieraniu śladów. Nikki Haley używa swojego jastrzębiego geniuszu w wymyślaniu takich fejków, podchwytywanych od razu przez rządy koalicyjne i naturalnie usłużne, „prawomyślne” media zachodnie. I cóż z tego, że nikt nie znajduje śladów po napadzie gazowym, i nieważne, że eksperci próbują dementować plotkę, i bez znaczenia są zeznania naocznych świadków oraz zapewnienia Syrii i Rosji, czyli państw bezpośrednio zainteresowanych (tzn. pomówionych) — Rada Bezpieczeństwa złożona z reprezentantów wszystkich krajów na świecie wierzy w uknutego fejka jak w ewangelię. Słuchając przebiegu obrad Rady Bezpieczeństwa aż mnie skręcało, gdy przemawiali niektórzy (w tym Polak) ambasadorzy. Jakże obrzydliwie wiernopoddańcze są niektóre kraje! Nie wątpię w zdolności logicznego rozumowania i jestem pewien, że każdy z nich — poza Haley i Pierce — ma jakieś tam sumienie. Lecz obawa przed wypadnięciem z łask hegemona jest silniejsza od wszystkiego — od rozumu, intuicji i sumienia. Doprawdy biedni, godni pożałowania „politycy”!

Z ostatniej chwili: Jeden z chemików rosyjskich, który w wywiadzie dla BBC przyznał, że współpracował przy nowiczoku, we wtorek został potrącony na przejściu dla pieszych w jednym z krymskich kurortów. Choć kierowcą był 70-letni emeryt, niektóre media zachodnie posądziły go o próbę zamachu w związku z otruciem Skripalów. Czyżby dziadek w ten sposób dorabiał sobie do emerytury?!

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.