I stwarza bardzo duże niebezpieczeństwo dla Ukrainy — powiedział w rozmowie z Ria Novosti specjalista ds. energetyki atomowej, kierownik naukowy projektu „Proryw” korporacji państwowej „Rosatom”, kierownik naukowy spółki „NIKIET” Jewgenij Adamow.

Terra Power opracowuje reaktor postępującej fali, nazwany tak, dlatego że zgodnie z projektem rozszczepienie w tej instalacji ograniczone jest do niewielkiej strefy aktywnej, która powoli przemieszcza się przez rdzeń, tzn. zachowuje się jak fala. Sam reaktor z racji zasady działania podobny jest do stopniowo wypalającej się świecy. Stąd też alternatywne nazwanie reaktora postępującej fali — „jądrowa świeca”.

Adamow zauważył, że projekt reaktora postępującej fali nie przewiduje utylizacji materiałów radioaktywnych.

„Oni chcą je zakopywać. W USA jest to zabronione, w Chinach, z którymi zawarły porozumienie w sprawie budowy takiego reaktora, też nie udało im się porozumieć. A Ukraina, sądząc po medialnym doniesieniom, jest doskonałym miejscem do tego, żeby rozwijać laboratoria bakteriologiczne i chemiczne. I dlaczego nie wykorzystać by terytorium Ukrainy do tego, żeby zakopać tam rozszczepialne i stwarzające zagrożenie radiacyjne materiały? Przy czym nie na skalę, na jaką my to realizujemy w ramach projektu „Proryw” — powiedział uczony.

„My bierzemy radioaktywne materiały, wykorzystujemy je, po czym dokonujemy transmutacji („spalamy w reaktorach” — red.) najbardziej długowiecznych i zwracamy je ziemi w takiej ilości pod względem radioaktywności, w jakiej je stamtąd wydobyliśmy. A USA chcą po prostu zakopywać na Ukrainie promieniotwórcze odpady. To niebezpieczne, dlatego że Ukraina może ulec pomysłowi takiej „jądrowej świecy” i wszystkiemu, co ten pomysł ze sobą niesie. I z radioaktywnymi opadami Ukraina pozostanie sam na sam. A wówczas świeczki będziemy zapalać w cerkwiach” — podkreślił Adamow.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.