„Ostatnim ministrem, który miał chęci w tym względzie (walki z alkoholizmem) był prof. Religa” – mówił gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM, były już szef Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych Krzysztof Brzózka. Według niego, lobby alkoholowe w parlamencie zorganizowało konferencję, na którą zaproszono młodzież w wieku 17-19 lat.

Marcin Zaborski, RMF FM: Dlaczego przestał pan kierować Państwową Agencją Rozwiązywania Problemów Alkoholowych?

Krzysztof Brzózka: – Myślę, że tę wiedzę posiada minister, który zresztą miał prawo mnie odwołać, no i mnie odwołał. 

Powiedział, że stracił do pana zaufanie. Pan dopytywał o co chodzi?

– Tak, nawet dopytałem na piśmie, ponieważ czym innym jest odwołanie, prawo należne ministrowi. Natomiast utrata zaufania – to już warto uzasadnić.

I nie usłyszał pan odpowiedzi?

– Nie, nie usłyszałem odpowiedzi i na piśmie jej też nie dostałem.

Może powiedział pan, że politycy PiS, tak samo jak wcześniej ci z PO, nie chcą słuchać pana pomysłów. A mówił pan tak w wywiadzie w „Gazecie Wyborczej”.

– Z tymi pomysłami to jest tak… To nie są tylko moje pomysły. To nie jest tak, że usiadł sobie człowiek, który ma jakąś tam wiedzę – w końcu doradca Światowej Organizacji Zdrowia – ale człowiek bywały w świecie, mający dostęp do wszystkich najnowszych badań, potrafiący wyciągać wnioski…

Pan mówi o sobie?

– Tak, mówię o sobie… I apelujący o to, żeby skorzystać z tej wiedzy, wniosków.

Może i bywały w świecie, ale sam mówił pan niedawno, że 12 lat kierował pan agencją i to był czas 12 lat porażek. Bo spożycie alkoholu u nas regularnie rośnie.

– Ostatnim minister, który rzeczywiście miał jakieś chęci w tym względzie, był profesor Religa, który mnie powołał na to stanowisko. Natomiast kolejne rządy, powiem szczerze, mówiły jasno: Jesteśmy z nurtu liberalnego, ludzie muszą odpowiadać za siebie, a że byliśmy tą oazą, zieloną wyspą, więc nie musieliśmy też dbać o pieniądze. 

Ale dzisiaj rząd raczej nie jest z nurtu liberalnego.

– No i tutaj powiem szczerze, że to było dla mnie dużym przeżyciem, mianowicie to, co działo się przy Narodowym Roku Trzeźwości. Kościół ogłosił, zresztą po ustaleniu z niektórymi przedstawicielami rządu, Narodowy Rok Trzeźwości. Były konferencje… Była konferencja w Sejmie, jeździliśmy… To były również konferencje diecezjalne, samorządowe i tam było kilka punktów, na które postawiono, co miało się zadziać. Po 2 latach, prawie po 3, kiedy rozmawiałem z szefem Episkopatu ds. Apostolstwa Trzeźwości – z księdzem biskupem Bronakowskim, powiedziałem: Księże biskupie, oszukano nas. Czyli nic z tych zapewnień, nic z tych opowieści o tym, jak ma być – nie zrealizowano.

Ale może jak minister zdrowia usłyszał, że pan od 12 lat jest szefem agencji, która ma się zajmować problemami alkoholowymi i przyznaje się pan do 12 lat porażek, to wreszcie znalazł się ktoś, kto powiedział: Wystarczy tych porażek, czas Krzysztofa Brzózkę odwołać.

– Powiem tak: Do tego, o czym mówiłem, wchodząc nieco głębiej w problemy polityczne w naszym parlamencie, zaczęło dowodzić lobby alkoholowe.

I pan przegrał z lobby alkoholowym?

– W moim przekonaniu tak, dlatego że ci panowie wymyślili, był taki moment, bardzo niedawno, na początku tego roku, cykl informacyjnych kampanii mówiących o tym, że ustawa jest stara, trzeba ją zmienić… I jedynym zarzutem, który stawiano, to były opowieści, że jest za stara i trzeba ją zmienić. Natomiast w tym samym czasie ja mówiłem rzeczy następujące. Po pierwsze za bardzo się rozpychacie, opowiadacie nieprawdzie rzeczy o potędze polskiego przemysłu alkoholowego na zewnątrz, bo w Polsce są potęgą, bo my pijemy do upadłego… 

O tym zaraz pogadamy. Ale pan sugeruje, że lobby alkoholowe kupiło sobie polityków w parlamencie? 

