Pan Ryszard Surmacz w publikacji „Co jest najważniejsze” słusznie zwrócił uwagę, że wszystkie obecne spory polityczne mają drugorzędne znaczenie wobec totalnego zagrożenia jakiemu Polska podlega nie od dziś.
Miałbym wprawdzie zastrzeżenia do daty kongresu wiedeńskiego, jako źródła naszych nieszczęść, a nawet uważam, że był on dla nas mimo wszystko sprzyjający, bowiem anulował traktaty rozbiorowe, które likwidowały bezpowrotnie polską państwowość.
Mając na względzie, że Polacy byli do końca we wrogim obozie Napoleona, stworzenie „królestwa polskiego” z możliwością powrotu do Polski polskiej armii i własną konstytucją, było ogromnym postępem w stosunku do stanu porozbiorowego.

Jako najpóźniejszą datę powstania źródła wszelkich nieszczęść dla Polski uznałbym raczej „spisek trzech czarnych orłów” z 1732 roku, ale przecież początki sięgają znacznie głębiej do naszej historii.
W Polsce niepodległej nie zdołaliśmy wypracować stosownej do stanu zagrożenia narodowej linii politycznej. Piłsudski dostrzegał zagrożenie rosyjskie w każdym wydaniu jakby lekceważąc odradzanie niemieckiej agresji.
Dmowski demonstrował nastawienie odwrotne, nikt zaś nie połączył tych idei w całość i nie wypracował stosownego programu działań.
Nie było to łatwe, ale istniała szansa w postaci przejęcia idei walki z Kominternem przy równoczesnym zastosowaniu radykalnych działań wobec Francji, a nie jedynie akcji sondażowych, do których się praktycznie ograniczono.
Pisałem o tym niejednokrotnie.

Podobna sytuacja istnieje obecnie, ciąży nad nami spisek już nie trzech, ale „dwóch czarnych orłów”, tylko że polskie suwerenne państwo nie istnieje, a jedynie twór w postaci „III Rzeczpospolitej” całkowicie włączony do niemieckiej strefy wpływów.
Już ta sytuacja rodzi postulat kategoryczny w postaci walki o odzyskanie niepodległości. I to jest pierwsze zadanie bez zrealizowania, którego nie da się zrobić ani jednego kroku.
Jeżeli obecny rząd wejdzie na drogę realizacji tego zadania to jest szansa na zbudowanie własnej, polskiej linii politycznej, jeżeli natomiast poprzestanie na korektach istniejącego stanu to pogrzebie nie tylko siebie, ale i polskie nadzieje na wiele lat.

Dlaczego polska sprawa jest tak ważna i dla naszych losów, ale też i losów Europy?
Dzieje się tak nie dla naszej pozycji materialnej i bieżącego znaczenia politycznego, lecz dla źródła inicjatywy odrodzenia europejskiej, chrześcijańskiej kultury.
Podobnie jak idea przeciwstawienia się agresji niemieckiej w 1939 roku i hegemonii sowieckiej w 1956 i 1980 roku powstały w Polsce, tak tylko w Polsce powinna odrodzić się idea Europy zjednoczonej w myśl jedynej idei, która może skutecznie stworzyć podstawy rzeczywistej solidarności w współżyciu europejskich narodów.
Mamy w tym względzie historyczne doświadczenia w postaci misji cesarza Ottona III i jego współdziałania z Bolesławem Chrobrym, a w najnowszej historii dzieło trzech chrześcijańskich polityków, wiernych synów kościoła katolickiego, z których jeden – francuski Alzatczyk Robert Schumann przechodzi proces wyniesienia na ołtarze, a pozostali to – Włoch – Alcide de Gasperi i Niemiec – Konrad Adenauer.
Ich dziełem była Wspólnota Węgla i Stali, przekształcona we wspólny rynek europejski, a obecnie zgubiona w zdominowanej przez Niemcy UE.

Stworzenie zjednoczonej Europy, której gospodarczym wyrazem byłby wspólny rynek funkcjonujący na zasadach równorzędności dla wszystkich partnerów i chroniony przed destrukcyjnym działaniem sił zewnętrznych i wewnętrznych, stanowi jedyne remedium na wiele zagrożeń.
Dla nas są to: – w pierwszej kolejności spisek niemiecko rosyjski stanowiący groźbę nie tylko dla Polski, podobnie jak miało to miejsce w międzywojennym dwudziestoleciu;
– w drugiej kolejności zagrożenie upadkiem europejskich narodów na skutek demoralizacji wewnętrznej i infiltracji zewnętrznej wrogich sił.
Powstrzymanie procesu rozkładu Europy i budowanie jej odnowionego oblicza w duchu misji św. Jana Pawła może nie tylko uratować Europę, ale też stworzyć wzorzec dla współdziałania na skalę światową.

Po tragicznych doświadczeniach XX wieku i nieudanych próbach stworzenia pokoju światowego na podstawie materialnych przesłanek i rozgrywek o przewodnictwo potrzebą chwili stało się zainicjowanie nowych form współdziałania.
Alternatywą jest całkowite bankructwo obecnego układu europejskiego i pogrążenie jej w chaosie, z którego skorzystają siły zewnętrzne.
I tak jak miałem możliwość pisania o tym poprzednio, nie będzie to islam niezdolny do stworzenia pozytywnej konstrukcji współdziałania, podobnie jak ma to miejsce we współczesnym świecie islamskim.
Zastępstwa należy szukać tam gdzie mamy dowody skutecznej, acz okrutnej organizacji, jak choćby w kontynentalnych Chinach.
Rosja Putina, mimo swego ogromu i siły militarnej pierwsza padnie ofiarą chińskiej ekspansji, a po niej droga do bezbronnej i pogrążonej w chaosie Europy będzie już otwarta.
Na przewidywanie takiej perspektywy nie trzeba wielkiej wyobraźni, lobby antychrześcijańskie z jednej strony, a mafijny układ czerpiący zyski z handlu z Chinami z drugiej strony, utorują drogę do opanowania bez wystrzału całego obszaru między Pacyfikiem i Atlantykiem.
I co ciekawe pierwszymi ofiarami tego reżimu padną ci, którzy w imię „wielokulturowości” zniszczą europejską kulturę chrześcijańską.

Dlaczego wymieniam Chińczyków, jako realną siłę, która jest zdolna do wypełnienia luki, jaka powstanie po upadku obecnej Europy pogrążonej w wewnętrznych konfliktach i pozbawionej siły moralnej.
Jest to wynik obserwacji metod działania polegających na przejmowaniu podstaw materialnej egzystencji.
Na przykład w Polsce zawdzięczając importowi z Chin został niemal całkowicie zniszczony przemysł lekki, ale obecnie na terenie Polski powstają chińskie fabryki odzieżowe, w których bezrobotni i nisko wykwalifikowani robotnicy polscy dostają pracę za byle jakie pieniądze. Po prostu na wyjałowiony grunt przenosi się doświadczenia chińskie. Ta metoda będzie miała tendencje do szybkiego rozprzestrzeniania się i po osiągnięciu określonego poziomu stworzy przesłanki do panowania politycznego, a wtedy ujawni się bez ogródek prawdziwe oblicze tej kultury, w której dla miejscowej już miejsca nie będzie.
To już będzie prawdziwy „Tybet” gdzie nie trzeba było sięgać do etapów wstępnych, lecz wprost zastosowano etap końcowy przeznaczony również i dla tych, którzy torują drogę „multi culti”.
Islamczycy swoim działaniem destrukcyjnym tylko mogą im w tym pomóc, ale też niech nie liczą na jakiekolwiek pobłażanie. Zostaną tak samo zapędzeni do najcięższej roboty bez szansy na wprowadzanie własnych rozwiązań kulturowych.

Dlaczego piszę o Chińczykach, a nie o innych amatorach opanowania bezbronnej Europy?
Bo po prostu innych nie widać, o arabskim świecie islamskim można powiedzieć że dostał niespodziewanie wielką szansę, ale ją roztrwonił na wykupywanie pałaców i budowę najwyższych na świecie gmachów i sztucznych wysp, którym grozi popadnięcie w ruinę jak tylko skończy się naftowa koniunktura.
Mieli taką szansę w Europie Amerykanie, ale nie potrafili wzorem Rzymian w Grecji przejąć kulturę i opanować organizacyjnie, zgubili się w małych wojenkach i służbie partykularnym interesom.
Ostatecznie wyprowadzili się z Europy, a próby ich powrotu są dosyć żałosne.
Oczywiście w perspektywie najbliższych kilkudziesięciu lat mogą pojawić się inne możliwości, niezależnie jednak ktokolwiek to nie będzie jest to związane z upadkiem naszej kultury i zastąpieniem jej przez niesprzyjające siły.

W świetle takich perspektyw wszystkie pochłaniające tak wiele energii problemy europejskie blakną i nakazują, jak to ujął kardynał Mercier „repenser la culture”.

Source: Co rzeczywiście jest najważniejsze?