Poniższy artykuł przeleżał w szuf.., pardon, komputerze dobre kilka, a może i więcej. Czytając go ponownie po latach stwierdziłem, że może warto go opublikować jako dowód, że socjalistyczne spojrzenie na świat nie chce się od nas odczepić, a już szczególnie od „naszych umiłowanych przywódców”. Zaskakujące, że donoszenie na innych w dzisiejszej Polsce zaczyna być uważane […]

Poniższy artykuł przeleżał w szuf.., pardon, komputerze dobre kilka, a może i więcej. Czytając go ponownie po latach stwierdziłem, że może warto go opublikować jako dowód, że socjalistyczne spojrzenie na świat nie chce się od nas odczepić, a już szczególnie od „naszych umiłowanych przywódców”. Zaskakujące, że donoszenie na innych w dzisiejszej Polsce zaczyna być uważane za normalne, a być może osiągnie rangę cnoty, jak w Związku Sowieckim (słynne pomniki Pawlika Morozowa, który zakablował rodziców i zginął z ręki dziadka).
.
Władze lokalne zachęcają do donoszenia, jeśli coś zagraża ekologii; władze państwowe zachęcają do obywatelskiej postawy szukając donosicieli ładnie nazywanych teraz „sygnalistami”, a obywatele „łykają” te zachęty bez żadnego zażenowania. Nawet za komuny, tak jawnie nie apelowano do donoszenia jak dziś, a „kapuś” spotykał się z powszechną, delikatnie mówiąc, niechęcią wśród ludzi.
.
Dzisiaj mój sąsiad zamiast zwrócić mi uwagę, że coś mi wycieka spod samochodu „zakablował” mnie (oczywiście anonimowo) od razu na Policję. Nawet nie dyskutowałem, czy to „moja” plama i dla świętego spokoju zapłaciłem 50-cio złotowy mandat.
.
A oto poniżej wzmiankowany wcześniej tekst sprzed lat:
.
„Około 2-3 lata temu zawitałem do pewnej krakowskiej fabryki, aby kupić potrzebne detale w
jednej z hurtowni mieszczącej się na terenie zakładu. W czasach realnego socjalizmu (żartowaliśmy
sobie wtedy że następny etap to socjalizm nierealny) było to jedno ze sztandarowych przedsiębiorstw
(na skalę województwa) mających etykietę nowoczesnej fabryki, do której z gospodarską wizytą
przyjeżdżały ówczesne VIP-y, no może nie najwyższej rangi bo wiceministrialnej i wojewódzkiej, ale zawsze to lepszy
rydz (przepraszam I sekr. KW i wiceministrów) niż nic.
.
Pucowało się wtedy zakład, stawiało załogę na baczność,
pracowników „kontrowersyjnych” (no bo taki z byle g. wyskoczy i kłopot gotowy) wysyłało na urlop
lub tam gdzie VIP na pewno nie zajrzy. Sadzało się grupę pracowników przy jakimś bardzo
nowoczesnym produkcie, który to miał być montowany przez zakład i biedni pracownicy musieli
odstawiać cyrk markując montaż nowoczesnego urządzenia , którego produkcja tak naprawdę jeszcze
nie ruszyła. No cóż robiło się wszystko by VIP przychylnym okiem patrzył na zakład i przyznał
fundusze na dalszy rozwój.
Podejmowało się zobowiązania, że wykona się to czy owo przed terminem, podniesie na odpowiedni poziom i tego typu bzdety. A potem przyszła „transformacja” i miało być po nowemu. „Hop! Siup! I… OD NOWA!
.
Przypomniały mi się te czasy, gdy oczekując na przepustkę na portierni
wyżej wymienionego zakładu zauważyłem na ścianie plakat mówiący o tym, jak to obecna załoga
fabryki podjęła właśnie zobowiązanie iż uzyska najwyższą nobilitację europejskości i światowości
swojej fabryki czyli normę ISO 9000 ileś tam. Plakat był porządnie wydrukowany i nie był to jedyny egzemplarz (było ich na terenie zakładu więcej). Wszystko fajnie, myślę sobie, znowu chłopaki się starają, i nie tylko oni, ale i dyrekcja i rada nadzorcza (zakład należał bodajże do NFI – ktoś jeszcze pamięta co to NFI?), czyli jest dobrze…
.