– Nie powiem, czy kupiło. Natomiast jeśli lobby alkoholowe organizuje konferencję w parlamencie, na którą zapraszana jest młodzież w wieku lat 17-19, zapraszana jest jedna z katolickich rozgłośni, jeżeli poseł PiS-u daje pole przemysłowi alkoholowemu, który to właśnie opowiada – nie zapraszając mnie, nawiasem mówiąc, bo przecież nie musieli – ale opowiada o tym, jaki to znakomity jest przemysł alkoholowy w profilaktyce, w kierowaniu swoich apeli do pań będących w ciąży czy do kierowców, którzy jeżdżą po pijanemu, to przyzna pan, że to nie jest normalne. 

W „Gazecie Wyborczej” mówił pan tak: strach przed wzięciem się za problem rozpasania alkoholowego jest u nas apolityczny. W każdej partii są posłowie skłonni bronić lobby alkoholowego. I rozwodnić każdą regulację. Dlaczego ci politycy – pana zdaniem – są skłonni bronić lobby alkoholowego?

– Alkohol jest substancją, która podobno przynosi zyski, więc niektórzy w swojej niewiedzy będą mówili: Jak to? Budżet przecież zarabia. Inni mają swój osobisty stosunek do alkoholu. Uważają, że nie jest niczym złym. Natomiast ja stoję na stanowisku, że smak alkoholu, nie daje wiedzy o alkoholu.

Ale, ci politycy oni tak szlachetnie wspierają lobby alkoholowe? Czy przemysł alkoholowy?

– Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

Coś pan jednak sugeruje więc…

– … sugeruję. Wizyta prezydenta, poprzedniego prezydenta RP, w jednym z państw muzułmańskich. Na pokładzie samolotu leci kto? Przedstawiciel pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego. Powiedziałbym, że to nie było stosowne. Muzułmanom polskiego alkoholu sprzedawać nie będziemy. A poza tym, jeszcze z tych dawniejszych lat pamiętam jak to w roku 2011, koniec naszej prezydencji w Brukseli, miał miejsce w scenerii pubu z piwem. Co spotkało się z protestami środowiska międzynarodowego, naukowego, takiego lobbystycznego w sensie przyzwoitej profilaktyki.

Z politykami panu nie wyszło, może wyjdzie panu z naszymi słuchaczami. Jak pan przekona panią Zofię z Sandomierza, pana Waldka z Wałcza, pana Kazimierza z Giżycka, że w jego mieście osiem na dziesięć punktów z alkoholem trzeba w tej chwili zamknąć. Bo to jest pana pomysł. 

– To było zdanie, które wygłosiłem, natomiast ciąg dalszy tego zdania jest taki: to jest nierealne, w związku z tym zamykajmy sklepy pomiędzy godziną 22.00 a 6.00 rano. 

Ale pan mówi osiemdziesiąt procent punktów z alkoholem trzeba byłoby zamknąć. Proszę to wytłumaczyć naszym słuchaczom. 

– Sprawa wygląda następująco, wtedy kiedy planujemy imprezę z alkoholem planujemy na trzeźwo, ile tego alkoholu wypijemy. Natomiast gdy jesteśmy już w trakcie imprezy, chce się więcej. Tak działa alkohol. Przykład? Bulwary Warszawskie na które można legalnie przynieść tyle alkoholu, ile chcemy. Jakie obrazki oglądamy? 100-, 200-metrowe kolejki do punktu sprzedaży alkoholu. Tak działa alkohol. 

To zamiast 100-metrowych będą kilometrowe, bo punktów, gdzie będzie można kupić alkohol, będzie po prostu mniej.

– Nie panie redaktorze. Po pierwsze te punkty pomiędzy 22.00 a 6.00 rano będą zamknięte, to pierwsza sprawa. Po drugie podejmuje się wysiłek zdobycia alkoholu, jeśli ktoś jest nieuzależniony albo nie pije nadmiernie i szkodliwie, podejmuje się wysiłek tylko do pewnego stopnia. Jeśli miałbym pójść półtora kilometra, to nie pójdę.      

Tylko pana przeciwnicy powiedzą: człowiek ma godność i powinien sam decydować, co chce kupić, kiedy chce kupić i gdzie chce kupić. 

– I zgadzam się z tym całkowicie. Sam stoję na tym stanowisku, z wyjątkiem alkoholu. Alkohol nie jest normalnym artykułem. Alkohol jest substancją psychoaktywną. Alkohol jest narkotykiem. Alkohol jest trucizną. Alkohol jest świetnym rozpuszczalnikiem chemicznym. Alkohol jest niestety substancją, która powoduje spustoszenie w naszym układzie nerwowym. Alkohol jest tą substancją, która zmienia świadomość i po spożyciu alkoholu nie funkcjonujemy tak jak na trzeźwo.

Leave a Reply