Nie widzę na razie interesu polskiego w konferencji bliskowschodniej – powiedział we wtorek wiceprzewodniczący PO, b. szef MON Tomasz Siemoniak. Wyraził obawę, że rola Polski podczas spotkania „została sprowadzona do roli tych, którzy dają salę i zapewniają catering”.

W środę w Warszawie rozpocznie się organizowana przez Polskę i USA konferencja bliskowschodnia. Wśród uczestników konferencji mają znaleźć się m.in. wiceprezydent USA Mike Pence, sekretarz stanu USA Mike Pompeo, premier Izraela Benjamin Netanjahu oraz ministrowie spraw zagranicznych: Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Jemenu, Jordanii, Kuwejtu, Maroka, Omanu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zaproszenia do udziału w spotkaniu nie otrzymał Iran. Władze z Teheranie uważają, że spotkanie jest wymierzone w Iran.

O konferencję bliskowschodnią Siemoniak został zapytany we wtorek w Polsat News. „Na razie nie widzę w tej konferencji polskiego interesu, bo ani to nie jest konferencja o pokoju na Bliskim Wschodzie, bo bardzo duża grupa państw na czele z Turcją nie uczestniczy w tej konferencji, Iran określa ją jako antyirańską, w sumie premier Izraela także” – powiedział b. wicepremier i b. szef MON.

Dodał, że organizacja konferencji bliskowschodniej „podzieliła nas z Europą”. Pytany, przyznał jednak, że Polska powinna być „blisko z USA”. „Ale taką politykę prowadziliśmy, gdy rządziliśmy – blisko z Ameryką i blisko z Europą. To się nie wyklucza” – zaznaczył Siemoniak.

„Wydaje mi się, że obecnie rządzący są pogubieni”

Wyraził obawę, że rola Polski podczas spotkania „została sprowadzona do roli tych, którzy dają salę i zapewniają catering”. „Przyjadą Amerykanie, przyjedzie premier Izraela, który już ogłasza na portalach społecznościowych, że to jest konferencja antyirańska” – powiedział wiceszef Platformy Obywatelskiej. Zwrócił uwagę, że Benjamin Netanjahu jest obecnie „w kampanii wyborczej” i – jego zdaniem – przemówienie szefa izraelskiego rządu w Warszawie będzie elementem tej kampanii. „Wydaje mi się, że obecnie rządzący są pogubieni” – ocenił polityk PO.

Wśród tematów konferencji bliskowschodniej, która ma potrwać do czwartku, mają znaleźć się: konflikty w regionie, terroryzm i bezpieczeństwo energetyczne.

Swój udział w potwierdzili również m.in. szefowie: MSZ Wielkiej Brytanii Jeremy Hunt i Węgier Peter Szijjarto. Niemcy reprezentować będzie na konferencji sekretarz stanu w MSZ Niels Annen. Z informacji PAP wynika, że do Warszawy przyjedzie także m.in. szef dyplomacji Włoch Enzo Moavero Milanesi.

Władze w Teheranie krytykują warszawską konferencję

Na warszawskiej konferencji nie będzie Iranu, który nie został zaproszony do udziału w spotkaniu. Jeszcze w styczniu, informując o planach zorganizowania konferencji, sekretarz stanu USA zapowiadał, że szczególna uwaga uczestników rozmów w Warszawie ma zostać poświęcona wpływom tego właśnie kraju w regionie Bliskiego Wschodu.

Władze w Teheranie krytykują warszawską konferencję, twierdząc, że spotkanie oficjalnie poświęcone pokojowi i stabilności na Bliskim Wschodzie w rzeczywistości jest wymierzone w Iran. Przedstawiciele polskich władz zapewniają, że konferencja nie ma charakteru antyirańskiego.

Zaproszenia do udziału w konferencji nie przyjęła Autonomia Palestyńska, która wezwała jednocześnie do bojkotu konferencji inne kraje arabskie, a także Liban i Rosja. Nieobecna będzie też szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini, która w dniach konferencji będzie przebywała z wcześniej zaplanowaną oficjalną wizytą w Afryce. Zaskoczeniem jest z kolei planowany udział w rozmowach w Warszawie delegacji Kataru. Kraj ten od blisko dwóch lat jest skonfliktowany z grupą krajów regionu na czele z Arabią Saudyjską, które zarzucają mu m.in. wspomaganie ruchów terrorystycznych i zbliżenie z Iranem.