Studiując uważniej ten plakat zauważyłem punkt o mniej
więcej następującej treści: „Jeśli któryś z pracowników zauważyłby jakieś przeszkody, coś co
opóźniałoby, bądź uniemożliwiałoby osiągnięcie upragnionej normy ISO 9000 ileś tam, która
oczywiście wyniesie fabrykę i jej wyroby na poziom europejski, czy wręcz światowy, zobowiązany
jest niezwłocznie powiadomić kierownictwo o zaistniałym fakcie”. Pomyślałem sobie – no czegoś
takiego to ja sobie nie przypominam nawet z czasów PRL-u kiedy pracowałem w państwowych
przedsiębiorstwach w latach 70-tych. Oczywiście donosicielstwo wtedy było na porządku dziennym,
ale nikt tego publicznie nie ogłaszał powołując się na normę! Widocznie jednak teraz tak trzeba,
nowocześnie z duchem czasu, jawnie. A co?
.
Mniej więcej rok później przejeżdżając koło owej
fabryki zauważyłem wielki transparent na biurowcu zakładu głoszący, że właśnie zakład i jego
wyroby już są zgodne z normą ISO 9000 ileś tam. Cóż, pogratulować tylko sukcesu! Nie wiem czy na
osiągnięcie tego wspaniałego wyczynu miała wpływ ilość donosów do dyrekcji, czy rzetelny i
harmonijny wysiłek załogi i dyrekcji.
.
Niedługi czas potem zaczęły napływać z fabryki niepokojące wieści o trudnościach ze zbytem produkowanych tam towarów, zwolnieniach grupowych, złej sytuacji
ekonomicznej, kłótniach załogi i związków zawodowych z dyrekcją i radą nadzorczą. Nie wiem czy
był to efekt osiągnięcia przez zakład owej upragnionej normy ISO 9000 ileś tam, czy wroga
działalność wiadomych sił, rzucających kłody pod nogi tak przecież nowoczesnej fabryce w dodatku z certyfikatem!
.
Różnie o tym mówiono. Co pewien czas zaczęły na ten temat ukazywać się w prasie
lokalnej informacje: o wywiezieniu na taczkach (sic!) dyrektora fabryki przez załogę, o kłótniach
wszystkich ze wszystkimi i wzajemnym obciążaniu się winą za złą sytuację w zakładzie, o tym, że
poddzierżawianie kolejnych pomieszczeń w biurowcach i halach produkcyjnych (największy dochód
zakładu) nie poprawia dostatecznie sytuacji ekonomicznej, i że ktoś wywiózł z zakładu całą
dokumentację, aby ją chronić, choć inni twierdzili, że wręcz odwrotnie. Ktoś coś wykupił, innemu
sprzedał, ale nie do końca, bo potem to podobno odwołał.
I tak sobie trwały spory i wzajemne oskarżenia.
W między czasie załoga zakładu zmniejszyła się
dziesięciokrotnie. Czyżby wszystko to z powodu jakiejś normy?
.
Od dłuższego czasu nie pracuję w dużych
przedsiębiorstwach i nie mam potrzeby obcowania z normami. Nie znam norm ISO 9000 ileś tam i nie
wiem czy zalecają one donoszenie na tych którzy stwarzają przeszkody w ich osiąganiu i stosowaniu
czy nie, ale pamiętam gdy studiowałem pod koniec lat 60-tych na AGH w Krakowie, jak prowadzący
zajęcia omawiając normy i korzyści z ich stosowania zwracając się do nas studentów podkreślał:

„Zawsze pamiętajcie stosując normy w praktyce, że norma nie mówi o tym jak coś zrobić możliwie
najlepiej, ale jak można zrobić to dopuszczalnie źle!”. Mam nadzieję, że również obecnie wykładowcy
AGH tą samą myśl serwują przyszłym inżynierom kształconym w murach szacownej uczelni.
Żurek Janusz”
.
P.S.
Potem niekorzystne dla zakładu zjawiska postępowały coraz szybciej. Obecnie w miejscu tego priorytetowego w czasach komuny zakładu (i pod koniec nie najgorzej usprzętowionego) jest osiedle mieszkaniowe. Przynajmniej ziemia się na coś przydała.

zjanusz

Napisane przez:

Z urodzenia (1949) optymista, z wykształcenia inżynier elektryk (AGH), z zawodu elektronik, z poglądów liberalny (wolnościowy) konserwatysta.

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły