Kiedy czytamy tekst „Igrzyska zamiast chleba” Antoniego Rybczyńskiego z ostatniego wydania „Gazety Polskiej”, do głowy przychodzą dwie znane sentencje: „Im lepiej, tym gorzej” i  „Jak nie patrzeć, d… z tyłu”. Autor opisuje Mundial jako luksusową imprezę satrapy, który na czas igrzysk zakneblował wszystkie społeczne niepokoje, poukrywał czołgi, schował kotły ze smołą do gotowania ludzi i założył maskę anioła: „Moskwa zadbała, by nie było żadnych kłopotów i żadnych przejawów niezadowolenia z władzy”. Cała Federacja została wysprzątana, odpicowana i przyjęła swoich gości na bogato, dzięki czemu świat, który według redaktora Rybczyńskiego powinien rzucić się w obronie ukraińskiego Krymu zamiast kibicować piłkarzom — zapomniał, z kim ma do czynienia. Ale to też w zasadzie przypadek. „Dobra forma sbornej zaskoczyła nawet sam Kreml”. W zasadzie nie ma takiej rzeczy, za którą można by Rosję pochwalić. Wszystko to podstęp, szachrajstwo, polityczny fortel. Chcieli zorganizować Mundial?— na pewno chodziło o uwiarygodnienie polityki Putina. „Igrzyska są tańsze od chleba i łatwiej da się je wykorzystać propagandowo. To zaś pomaga realizować polityczne cele. Władimir Putin dobrze się na tym zna, ale sam zapewne się nie spodziewał, kupując mundial, że ta impreza za osiem lat tak bardzo mu pomoże”.

Zorganizowali go dobrze? Och, wcale nie tak dobrze. „Kreml miał ogromne szczęście, bo szokujące zwycięstwo nad Hiszpanami przyszło akurat dokładnie w dniu, w którym odbywały się największe protesty przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego”. Zawsze coś. Rosja ma być „luzerska” i koniec.

Pocieszać można się tym, że Polacy narzekają nie tylko na wszystko, co rosyjskie. Narzekają też na wszystko co polskie. Jest takie powiedzenie: „W czym Polacy są naprawdę najlepsi? W narzekaniu!”. Była nawet taka kampania społeczna promująca nasz kraj za granicą: „Poland. Come and complain”.

Medioznawca i specjalista w dziedzinie komunikacji, prof. Wiesław Godzic, mówił o tej kampanii tak: „Ten autoironiczny humor w stylu Monty Pythona, przewrotny, złośliwy i inteligentny, jest tym, co lubimy i w czym sami jesteśmy mocni. Ale pamiętajmy, że to jest kod, który nie wszędzie na świecie zostanie dobrze odczytany”.

Psycholog Janusz Czapiński, który zajmuje się badaniem jakości życia Polaków, już ponad 20 lat temu pokazał, że aż 51 proc. Polaków lubi narzekać, a 23 proc. badanych uważa, że w Polsce nie wypada mówić o swoim szczęściu. Te statystyki co roku znajdują się na podobnym poziomie.

Coraz więcej kulturoznawców twierdzi jednak, że narzekanie niekoniecznie jest cechą typowo polską, ale jest wspólne dla wszystkich Słowian. Potwierdza to tekst Victora Marakhovskiego o tym, że Rosjanie również lubią sobie popsioczyć: furda Mundial, furda światowa potęga gospodarcza — patrzcie, Elon Musk uratowal chłopców w Tajlandii, to dopiero jest coś! I choć status bohatera przyznał sobie sam i na wyrost (w zasadzie nie wiadomo, czy w momencie publikowania pierwszych tweetów Musk rzeczywiście był na miejscu i koordynował akcję ratunkową) — to publika szaleje i wzdycha. To też typowe dla współczesnej popkultury zjawisko: tęsknota za superbohaterem, nieuchwytnym, dalekim…. I bardzo „zachodnim”.

Bo polskie narzekanie na Rosję to również element przekonywania samych siebie, że wszystko, co „amerykańskie” oznacza lepsze, nowocześniejsze, kosmiczne, boskie. Mając już bohatera na piedestale, ustawiamy w głowie przeciwwagę dla niego: potrzebujemy przecież wroga, tego złego, co planuje zagładę świata, ale zawsze pośliźnie się na koniec na skórce od banana. Rosja (ale również i Niemcy) rolę takiego wroga w polskich wyobrażeniach spełnia od lat. Bo przecież wiadomo: amerykański generał jest nieśmiertelnym półbogiem, który nie chodzi do toalety, nigdy nie pije wódki, a nawet jak jego drużyna hokejowa przegrywa, to jakoś tak ładniej.

Nie bez znaczenia jest tu propaganda sukcesu, o czym świadczą badania prof. Dolińskiego z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej w Warszawie. Przez 65 dni pytano amerykańskich studentów, jak się danego dnia czują — lepiej, gorzej, czy tak jak zazwyczaj. Doliński pytał swoich studentów w Polsce o to samo przez 100 dni. Okazało się, że Amerykanie zazwyczaj czują się lepiej niż poprzednio, a Polacy zazwyczaj gorzej. Wynika z tego, że Amerykanie generalnie myślą pozytywnie, Polacy — narzekają.

To prosty mechanizm, którego skutki mogą być jednak bardzo poważne, ponieważ stereotypy, które już i tak wkradły się pomiędzy stosunki Polaków z Rosjanami, uniemożliwiają życzliwe porozumienie się — a przecież pomiędzy Słowianami jest ono bardziej realne niż w przypadku odległego Wielkiego Brata, zasklepionego w swojej postkolonialnej kulturze.

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.