W jaskini dzieci spędziły 9 długich dni, pod koniec operacji ratowniczej ich zapasy jedzenia były praktycznie na wyczerpaniu, a poziom tlenu był krytycznie niski. Jeszcze trochę i zmarłyby z wyczerpania i głodu tlenowego, jeśliby do tego czasu nie utonęły. W Tajlandii trwa sezon monsunowych deszczy, wiele jaskiń dostępnych w normalnej porze ulega zatopieniu.

Razem z dziećmi był trener Ekkapol Chantawong, którego historia zasługuje na oddzielny opis. 25-letni mężczyzna stracił rodzinę w wieku 12 lat. Jego najbliżsi umarli wskutek epidemii, a on osiadł w buddyjskim monasterze, gdzie spędził dziesięć lat. Po tym czasie powrócił, żeby zająć się babcią i znalazł pracę w klubie piłkarskim Wild Boars, zostając asystentem trenera.

Pod koniec czerwca Ekkapol Chantawong razem z dwunastoma chłopcami w wieku od 11 do 16 lat wybrali się na wycieczkę, ale zabłądzili i nie mogli wydostać się z jaskini, kiedy spadł silny deszcz i zatopił wejście. Nikt nie spodziewał się, że zostaną odcięci od świata, zapasów jedzenia i wody mieli bardzo mało.

Trener podzielił wszystkie zapasy na równe części tak, aby rozciągnąć je na maksymalnie długi czas, i nauczył dzieci medytacji. Kiedy ratownicy dostali się do jaskini byli zdumieni spokojem dzieci. Nie płakały i nie panikowały. Miały dość sił, żeby pokonać 4-5 km pod prąd, a w niektórych miejscach było tak ciasno, że trzeba było nurkować i zdejmować butlę z tlenem. W ostatniej kolejności wyszedł trener i błyskawicznie stał się idolem. Na jego cześć narysowano nawet bohatera animowanego, który medytuje i obejmuje 12 dziczków. Nazwa klubu piłkarskiego oznacza „Dzikie dziki”.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.