Nowe sensacyjne publikacje stały się tematem rozmowy korespondenta Sputnika Leonida Sigana z polskim politologiem Tomaszem Jankowskim. 

— Gdyby restauracja Sowa i Przyjaciele pozostała jeszcze na mapie miasta stołecznego Warszawa turyści z całej Polski i spoza jej granic zapewne chcieliby ją odwiedzić. Przecież z tym zabytkiem teraz kojarzony jest polski Watergate. Co my o nim wiemy?

— Wiemy tak naprawdę niewiele, dlatego że do tej pory nie wiemy, jakie realnie przyczyny polityczne stały za tymi nagraniami, bo bardzo wątpliwa jest teza, że rzeczywiście stali za tym kelnerzy, którzy chcieli sobie po prostu dorobić szantażem. Nie wskazują na to żadne okoliczności i tak naprawdę cały czas nie możemy tego odkryć, natomiast możemy na pewno powiedzieć, o czym świadczy cała ta afera. Otóż cała ta afera i fakt, że trwa już tyle lat, bo przecież wróciliśmy do czegoś, co miało miejsce 4 lata temu, pokazuje brak powagi państwa polskiego.

Mnie jako Polakowi jest bardzo trudno się pogodzić z czymś takim, że polskie państwo nie jest w stanie zabezpieczyć polskich władz, polskich polityków, reprezentujących przecież bardzo różne, bardzo wysokie też stanowiska przed tego typu zjawiskami. Ja oczywiście zdaję sobie sprawę, że być może dla Polaków, którzy czytają stenogramy z tych rozmów czy słyszą te rozmowy jest to jakieś odkrycie prawdy na temat tych polityków.

Natomiast dobro państwa powinno być jednak dla nas czymś bardzo istotnym i powinniśmy o to dbać. Im dłużej słyszę o tej aferze, tym coraz mniejszą widzę powagę, i to nie chodzi tylko o Polaków, a jakie stoją za tym realne przyczyny, pewnie się szybko tego nie dowiemy.

— Na czym polega różnica między pierwszą fazą tej afery podsłuchowej, tą sprzed 4 lat, a fazą obecną, przecież na pewno są różnice między nimi.

— Trzeba pamiętać o tym, że obecny premier Mateusz Morawiecki robiłby szczęśliwą karierę już za rządów Platformy Obywatelskiej. Z tego co wiemy był zresztą także przez rozmaite koła rządzące w poprzednim właśnie rządzie Platformy i PSL-u upatrywany jako kandydat na ministra skarbu. O tyle to wszystko jest ciekawe, że wypowiada się tam raczej właśnie jako sympatyk tamtej władzy, tamtego systemu, którego dzisiaj ma być antytezą. Jakby to jest tym głównym aspektem, dlaczego ta afera obecnie wybuchła na nowo, a no dlatego, że premier rządu jednocześnie był w tej Platformie Obywatelskiej w zapleczu. Więc jakby to jest tutaj kluczowe.

Poza tym trzeba pamiętać jeszcze o jednej rzeczy, że Prawo i Sprawiedliwość przedstawia się polskiemu społeczeństwu jako partia, która przekazuje mu wreszcie to, co udało się odzyskać, jak mówią czasami od złodziei. Tymczasem dowiadujemy się, że to sam premier Morawiecki 4 lata temu mówi w restauracji, że trzeba ograniczać ludzkie dążenia, że trzeba ograniczać to, co polskie społeczeństwo rzeczywiście by chciało. I to jest jakby to, co powoduje, że te nagrania mogą być bardzo rozczarowujące przede wszystkim dla wyborców Prawa i Sprawiedliwości.

— Skoro skandal z nagraniami polityków przed laty związany był z walką z obozem władzy, to być może taśmy z nagraniami Mateusza Morawieckiego świadczą o walce w obozie władzy, co sugerują dziś niektóre tabloidy?

— Taśmy opublikował portal onet.pl. Jest to portal, który może nieoficjalnie, ale jednak sympatyzuje z liberalną opcją polityczną, z Platformą Obywatelską, z Nowoczesną. Jest to jednak portal, który też dość jednoznacznie ocenia rządy PiS-u. Ciężko jakby oskarżać tych dziennikarzy o nadmierny obiektywizm wobec obecnego rządu. Niemniej jednak rzeczywiście może to być element walki wewnętrznej. Może być to element z jednej strony walki tych powiedzmy twardogłowych polityków Prawa i Sprawiedliwości, którym Mateusz Morawiecki jako premier się nie podoba, a z drugiej strony może być to walka również innych partii, bo pamiętajmy, że zjednoczona prawica to jednak koalicja trzech partii, więc może to być efekt różnego rodzaju tarć wewnętrznych, a także oznaka tego, że być może Jarosław Kaczyński nie panuje nad swoim obozem politycznym. Przecież Mateusz Morawiecki to był jego pomysł i trzeba zauważyć, że to Jarosław Kaczyński jako pierwszy wystąpił bardzo mocno w jego obronie. Także tych przyczyn może być tutaj dużo, natomiast może okazać się, że dziennikarze Onetu byli tylko wykonawcami całego zlecenia. Ja nie chcę teraz tego jakby oceniać, bo nie dysponuję żadnymi dowodami, natomiast krótka analiza całej sytuacji prowadzi mnie właśnie do takich wniosków, że może być to element walki wewnętrznej.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.