Agnieszka Piwar: — Swoją drogą nasunęło mi się właśnie dziwne skojarzenie. Wraz z grupą polskich dziennikarzy byłam w Rosji dwa razy na zaproszenie Fundacji Wspierania Dyplomacji Publicznej im. Aleksandra Gorczakowa. Pierwszy raz jesienią ub.r. pojechaliśmy na Kaukaz. Chwilę po naszym powrocie wywalono z Polski Karnauchowa. Z drugiego wyjazdu wróciliśmy w połowie maja tego roku — zaraz po naszym powrocie wywalono wspomniane Rosjanki i zapowiedziano represje wobec obywateli Polski. Trochę to dziwny zbieg okoliczności, ale pewnie jestem przewrażliwiona…

Kamil Klimczak: —  Może to tylko przypadek….

— Być może. Ale dlaczego akurat 9 maja — kiedy nasza grupa dziennikarzy publikowała relacje z moskiewskiego marszu „Nieśmiertelny Pułk” z okazji Dnia Zwycięstwa — dokładnie tego samego, dnia rzecznik koordynatora służb specjalnych histerycznie alarmował na Facebooku: Kreml mobilizuje wykonawców i daje sygnał do rozpoczęcia wojen hybrydowych…?

Cóż, pewnie coś sobie wkręcam… Niemniej jednak ostatnie działania ABW i organów propagandowych typu „Gazeta Polska” odbieram jako wyraźny sygnał ostrzegawczy, mający na celu zastraszenie takich dziennikarzy jak ja.

A cała moja „wina” polega na tym, że jeżdżę do Rosji — sąsiedniego kraju, z którym utrzymujemy stosunki dyplomatyczne, bo przecież ambasady działają normalnie po obu stronach. „Zbrodnią” polskiej dziennikarki okazuje się chęć odkrywania Rosji.

—  Czy to nie jest przypadkiem nowa forma cenzury, nawet bez zmieniania prawa, ale tylko jego interpretacji? Czy teraz, gdy sądy będą bardziej sterowalne dla władzy okaże się, że wyrażanie innych opinii niż powszechnie przyjęte np. o Rosji to już szpiegostwo?

— Rozkręca się bardzo niebezpieczny proceder: wymyśla się zarzuty, których nie ma w Kodeksie Karnym, a dziennikarzy takich jak ja naznacza ostracyzmem. Uważam, że w obliczu ostatnich wydarzeń wolność słowa jest w Polsce bardzo poważnie zagrożona.

Skoro polityka i publicystę Mateusza Piskorskiego wsadza się do więzienia bez wyroku, stawiając śmieszne zarzuty, m.in. „promowanie celów Federacji Rosyjskiej” czy współpracę polsko-chińską — to jaki los czeka taką dziennikarkę jak ja?

Przecież przeprowadzałam wywiady z różnymi ambasadorami. Dyplomacji promują cele swoich państw, taka jest ich praca, a ja jako dziennikarka publikuję to, co oni mają do powiedzenia. To jest mój dziennikarski obowiązek, ale i przywilej — którego być może już wkrótce mnie pozbawią.

Jestem przekonana, że w Polsce próbuje się doprowadzić do tego, żaby zamykać usta myślącym inaczej, niż życzy sobie tego obecna władza.

To jest wyraźny sygnał ostrzegawczy. Mamy przestać jeździć do Rosji, mamy przestać rozmawiać z Rosjanami — bo PiS chce w spokoju prowadzić politykę na kolanach przed USA i Izraelem.

—  Kończąc już ten temat, przygotowując się do tej rozmowy zadałem sobie trud przeczytania „Gazety Polskiej”.

Czytając to pismo można dojść do wniosku, że Rosja nas atakuje na wszystkich frontach, bo co trzeci artykuł się odnosi do tego.

Jeśli tak będzie myśleć opinia publiczna — to gdzie zajdziemy?

