Polska może zostać pozbawiona prawa głosu w Radzie Unii Europejskiej. Aby tak się stało, zalecenie Komisji Europejskiej odnośnie wprowadzenia artykułu 7. Traktatu Lizbońskiego powinny rozpatrzeć kraje członkowskie UE. Żeby mechanizm sankcji został ostatecznie uruchomiony, decyzję Komisji Europejskiej muszą poprzeć co najmniej 22 z 27 państw członkowskich wspólnoty, potrzebna jest również zgoda Parlamentu Europejskiego.

To, czy urzędnikom europejskim uda się zgromadzić taką liczbę sprzymierzeńców stoi pod dużym znakiem zapytania. Najprawdopodobniej nie, uważają eksperci. I chociaż kraje UE, zwłaszcza państwa Europy Zachodniej są w pewnym stopniu zaniepokojone, obserwując zmiany, zachodzące w polskiej polityce, oficjalne potępienie Warszawy raczej nie zachwyca sąsiadów.

Właśnie dlatego Bruksela nie ma co liczyć na głosy krajów Europy Wschodniej. Na przykład premier Węgier Viktor Orban publicznie obiecał już prezesowi „Prawa i Sprawiedliwości” Jarosławowi Kaczyńskiemu, że skorzysta po prostu z prawa weta — powiedział w wywiadzie dla radia Sputnik politolog Dmitrij Abzałow.

Należy zdawać sobie sprawę, że Polska jest członkiem Czwórki Wyszehradzkiej. Tak więc jest to bardzo ważny sygnał dla Europy Wschodniej. (Unia Europejska — red.) ma do tych krajów dość dużo zastrzeżeń, przy czym nie tylko do Polski. Niemcy wybrały Warszawę jako cel ataku nie bez powodu — jest to centrum, wokół którego zebrały się państwa, które wyrażają sprzeciw wobec Unii Europejskiej. Bruksela  próbuje  w ten sposób narzucić standardy europejskie — powiedział politolog.

Jednocześnie próby „poskromienia” Polski rzeczywiście przypominają swojego rodzaju grę. Jak na razie jest to kwestia stricte polityczna, a realne sankcje mogą być tylko gospodarcze — pod tym względem Berlin ma jednak związane ręce — podkreślił Abzałow.

„Berlin nie ma możliwości, by odciąć Polskę od kwestii gospodarczych. Unia Europejska to przede wszystkim jednolita przestrzeń gospodarcza, unia celna. Wyrwanie z tej konstrukcji pojedynczego państwa będzie bardzo trudne. Oprócz tego w Polsce zmienił się niedawno premier i w tej sytuacji prezydentowi Dudzie bardzo trudno będzie się wycofać ze swojego stanowiska i nie podpisać ustaw konstytucyjnych. A Niemcy blefują — nie są w stanie zaatakować Polsko pod względem gospodarczym, nie przynosząc jednocześnie strat Unii Europejskiej” — uważa ekspert.

Innego zdania jest docent katedry historii politycznej Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO) Kirył Koktysz, który dopuszcza możliwość, że Unia Europejska wprowadzi jednak sankcje przeciwko Warszawie, pozbawiając ją prawa głosu w Radzie Unii Europejskiej.

„Po co Polska zaostrza sytuację? Zdaniem politologów władze liczą na to, że przysporzy im to popularności wśród obywateli. Unia Europejska już od dawna jest przecież w oczach Polaków źródłem zagrożeń, a nie nadziei. A rząd robi z siebie «obrońcę prostych ludzi przed międzynarodową oligarchią». Na partię rządzącą «Prawo i Sprawiedliwość» głosują eurosceptyczni wyborcy, którzy ogólnie rzecz biorąc popierają to, że rząd nie ma zamiaru słuchać się Brukseli. W pewnym sensie te sankcje są korzystne dla Warszawy, ponieważ uzasadniają jej prawo do niepodporządkowywania się Unii Europejskiej.

Niektórzy eksperci mówią nawet o perspektywach rozwoju stosunków Warszawy z Moskwą — w świetle polskich rozczarowań «typowo zachodnim kursem politycznym». Coś podobnego miało już miejsce w stosunkach Rosji z Węgrami i Czechami. Jednak w przypadku z Polską na pewno nie będzie to proste”.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Leave a Reply