Reżyser chciał pokazać, że faszyzm to ideologia, która nadal może się odrodzić, jeśli tylko wesprze ją dobra propaganda. Tym zresztą dla Skrzywanka była książka Hitlera. Przewodnikiem propagandowym dla jego zwolenników.

Czy jest to kolejna po „Klątwie”, w której Skrzywanek był asystentem reżysera, artystyczna prowokacja? Prowokacja dla rozgłosu, czy prowokacja w celu zwrócenia uwagi na problem języka nienawiści coraz bardziej obecnego w naszej sferze publicznej i idącej za nim czynnej nienawiści?

By ocenić, jak sobie z tym problemem poradził reżyser, spektakl trzeba po prostu obejrzeć. Dyskusja, która rozpętała się na długo przed premierą sprawiła, że spektakl już cieszy się dużą popularnością. Na najbliższe przedstawienia wszystkie miejsca zostały już wykupione. Najwcześniej „Mein Kampf” można obejrzeć w połowie kwietnia.

Gdy chciałem pod teatrem porozmawiać z ludźmi o ich wrażeniach po obejrzeniu spektaklu, wielu widząc kamerę odmawiało, bo pewnie kojarzyła się im z TVP PiS i obawiali się prowokacji? Na tych, z którymi udało mi się porozmawiać, spektakl wywarł duże wrażenie i stał się przyczynkiem do dyskusji pod teatrem i zadumy nad naszą rzeczywistością.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Leave a Reply