W stosunku do mojej publikacji na temat pomocy polskiej rodzinie otrzymałem uwagi świadczące, niezależnie od ich poziomu, o braku świadomości, co do faktycznego położenia, w jakim się znajdujemy.
W życiu codziennym najbardziej odczuwalne jest położenie materialne, niskie dochody osobiste Polaków niewiele przekraczające tysiąc złotych miesięcznie na osobę / według GUS’u charakteryzującego się „urzędowym” optymizmem/, podła sytuacja mieszkaniowa, brak godziwie płatnej i pożytecznej pracy i słabe perspektywy na przyszłość.
Przyzwyczajeni byliśmy do stanu ubóstwa za PRL, ale na pocieszenie mieliśmy świadomość, że w innych krajach sowieckiego obozu ze Związkiem Sowieckim na czele jest jeszcze gorzej, za wyjątkiem NRD i Czechosłowacji, którym ze względu na sąsiedztwo Niemiec i szczególne sympatie pozwolono na większą konsumpcję.
Obecnie znajdujemy się w zupełnie innym towarzystwie i dobrodziejstwo Schengen pozwala się nam dobrze zorientować, jaka różnica, a właściwie przepaść dzieli nas od naszych zachodnich sąsiadów.
Zawdzięczając „odpadkom z pańskiego stołu” mamy, przynajmniej statystycznie pełne nasycenie posiadaniem samochodów, wprawdzie z jeżdżeniem nimi ze względu na cenę paliwa, stan dróg, a szczególnie stan techniczny owych pojazdów już jest nieco gorzej. Złośliwi mogliby powiedzieć, że nasi zachodni sąsiedzi zrobili sobie z Polski totalną składnicę złomu samochodowego i jeszcze na tym zarobili.
Odżywiamy się zapewne lepiej, chociaż można to nazwać „obficiej” ze względu na z pewnością większe spożycie mięsa i produktów importowanych, ale za to mniej ryb i ciągle za mało jarzyn i owoców. Dla jednych żywność jest w Polsce tania, ale dla innych, niestety mniej zauważalnych, stanowczo za droga.
Z odzieżą jest lepiej, bo jest duży wybór cenowy, jednakże dobrej jakości, zdrowa odzież z naturalnych surowców jest droga, a nawet bardzo droga.
Bardzo podle jest z różnorodnymi usługami zarówno z ich jakością jak i dostępnością ze służbą zdrowia na czele.
Najgorzej jest z mieszkaniami, poza wielkim, odziedziczonym jeszcze po PRL deficycie sięgającym nawet 2 mln mieszkań, mamy sytuację rosnącej dywersyfikacji stanu posiadania. Z jednej strony nadmierne zagęszczenie w pozostałościach po PRL / średnio 40 – 50 m2 na mieszkanie/, a drugiej strony ponad stumetrowa powierzchnia nowobudowanych mieszkań, nie mówiąc już o wielosetmetrowych willach dla uprzywilejowanych z różnych tytułów.
Ze względu na fakt, że trzy czwarte naszej substancji mieszkaniowej jest rodem z PRL mieszkamy przeciętnie bardzo podle w ciasnych klitkach, bardzo złej jakości.
Ceny mieszkań zarówno w zakupie jak i w wynajmie są nieproporcjonalnie wysokie w stosunku do ludzkich dochodów, doszliśmy do tego, że przeciętny miesięczny zarobek nie wystarcza nawet na zakup1/2 m2 mieszkania, a wynajęcie pochłania połowę i więcej miesięcznych zarobków.
Najgorsze jest to, że widzimy naocznie, iż nasi sąsiedzi rozporządzają zupełnie innymi warunkami życia materialnego i byłoby to do zniesienia pod warunkiem świadomości, że mamy perspektywy na wyrównanie poziomów życia w stosunkowo niedługim czasie. Niestety powszechne przekonanie poparte dotychczasowym doświadczeniem wskazuje, że takich perspektyw nie ma i dlatego nie ulega zmianie, a wprost narasta tendencja do ucieczki z Polski.

