Wbrew twardym słowom brytyjskiej premier Theresy May, Brexit nie będzie przebiegał lekko. Kryzys związany z rozwodem Wielkiej Brytanii z Unią Europejską na razie tli się, ale może wybuchnąć w każdej chwili. A do rozwodu Brytyjczycy chcą jeszcze namówić… Irlandię.

irexit-2

Gina Miller, czołowa działaczka sprzeciwiająca się polityce brytyjskiego rządu w sprawie Brexitu otrzymuje pogróżki. Ujawnia na łamach brytyjskich gazet, że boi się wychodzić z domu. Powód? Coraz częściej pojawiające się pogróżki, że zostanie oblana kwasem.

Miller zaszła za skórę zwolennikom rozwodu z UE – zmusiła przed sądem brytyjski rząd, by przed uruchomieniem procesu Brexitu uzyskał zgodę parlamentu. Potem stała na czele kampanii instruującej wyborców, na jakich kandydatów głosować, by w Izbie Gmin dominowali zwolennicy miękkiego Brexitu lub też jego przeciwnicy. Części radykalnych zwolenników Brexitu od dawna wyraża wobec niej wrogość.

Dzisiaj wynajmuje ochronę i instaluje w domu kamery. Deklaruje jednak, że całkiem poważnie rozważa wyjazd z Wielkiej Brytanii. Przed Brexitem, dopóki jeszcze unijne granice są dla obywateli Zjednoczonego Królestwa otwarte.

James Chapman, były szef sztabu ds. Brexitu w gabinecie premiera Davida Daviesa zapowiada również więzienie dla Borisa Johnsona, obecnego szefa brytyjskiej dyplomacji. Johnson angażując się w kampanię na rzecz opuszczenia Unii Europejskiej deklarował, że rozpoczęcie procedury i opuszczenie Unii pozwoli krajowi odzyskać 350 mln funtów, jak raz kwoty, której brakuje brytyjskiej służbie zdrowia. Na razie pieniędzy nie przybywa, ubywa za to kadr, które w dużej części stanowili imigranci z Europy Środkowej i Wschodniej.

– Boris Johnson powinien trafić do więzienia za obietnice sprzed referendum w sprawie opuszczenia UE – mówi Chapman. – Bądźmy szczerzy. Jeśli prawo wyborcze byłoby skuteczne, wiodący zwolennicy Brexitu siedzieliby dzisiaj w więzieniu.

Kampanię w tej sprawie prowadzi jednak od tygodni – głównie w serwisach społecznościowych – a to nazywając Brexit „katastrofą”, a to nawołując do utworzenia nowej, rozsądnej partii, która będzie mogła odwrócić skutki referendum ws. Brexitu

Komentarze Chapmana wywołały żywą reakcję wśród brytyjskich polityków.

– Zgadzam się z byłym szefem sztabu Davida Davisa. Przedstawiciele społeczeństwa powinni mieć prawo odejścia od Brexitu – stwierdza lider Liberalnych Demokratów Vince Cable.

Były szef partii Ukip Nigel Farage pyta z kolei, dla której strony Chapman faktycznie pracował w Departamencie ds. Brexitu.

Jednocześnie brytyjskie organizacje eksperckie rozpoczęły akcję namawiającą do opuszczenia Unii Europejskiej również Irlandię. Czemu? Ich zdaniem postawa Wspólnoty w negocjacjach w sprawie Brexitu kłóci się z interesami Zielonej Wyspy.

– Jest mało prawdopodobne, by kierunek, w jakim zmierza UE, odpowiadał gustom czy interesom Irlandii – informuje w opracowaniu Ray Bassett, były ambasador Zjednoczonego Królestwa w Irlandii.

Jego zdaniem, choć w ubiegłym roku ówczesny premier Enda Kenny oświadczył, iż Irlandia nie pójdzie w ślady Zjednoczonego Królestwa, to decyzję tę należałoby rozważyć jeszcze raz. Jako główne przyczyny specjalista wymienił bliskie relacje gospodarcze Zielonej Wyspy z sąsiadem oraz fakt, że UE jasno orzekła, iż kraj nie może mimo to oczekiwać wyjątkowego traktowania w negocjacjach.

– Sektory takie jak rybołówstwo, energia i rolnictwo są narażone na straty niezależnie do scenariusza, według jakiego potoczą się negocjacje. W tej sytuacji Irlandia musi rozważyć inne możliwości, w tym Irexit – uważa Bassett.

Faktem jest – co potwierdza raport ESRI – że twardy brytyjski Brexit będzie kosztował budżet Irlandii przynajmniej pół miliarda euro w ciągu pierwszych trzech lat rozwodu.

Pawel Pietkun

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły