„Trump skonsultował się z doradcami ds. bezpieczeństwa narodowego w niedzielę wieczorem i powiedział, że jest niezadowolony, iż sankcje zostały oficjalnie ogłoszone, bo nie jest jeszcze pewny, czy należy je wprowadzać” — pisze gazeta.

Przypomnijmy, że o wprowadzeniu nowych sankcji wobec Rosji w związku z sytuacją w Syrii poinformowała amerykańska ambasador przy ONZ Nikki Haley. Jak podkreśliła, amerykańskie władze powinny ogłosić nowe restrykcje w poniedziałek 16 kwietnia. Dodała ponadto, że zostaną nimi objęte firmy, dostarczające do Syrii technologie, które zostały wykorzystane do produkcji broni chemicznej.

Politolog z Wyższej Szkoły Ekonomii Andriej Suzdalcew na antenie radia Sputnik podzielił się swoją opinią odnośnie tego, z czym może być związane odłożenie nowych antyrosyjskich sankcji.

Sankcje są wymierzone przeciwko naszym firmom, które funkcjonują dzięki eksportowi, ale nie da się tego stosować w nieskończoność. Sięgnięto także po nasz dług publiczny, czyli te zobowiązania finansowe, których wartość oceniana jest na rynkach papierów wartościowych. To nieprzyjemne, ale nie da się powiedzieć, że jest to jakiś silny cios. Wiele tych zobowiązań znajduje się w rękach amerykańskich obywateli oraz amerykańskich instytucji finansowych.

„Byłby to w większym stopniu atak nie tyle na Rosję, co na osoby, które zainwestowały w nasze papiery wartościowe. Jednak najwyraźniej nie ma innych wariantów, dlatego Amerykanie postanowili zrobić pauzę. Oczywiście (amerykańscy przedstawiciele — red.) ogłoszą, że robi się to po to, aby Rosja zastanowiła się nad swoim postępowaniem. Jednak tak naprawdę Stany Zjednoczone przeżywają kryzys i ich możliwości wywierania nacisku na Rosję się kończą.

Oprócz tego nie wolno zapominać, że wariant z zaatakowaniem rosyjskiego długu publicznego po raz kolejny potwierdza, że sankcje to tak naprawdę bumerang i jeśli wprowadza się je nierozsądnie, to powracają do krajów, które je inicjują — w tym przypadku do USA” — powiedział Suzdalcew.