— Na czym polega rzetelność „Gazety Polskiej” pokazuje artykuł Doroty Kani, która oparła swój „demaskatorski” tekst na wypocinach Marcina Reya [twórca strony „Rosyjska V kolumna w Polsce”]. Jego wiarygodność zbliżona jest do poziomu zerowego, co udowodnię na prostym przykładzie.

Kilka lat temu ambasador Syrii zaprosił mnie na spotkanie z diasporą syryjską — głównie studentami. Przyprowadziłam znajomych Polaków. Jeden z nich — ówczesny student Akademii Obrony Narodowej — zrobił sobie pamiątkowe zdjęcie z ambasadorem na tle portretu Baszara Al-Asada. Spotkanie z ambasadorem odbyło się w wynajętej sali konferencyjnej biurowca na Mokotowie.

Znajomy pochwalił się fotografią na swoim blogu. Tak się składa, że założył on jakieś koło naukowe na AON, a z powodu przynależności do jednej z organizacji był „na celowniku” Marcina Reya.

Na podstawie tylko tego jednego zdjęcia z ambasadorem i krótkiego opisu pod nim, Rey dorobił własną interpretację, a wnioski ze „śledztwa” opublikował na swojej śmiesznej stronie. Autorytet Doroty Kani w pełnym powagi tonie napisał „demaskatorski” tekst o… skandalicznym spotkaniu w siedzibie Akademii Obrony Narodowej z udziałem ambasadora Syrii i fotografowaniu się na tle „krwawego rzeźnika z Damaszku”, którego portret powieszono w sali AON.

Co ciekawe, zdaniem Reya rzekome spotkanie z syryjskim dyplomatą w murach wojskowej uczelni miał zorganizować właśnie ten znajomy student AON. Tak wygląda poziom „dziennikarstwa” „śledczego”, które reprezentuje środowisko „Gazety Polskiej”.

I po co to wszystko? Jaki sens ma szukanie sensacji i skandali, tak gdzie ich nie ma?

Myślę, że może chodzić o odwrócenie uwagi od tego, co naprawdę istotne. Tyle się rozpisują w „Gazecie Polskiej o „ruskiej agenturze”, że czytelnik na dobre tym pochłonięty, już nie zapyta za jakie usługi na rzecz obcego państwa Tomasz Sakiewicz otrzymał medal od Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.

Ten sam czytelnik nie zauważy tego, że politycy Prawda i Sprawiedliwości klęczą przed Amerykanami i dają się poniżać Żydom. Dziś liczy się dla nich tylko „wojna hybrydowa”, której nie ma…

—  Z kolei, środowiska, które można nazwać rusofobicznymi, to są też postawy dokładnie odwrotne, ślepej rusofilii, czy to Pani zdaniem nie jest woda na młyn takich „tropicieli agentów”?

— Już kiedyś mówiłam o tym, że niesmak budzi we mnie pewne środowisko. Nazywają siebie „polskimi patriotami”, a na drugim tchu podkreślają jak bardzo są prorosyjscy.

Jeśli ktoś jest polskim patriotą, to jest propolski, a nie prorosyjski. Proste, prawda?

© Zdjęcie : Katarzyna Mierzejewska
Leonid Draczewski, dyrektor Fundacji Wspierania Dyplomacji Publicznej im. Aleksandra Gorczakowa, Agnieszka Piwar i Leonid Swiridow. Moskwa.

Oczywiście polski patriota nie będzie prezentował stanowiska antyrosyjskiego, ponieważ wie, że w interesie Polski są dobre relacje z naszym najpotężniejszym sąsiadem. I takich osób w Polsce nie brakuje.

Wracając jednak do naszych „prorosyjskich”. Podlizywanie się Rosji, czy oddawanie hołdu carowi Putinowi, jest niezbyt poważne i daje wodę na młyn ekipie od Sakiewicza.

Handlujmy z Rosją, dbajmy o dobrosąsiedzkie relacje, ale niech w tym wszystkim przyświeca nam polski interes.

—  Dziękuję za rozmowę.

Kamil Klimczak, polski publicysta

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tekst jest publikowany za zgodą Redakcji Chrobry szlak. Oryginał pierwotnie ukazał się na stronie Chrobry szlak.