Opisany obraz odnosi się do codziennego naszego życia, jeżeli jednak spojrzymy szerzej na nasze położenie to przede wszystkim rzuca się w oczy obraz otoczenia Polski bardzo nie sprzyjającymi nas układami, z których układ niemiecko rosyjski ma wyraźnie charakter antypolski.
Ta obserwacja wynika z faktów, a nie „paktów”, bowiem formalnie jesteśmy chronieni zarówno członkostwem w UE jak i NATO, można tylko wysnuć gorzką refleksję, że w 1939 roku też byliśmy chronieni paktami, tylko że okazały się one jedynie pułapkami.
Podobnie przedstawia się sprawa ze współczesnymi paktami, przynależność do UE nie uchroniła naszej gospodarki przed totalną redukcją, a nasi sojusznicy z NATO robią wszystko, co możliwe żeby wykręcić się od realnego zaangażowania w niezbędną pomoc.

Charakterystyczne dla naszego położenia jest zarówno redukcja naszego potencjału gospodarczego i obronnego, jak i stanu zaludnienia, przy czym to ostanie dotyczy najbardziej aktywnego, młodego i średniego pokolenia.
Jest to stan wymagający podjęcia natychmiastowej i zdecydowanej walki na miarę znacznie przekraczającą walkę podjętą przez Węgry, tym bardziej, że stan zagrożenia Polski jest znacznie większy od sytuacji Węgier.
W sumie jest to przejaw walki wewnątrz europejskiej prowadzącej w każdym przypadku do osłabienia Europy, jako partnera w światowej grze.
Ktoś, komu zależy na osłabieniu, a może nawet zniszczeniu Europy będzie między innymi podsycał wszelkiego rodzaju konflikty i ogniska zapalne na jej obszarze.
Wskazywałem już poprzednio na inne rodzaje działań destrukcyjnych jak zastępowanie europejskiej, chrześcijańskiej kultury antyludzkimi, lub wręcz zbrodniczymi ideologiami z hitleryzmem i bolszewizmem na czele.
Obecnie taką niszczycielską rolę spełnia libertynizm i permisywizm występujące pod płaszczykiem promocji osobistej wolności.
Ponadto Europa podlega stałemu napływowi obcych kulturowo elementów, które nie mają zamiaru asymilować się, ale wprost zmierzają do zniszczenia istniejącej kultury i wprowadzenia w życie nowej.
Sprzyja temu polityka imigracyjna i świadczenia socjalne dla wielodzietnych rodzin umożliwiające tworzenie liczebnej przewagi imigrantom nad ludnością miejscową zmuszoną do ponoszenia wydatków na utrzymanie tych, którzy dążą do ich wyeliminowania.

Destabilizowana, osłabiona i pogrążona w chaosie Europa padnie ofiarą zorganizowanej inwazji i nie będzie to świat islamski nie zdolny organizacyjnie do takiej akcji, ale raczej bliższy takiej możliwości świat dalekowschodni pod chińskim przewodem.
Dzieli nas od niego wiele tysięcy kilometrów, ale tylko jeden kraj, który z racji swoich słabości może w stosunkowo krótkim czasie wpaść w chińską dominację. A z Rosji do naszej Europy tylko jeden krok.
Jeżeli będzie proces rozkładu Europy toczył się dalej to skutki są nieuchronne.
Nie będzie potrzebny podbój militarny, chociaż i pod tym względem Europa jest bezbronna, ale wystarczy uzależnienie gospodarcze.

Taka perspektywa nie jest wcale odległa, wystarczy kilkadziesiąt lat kontynuowania obecnego procesu i okaże się, że nie będzie już żadnej siły zdolnej do przeciwstawienia się chińskiej ekspansji.
Siła wojującego islamu nieuchronnie upadnie na skutek redukcji dochodów z ropy, ale pozostaną skutki destrukcyjne, jeżeli nie zostanie powstrzymany zalew imigracyjny.

Na tym tle wszystko, co dzieje się w Polsce powinno być podporządkowane idei stworzenia siły zdolnej do obrony przed klęską powszechną.
Czasu wiele nie ma i jeżeli poświęci się go na małe wojenki i załatwianie porachunków to skutki będą nieodwracalne.
Świadomość całej grozy sytuacji, w którą wepchnięto nas nakazuje zastosowanie nadzwyczajnych środków zarówno w trybie uświadamiania otępiałego polskiego społeczeństwa i całkowicie pochłoniętej wzajemnymi przepychankami tak zwanej „elity politycznej”, jak i w doborze środków działania, które muszą odpowiadać rozmiarom zagrożenia.
Największym grzechem w tej dobie jest zaniechanie i oczekiwanie na zmiłowanie boże.

Source: Czy wiemy gdzie jesteśmy?